Michał Heller- fotograf nie tylko teatralny…

Michał Heller – fotograf teatralny….?

Pod względem ilościowym na pewno tak, bo najwięcej i najczęściej fotografuję teraz w teatrze. Jednak z drugiej strony, wydaje mi się że jakiekolwiek zawężanie swojej specjalizacji bardzo ogranicza. Rynek dyktuje to co się bierze na warsztat. Obecnie w Polsce na fotografowanie tylko jednego tematu może sobie pozwolić zaledwie kilkudziesięciu, może nawet kilkunastu najbardziej znanych fotografów. Cała reszta ze względów ekonomicznych nie może się ograniczać. Dodatkowo zmiany specjalizacji co kilka lat bardzo rozwijają. Pracę w teatrze zacząłem osiem lat temu. Byłem już wtedy doświadczonym fotografem mającym za sobą przygodę z fotografią komercyjną, sportową a nawet ślubną. Te wszystkie rzeczy, które fotografujemy sprawiają, że jesteśmy coraz bardziej wszechstronni. Ilość zleceń, z którymi mamy kontakt po raz pierwszy z czasem maleje. Wąska specjalizacja i koncentracja tylko na jednym temacie jest niebezpieczna. Łatwo można popaść w rutynę. Dlatego zmiana pól działania bardzo ożywczo wypływa na fotografa.

W fotografii teatralnej, którą uprawiam teraz, najciekawsze jest to, że w teatrze w zasadzie można sfotografować wszystko. Teatr to taki mały świat. Stanowi odbicie tego realnego – tylko w skali.

Początek fotograficznej drogi…

W przypadku wielu fotografów do wykonywania zawodu prowadzi zawiła i kręta droga.W moim przypadku było zupełnie inaczej. Od początku wiedziałem czym chce się zajmować. Gdy koledzy bawili się w wojnę – ganiałem za nimi z tekturowym pudełkiem i robiłem „zdjęcia”. Pierwszy aparat dostałam od taty na urodziny. To był prymitywny radziecki kompakt, rodzaj imitacji aparatu dalmierzowego – „Wilia”. Jakiś czas temu znalazłem taki na targu staroci, w worku pełnym fotograficznego złomu. Mimo to, że wiedziałam, że to identyczny model, ten mój był chyba jakiś inny: większy, o wiele doskonalszy.

Gdy zaczynałem przygodę z fotografią sprzęt w Polsce był bardzo trudno dostępny. W zasadzie wiele osób zaczynało fotografować zawodowo, dlatego że stać je było na aparat. Dziś to nie do pomyślenia. A kiedyś tak było. Jako nastolatek nawiązałem kontakt z panem Zdzisławem Rynkiewiczem, który prowadził jedyny komis fotograficzne w moim mieście. Przesiadywaliśmy tam popołudniami pod warunkiem, że jego żona pozwala mu zostać dłużej w pracy. Oglądaliśmy zdjęcia, rozmawialiśmy o fotografii. W zasadzie tam zakocham się w fotografii na dobre. Epilog naszych spotkań miał miejsce dwa lata temu: Pan Zdzisław wprowadził mnie do Związku Polskich Artystów Fotografików.

Do egzaminu wstępnego na ASP w Gdańsku przystąpiłem już jako zaawansowany fotoamator. Praktycznie nie rozstawałem się z aparatem. Torbę miałem zawsze na ramieniu. Pokój miałem zapchany szpargałami związanymi z fotografią. Gdy studiowałem, cyfra była jeszcze w powijakach – kupowaliśmy materiały w Stodole, na największej w Polsce giełdzie fotograficznej. Tam poznałem Mikołaja Wieczorka – dziś szacownego bussinesmana, właściciela Interfoto – wtedy jednego z handlarzy. Jego stoisko zawsze się wyróżniało – miał sporo wysokiej klasy gratów. Trudny był z niego negocjator. Twarda sztuka. Od niego kupiłem pierwszy poważny aparat – Nikon F4s. Los sprawił, że z Interfoto jestem do dziś. Praktycznie każdy sprzęt mam od nich. Prawie nigdy nie kupuję sprzętu z pierwszej ręki. Wolę używany – jest w nim coś specjalnego. Z pewnego źródła to bajka – nie dość, że jest sprawny, to jeszcze ma jakąś historię. Coś widział. To lubię. Teraz w Interfoto opiekuje się mną Julek Malinowski. Świetna sprawa – kiedy czegoś potrzebuję, zawsze mogę liczyć na dobrą cenę i życzliwość. Na dodatek wszystko jest błyskawicznie. A w moim przypadku to często kluczowe.

Jak to się zaczęło z teatrem?

