Czy kitowe zoomy mają sens i wartość? Tak, jeśli są po prostu dobre. Nikon Zfc i duet Nikkor Z DX 16-50mm oraz 50-250mm pokazują dlaczego

Przez lata słowo kitowy obiektyw stało się niemal obelgą. Wielu fotografów nauczyło się myśleć o kitowych obiektywach jako o czymś tymczasowym, nudnym i jakościowo przeciętnym. Sprzęcie, który należy sprzedać chwilę po zakupie aparatu, żeby jak najszybciej wejść w prawdziwe szkła. Problem polega na tym, że świat fotografii trochę się zmienił.

Dzisiejsze kitowe zoomy bardzo często nie są już tandetnymi konstrukcjami z czasów pierwszych lustrzanek cyfrowych. Szczególnie w systemach bezlusterkowych producenci zaczęli traktować je jako realny element ekosystemu, a nie tylko tani dodatek do pudełka. I świetnym przykładem takiego podejścia jest zestaw oparty o aparat Nikon Z fc wraz z dwoma zoomami: NIKKOR Z DX 16-50mm f/3.5-6.3 VR oraz NIKKOR Z DX 50-250mm f/4.5-6.3 VR.To jest zestaw, który dla ogromnej liczby fotografów może być po prostu kompletny.

Problem z kitami polega głównie na naszej dumie
Fotografia ma dziwną tendencję do komplikowania rzeczy prostych. W pewnym momencie zaczęliśmy traktować sprzęt bardziej jako deklarację statusu niż narzędzie do robienia zdjęć. Jasne stałki, ogromne obiektywy, pełna klatka, coraz bardziej ekstremalne parametry. A później wychodzisz na spacer i okazuje się, że najwięcej zdjęć robisz czymś lekkim, małym i wygodnym. Właśnie dlatego duet 16-50mm i 50-250mm w systemie Nikon Z jest tak ciekawy. To obiektywy, które nie próbują imponować specyfikacją. One mają po prostu działać. I robią to zaskakująco dobrze.

Nikkor Z DX 16-50mm — mały obiektyw, który nie zachowuje się jak kit
Największym zaskoczeniem po kontakcie z Nikkorem Z DX 16-50mm jest jego rozmiar. To szkło jest absurdalnie małe i lekkie, zwłaszcza po złożeniu na aparat. W połączeniu z Nikonem Zfc tworzy zestaw, który realnie chce się nosić na co dzień. I właśnie tutaj zaczyna się przewaga nad wieloma tak zwanymi poważniejszymi konstrukcjami. Bo aparat, który zostaje w domu, nie robi zdjęć.

16-50mm daje bardzo użyteczny zakres ogniskowych do codziennej fotografii: ulicy, podróży, dokumentu, spacerów czy zwykłego życia. Co ważne, optycznie ten obiektyw naprawdę potrafi pozytywnie zaskoczyć. Jest ostry, ma przyjemny kontrast, dobrze współpracuje z matrycami Nikona i zwyczajnie nie daje poczucia obcowania z gorszym sprzętem.

Oczywiście, światło F3.5-6.3 nie brzmi spektakularnie. Tylko że prawda jest taka, iż ogrom ludzi fotografuje dziś głównie w dzień, podróżach, na spacerach i w codziennych sytuacjach. A wtedy kompaktowość i wygoda często okazują się ważniejsze niż ekstremalnie mała głębia ostrości.

Nikkor Z DX 50-250mm: niedoceniany bohater systemu
Jeszcze ciekawiej robi się przy drugim zoomie. Bo o ile standardowe kity bywają czasem przyzwoite, tak telezoomy kitowe przez lata miały raczej kiepską opinię. Tymczasem Nikkor Z DX 50-250mm jest zaskakująco sensownym szkłem. To obiektyw, który pozwala wejść w fotografię sportową, przyrodniczą, portretową czy reportażową bez wydawania ogromnych pieniędzy. Daje bardzo uniwersalny zakres ogniskowych, a przy tym pozostaje lekki i wygodny. I znowu nie chodzi tutaj o ekstremalne parametry. Nie jest to obiektyw dla fotografa sportowego pracującego na stadionie olimpijskim. Ale dla ogromnej grupy ludzi będzie po prostu świetnym kompanem do codziennego fotografowania.

Co ważne, oba zoomy razem tworzą bardzo logiczny system. Od szerokiego kąta po mocny telezoom użytkownik dostaje praktycznie pełne pokrycie najpopularniejszych ogniskowych w bardzo kompaktowej formie.

Nikon Zfc i filozofia fotografii bez ciężaru
Sam Nikon Zfc jest tutaj niezwykle istotny. To aparat, który działa trochę emocjami. Retro stylistyka, fizyczne pokrętła, kompaktowe rozmiary i lekkość sprawiają, że fotografowanie nim jest bardziej bezpośrednie i mniej techniczne niż w przypadku wielu współczesnych korpusów. I właśnie dlatego te dwa zoomy tak dobrze do niego pasują.

Nie próbują zrobić z tego zestawu potwora do wszystkiego. Nie zamieniają aparatu w ogromny kombajn. Pozwalają zachować ideę lekkiej, przyjemnej fotografii, którą po prostu chce się uprawiać. Bo czasem największą wartością sprzętu nie jest perfekcja techniczna, tylko fakt, że zachęca do robienia zdjęć.

Czy kitowe zoomy mają dziś sens?
Tak. Pod warunkiem, że są po prostu dobrze zaprojektowane. Duet Nikkor Z DX 16-50mm oraz 50-250mm pokazuje, że współczesny kit może być realnym, pełnoprawnym narzędziem fotograficznym, a nie tylko obiektywem na przeczekanie.
Czy są lepsze szkła? Oczywiście. Czy każdy potrzebuje jaśniejszych, większych i droższych konstrukcji? Absolutnie nie. I być może największy paradoks współczesnej fotografii polega na tym, że wielu ludzi zrobi więcej dobrych zdjęć lekkim Nikonem Zfc z dwoma nudnymi kitami niż ogromnym zestawem za kilkadziesiąt tysięcy złotych, którego zwyczajnie nie chce im się nosić.




















