Sony FE 100mm F2.8 STF GM OSS i Sony a7C: fotografia pełna spokoju

Są obiektywy ostre. Są obiektywy szybkie. Są też konstrukcje, które próbują za wszelką cenę imponować laboratoryjnymi wykresami i brutalną perfekcją obrazu. Sony FE 100mm F2.8 STF GM OSS należy do zupełnie innej kategorii.

To szkło nie zostało stworzone po to, żeby kogokolwiek nokautować specyfikacją. Ono powstało po to, żeby obraz był piękny. I właśnie dlatego połączenie tego obiektywu z aparatem Sony a7C ma w sobie coś niezwykle logicznego. Mały, niepozorny korpus i obiektyw, który bardziej niż techniczną dominację ceni subtelność oraz charakter światła.

Sony FE 100mm F2.8 STF GM OSS już samą nazwą sugeruje, że nie jest to typowy teleobiektyw portretowy. Skrót STF oznacza Smooth Trans Focus i odnosi się do zastosowania specjalnego elementu apodyzacyjnego. W praktyce oznacza to tyle, że obiektyw został zaprojektowany z obsesyjną wręcz dbałością o sposób rozmywania obrazu. Nie chodzi wyłącznie o mocny bokeh. Chodzi o jego jakość.

Element apodyzacyjny działa trochę jak niezwykle subtelny filtr gradientowy umieszczony wewnątrz konstrukcji optycznej. Ogranicza jasność na krawędziach krążków rozproszenia, dzięki czemu nieostrości wyglądają bardziej miękko, spokojnie i organicznie. Efekt? Tło nie rozpada się na agresywne, nerwowe plamy światła. Ono po prostu znika. To jeden z tych obiektywów, przy których człowiek zaczyna rozumieć, że plastyka obrazu nie jest tylko marketingowym sloganem wymyślonym przez internetowe fora fotograficzne.

Sony FE 100mm F2.8 STF GM OSS oferuje fizyczną jasność F2.8, ale transmisyjnie bliżej mu do T5.6. I tutaj pojawia się moment, w którym część fotografów może się odbić od tego szkła. To nie jest obiektyw do fotografowania sportu po zmroku ani dynamicznych reportaży ślubnych na ciemnym parkiecie. To szkło wymaga odrobiny cierpliwości.

Ale jeśli fotografujesz portrety, detale, naturę albo po prostu lubisz świadome budowanie kadru, nagle okazuje się, że dostajesz coś absolutnie unikalnego. Szczególnie dziś, gdy większość współczesnych obiektywów produkuje obraz perfekcyjny, ale emocjonalnie pusty.

Mechanicznie jest bardzo dobrze. Typowo dla serii G Master dostajemy solidną, uszczelnioną konstrukcję, przełączniki na obudowie, programowalny przycisk funkcyjny oraz fizyczny pierścień przysłony z możliwością przełączenia na pracę bezstopniową. Ten ostatni szczególnie docenią filmowcy.

W praktyce Sony a7C i FE 100mm STF tworzą zaskakująco komfortowy zestaw. Oczywiście sam obiektyw jest zauważalnie większy od korpusu, ale całość nadal pozostaje znacznie bardziej kompaktowa niż wiele klasycznych konfiguracji portretowych opartych o lustrzanki. Co ważne. stabilizacja OSS w obiektywie bardzo dobrze współpracuje z niewielkim korpusem a7C, dzięki czemu fotografowanie z ręki jest wyjątkowo komfortowe.

To również jeden z tych obiektywów, które zmieniają sposób fotografowania. Człowiek automatycznie zwalnia. Zaczyna bardziej zwracać uwagę na światło, przejścia tonalne i relacje między planami. Nie ma tutaj agresywności typowej dla bardzo jasnych 85 mm F1.2. Zamiast tego jest spokój i pewna elegancja obrazu.

I może właśnie dlatego Sony FE 100mm F2.8 STF GM OSS pozostaje jedną z najbardziej niedocenionych konstrukcji w całym systemie Sony FE. W czasach pogoni za ostrością, autofokusem i specyfikacją ten obiektyw przypomina, że fotografia bardzo często dzieje się gdzieś pomiędzy światłem a emocją. A element apodyzacyjny sprawia, że te emocje po prostu wyglądają inaczej.



