O tym że fotografuję teatr zdecydował przypadek. Nigdy nie brałem tego pod uwagę. W Operze i Filharmonii Podlaskiej, która jest nie tylko teatrem ale także wielką maszyną do robienia sztuki, miesiąc po otwarciu zwolnił się etat fotografa. Dowiedziałem się o tym przypadkowo, od znajomych. Na rozmowę o pracę poszedłem w zasadzie od niechcenia, bez żadnych oczekiwań. Zresztą wtedy to był dla mnie trudny czas – przeżywałem spory kryzys twórczy. Ówczesny dyrektor obejrzał moje zdjęcia i spytał czy kiedykolwiek fotografowałem teatr. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą – „nie”. „Aha” odpowiedział: „proszę zatem pójść na spektakl takiego, a takiego dnia i zrobić tam zdjęcia, które będę mógł pokazać światu”. „Spróbuję”- pomyślałem. Poszedłem. Na miejscu okazało się, że będę fotografował przy pełnej widowni! Dodatkowo najdłuższym obiektywem jaki miałem w torbie była „stopiątka”. Co gorsza – MACRO! Gdy tylko wszedłem na salę, okazało się że to znacznie za mało. W pierwszej chwili chciałem się poddać – gdybym to zrobił zapewne nie fotografowałbym dzisiaj teatru. Postanowiłem jednak powalczyć. Zadzwoniłem do znajomego, który przywiózł mi błyskawicznie do teatru obiektyw 300 mm. Zyskałam trochę pewności siebie, ale tylko na chwilę. Gdy kurtyna poszła w górę, okazało się, że mój ukochany Nikon D3 wydaje odgłosy, które brzmią w teatrze pełnym ludzi jak odgłosy sieczkarni. Za każdym razem kiedy wciskałem spust migawki wydawało mi się, że wszyscy odwracają głowę w moją stronę. Ale jakoś się udało. Nawet nikt nie rzucił we mnie butem! Przygotowałem 40 fotosów, które przejrzał potem dyrektor, scenograf i muzyk z orkiestry, który jest doskonałym fotoamatorem. To konsylium zdecydowało o przyjęciu mnie do pracy. I tak zaczęła się moja największa fotograficzna przygoda.

Recepta na zdjęcie teatralne….

Wydaje mi się, że żeby zrobić dobre zdjęcia w teatrze trzeba w nim po prostu być. Trzeba być jego częścią. Nie wyobrażam sobie jak fotograf może przyjść na próbę generalną nie będąc przedtem na żadnej z prób i zrobić mocny materiał. Staram się zwykle być na wszystkich próbach przełomowych, ważnych z punktu widzenia inscenizacji. Dzięki temu gdy idę na próbę generalną, w trakcie której powstają fotosy, dokładnie wiem co chcę zrobić. Nie chodzi tylko o to, że w określonych momentach warto ustawić się w różnych miejscach widowni. Chodzi o coś znacznie więcej – o ducha przedstawienia, o wizję reżysera, do której trzeba dopasować sposób i styl fotografowania.

Co w fotografii teatralnej jest najważniejsze?

Spektakle i to wszystko co się na nie składa! Światło, kostiumy, scenografia, charakteryzacja to wypadkowa pracy rzeszy ludzi. Trzeba zrobić wszystko, żeby pokazać to jak najlepiej, jak najatrakcyjniej. Fotosy z przedstawień są nie tylko po to, żeby zachęcić widza do ustawienia się w kolejce po bilet. To też bardzo ważny zapis pracy wszystkich twórców zaangażowanych w realizację. Coś co zostaje. Widzialny ślad. Stąd wielka odpowiedzialność, która ciąży na fotografie teatralnym. Trzeba zdawać sobie sprawę z wagi tej pracy. W zeszłym roku wygrałem Konkurs Fotografii Teatralnej organizowany przez Instytut Teatralnym im. Raszewskiego w Warszawie. W uzasadnieniu werdyktu ktoś z jury napisał, że na zdjęciach widać to, że jestem bardzo związany z teatrem, w którym fotografuje. Takie słowa dla fotografa teatralnego to w mojej ocenie najwyższe wyróżnienie.

Co do mojego osobistego credo – najważniejsza w fotografowaniu teatru jest prawda. W końcu tego wszyscy na scenie szukają – prawdziwych emocji. Dlatego staram się nie fotografować aktorów, tylko prawdziwych ludzi. Nie fotografuję dekoracji, tylko realnie istniejący świat. Podchodzę do tego co widzę w teatrze z etosem fotoreportera, a nie fotosisty. Sporo zdjęć teatralnych powstających w Polsce to zdjęcia efekciarskie. Popisy inwencji i umiejętności autorów. Chciałbym jako fotograf być przezroczysty. Najważniejsza jest scena.

