Sony FE 85mm F1.4 GM i A7R III – zdjęcia przykładowe z niemodnego już obiektywu!

Moda na Sony FE 85mm F1.4 GM trwała bardzo długo, pewnie dla wielu dopóki nie pojawiła się Sigma A 85mm F1.4 DG DN ART, a dla innych do momentu premiery następcy tego modelu w postaci Sony FE 85mm F1.4 GM II. Dziś wracam do pierwszego G-Mastera, którym Sony otworzyło linię ultra-premium optyki, a która jest kontynuowana do dziś.

Minęło 10 lat od pokazania pierwszego GMastera, a rynek od tego czasu bardzo mocno się zmienił i Sony, które dopiero rozwijało skrzydła w kwestii bezlusterkowców, chociaż mieliśmy do czynienia już z aparatem Sony A7RII, dzisiaj jest w jednym z głównych graczy na rynku fotografii, dostarcza matrycę do innych systemów, a ilość optyki dostępnej pod mocowanie Sony E bije na głowę inne systemy, a to wszystko w lekko ponad dekadę. Zmieniło się wiele, ale czy jakoś obiektywu Sony FE 85mm F1.4 GM to nadal poziom topowy? Tutaj pada moja ulubiona odpowiedź, czyli to zależy.

Do testów wzięliśmy Sony A7RIII – korpus nienajlepszy, nienajświeższy, ale z pewnością uczciwy i bardzo przyjemny, choć będący nieco w cieniu przełomowego modelu A7III, który rozdał karty w segmencie semi-profesjonalnym. 42.4 Mpx i pełna klatka to wszystko czego potrzeba, żeby spojrzeć jak ten obiektyw będzie zachowywał się w różnych warunkach i czy nadal warto mieć go w swojej torbie.

To co najbardziej rzuca się w oczy przy pierwszym kontakcie to niestety kwestia pracy autofocusa i muszę przyznać, że tutaj nowsze konstrukcje znacznie odjechały i Ci, którzy potrzebują niezawodności, skuteczności i żyją w myśl paradygmatu 100% zdjęć w serii musi być ostre zawiodą się wybitnie, bo niestety Sony FE 85mm F1.4 GM gubi się całkiem sporo, ale jeśli już przyklei się do punktu to go nie puszcza i jest tip top. Niestety technologia w tamtych czasach jeszcze potrzebowała trochę przestrzeni, żeby rozwinąć się w pełni i móc bić rekordy i mieszać z błotem konkurencję, która dopiero miała wejść w rynek bezlusterkowców. Wracając jednak do meritum to w materii AF jest przeciętnie i myślę, że Sigma A 85mm F1.4 DG DN ART robi to znacznie lepiej, ale czy piękniej?

Cóż jak zawsze to jest już kwestia preferencji, wizualnych subiektywizmów i tego jakie obrazki komu się podobają. Sony FE 85mm F1.4 GM to czasy, gdy nie królował obrazek sterylny, a synonimem jakości dla tych, którym dane było jej dotknąć była linia Zeiss Otus. W przypadku omawianego dzisiaj szkła możemy mówić raczej o pewnym kompromisie, charakterze, ale i dążeniu do jak największej użyteczności. Nie da się ukryć, że dzisiejsze konstrukcje są znacznie bardziej „czyste”, znacznie bardziej „wow”, chociaż gdzieś po drodze właśnie czasem zniknął pewien pazurek, który tutaj jeszcze mamy. Pojawiają się jakieś nieidealne krążki, pojawiają się aberracje, ale mamy gładkie przejścia tonalne, obrazek znacznie bardziej organiczny, niż laboratoryjny, wszystko jest znacznie bardziej subtelne, choć dziś nie robi już takiego wrażenia jak wtedy.
Galeria zdjęć przykładowych 2000px wykonane za pomocą obiektywu Sony FE 85mm F1.4 GM i aparatu Sony A7RIII
Pliki 1:1 do pobrania wykonane za pomocą obiektywu Sony FE 85mm F1.4 GM i aparatu Sony A7RIII
Podsumowanie
Minęło 10 lat i w tym czasie zmieniło się właściwie wszystko. Zmienił się rynek, zmieniły się oczekiwania, zmienił się sposób, w jaki patrzymy na obraz. Dziś liczy się szybkość, powtarzalność i niemal absolutna pewność działania. Kiedyś – luksus, a dziś standardem. Czy Sony FE 85mm F1.4 GM nadal się broni w tej materii? Może nie w każdej kategorii, może nie dla każdego użytkownika, ale wciąż ma coś, czego nie da się łatwo zmierzyć ani wpisać w tabelkę specyfikacji. To po prostu szkło z innej epoki, z momentu przejścia, gdy Sony dopiero budowało swoją pozycję. Dziś mamy szkła ostrzejsze, szybsze, bardziej perfekcyjne, ale nie zawsze bardziej interesujące i jeśli ktoś jest w stanie zaakceptować jego ograniczenia to w zamian dostaje obraz, który nadal potrafi się wyróżnić, bo ten wybór nie jest już taki oczywisty, ale nadal pozostaje bardzo dobry.






