Co robi Michał Heller gdy nie spotkamy go w teatrze?

Fotografuje! Pracuję nad różnorodnymi zleceniami. Z niektórymi klientami jestem związany od lat. Szczególnym sentymentem darzę jeden z hoteli w moim rodzinnym Białymstoku. Ostatnio uświadomiłem sobie, że fotografuję tam kilkanaście lat! To rodzinna firma zarządzana z sercem. Zresztą hotel to świetny klient dla fotografa komercyjnego – zawsze coś nowego do sfotografowania: jeśli nie remont, to nowe dania w karcie.

Od kilku lat prowadzę też galerię fotografii. Zrealizowaliśmy kilkanaście wystaw najbardziej rozpoznawalnych polskich fotografów. Dzięki temu poznałem legendy, których zdjęcia zachwycają nas od zawsze: Tadeusza Rolke, Tomka Sikorę, Andrzeja Świetlika, Wojtka Wieteskę, Wojciecha Plewińskiego, Tomka Lazara… Miałem też zaszczyt asystować Tadeuszowi Rolke na planie w trakcie długiej, dwudniowej sesji. Zadzwoniłem przed pracą: „Panie Tadeuszu, jakie lampy przygotować, ile punktów, jakie końcówki?”. On na to: „No może jedną… góra dwie…” Postanowiłem nie odpuszczać:

„A może więcej? Trzy, cztery? Błyskowe, czy ciągłe?” Odpowiedź zapamiętam na zawsze:

„Tak dużo nie trzeba! Słońce masz tylko jedno!”

Ale, ale! Przecież galeria nazywa się Operowa i jest w moim macierzystym teatrze. Więc trochę było bez związku z pytaniem.

Poza moim drugim domem pracuję też nad ilustracjami i okładkami do książek. Ostatnio robiłem zdjęcie na pierwszą i czwartą stronę okładki najnowszego tomiku świetnego poety z Łodzi – Piotra Macierzyńskiego. Zlecenie było ciekawe – kot w akwarium w scenerii wiejskiej! Na szczęście na sucho – bez wody. Wieś u dziadka, akwarium z garażu znajomego i kotka od koleżanki z teatru ułożyły się w jedną całość.

Cykl Off the Season – projekty własne…

Autorski cykl Off the Season powstał na zamówienie Białostockiej Galerii imienia Sleńdzińskich z doskonałym działem fotografii. Zwiedzałem przez kilka zimowych miesięcy i wyludnione kurorty i opuszczone miejsca wypoczynku. Fotografowałem w trudnych warunkach: zimno, śnieg sypiący się za kołnierz. Chodziło o stworzenie metafory naszej kondycji. Zawsze w życiu do pewnego stopnia jesteśmy nie w porę. Spotykają nas sytuacje i niespodzianki wobec których bywamy bezradni. Praca nad tym materiałem była dla mnie wyjątkowym doświadczeniem. Zwykle fotografuję ludzi. A to zdjęcia o nieobecności. Wernisaż planowany jest na tegoroczną zimę. Śnieg za oknem, zdjęcia o pustce na ścianach i wyjący z głośników wicher.

Czego życzyć fotografowi?

Dzięki fotografii mam ciekawe życie i poznaję wyjątkowych ludzi. Oby tak dalej!

fot. Michał Heller | Opera i Filharmonia Podlaska “Traviata”
fot. Michał Heller | Z projektu “Początek”
fot. Michał Heller | Z projektu “Out of Season”
fot. Michał Heller | Z projektu “Out of Season”
fot. Michał Heller | Z projektu “Out of Season”
fot. Michał Heller | Z projektu “Nie tylko batuta”
fot. Michał Heller | Teatr Syrena “Next To Normal” 01
fot. Michał Heller | Teatr Syrena “Next To Normal” 02

 

ja

Michał Heller

Licencjonowany fotograf profesjonalny. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Etatowy fotograf Opery i Filharmonii Podlaskiej. Twórca i kurator Operowej Galerii Fotografii. Zwycięzca Konkursu Fotografii Teatralnej Instytutu im. Z. Raszewskiego w Warszawie. Autor wielu projektów fotograficznych i edukacyjnych. 

Default image
InterFoto
Tworzymy jeden z najstarszych sklepów fotograficznych w Polsce. Powstał on z pasji fotografowania. Jesteśmy pasjonatami fotografii i sprzętu fotograficznego. Działamy na rynku fotograficznym nieprzerwanie od roku 1995.
Wpisów: 279

Zostaw komentarz