Gdy pełna klatka nie wystarcza – Fuji GW670 III – Texas Leica

Kiedy i dlaczego 35 mm może nie wystarczać?
W tym wypadku nie chodzi o rozdzielczość, ani o jakość. Chodzi o moment, w którym przestajesz czuć ciężar zdjęcia. Oczywiście 35 mm jest bardzo wygodne, zwinne, demokratyczne, poręczne i możesz zrobić nim wszystko od reportażu, przez portret, macro. Szybko, skutecznie, bez zbędnego ryzyka, z gwarancją efektów. No właśnie! Czasem przychodzi taki moment, kiedy czujesz, że obraz jest… zbyt lekki i nie mówimy tu o sensie technicznym, ale egzystencjalnym i wtedy krok po kroku wchodzimy w świat precyzji, ograniczeń, świadomych decyzji, skupienia i wtedy pojawia się 6×7.

Czym 6×7 jest?
Rozmiar negatywu? Około 56×70 mm.
Ilość klatek? 10.
Proporcje 6×7? Ani to klasyczne, ani to wygodne (ale tylko na początku).
Generalnie tu nie chodzi o to, żeby mieć „więcej szczegółu”, a raczej inną przestrzeń tonalną, bo w 6×7 półcień to ogromna ilość kolejnych niuansów, która sprawia, że obraz ma znacznie większą plastykę, pozwala się kontemplować, jest mniej nerwowy, mniej szarpany, bardziej rzeźbiarski i monumentalny, a kadr oddycha inaczej i to jest ta różnica, której w żaden sposób nie da się wpisać w tabelkę.
Uwaga! Powyższe tyczy się każdego średniego-formatu – nie tylko 6×7!

Texas Leica? Skąd ta nazwa?
Fuji GW670 III – dalmierz, stała ogniskowa oraz brak udziwnień, czyli po prostota, która zmusza do myślenia i kreatywności. Oczywiście określenie przybite przez środowisko – „Texas Leica” to jednocześnie ironia, ale i komplement, bo co by nie patrzeć ten sprzęt jest to trochę jak Leica, która pojechała do stanów, zachłysnęła się rozmiarami ciężarówek i przybrała na wadze po terapii typu fastfood. Aparat duży, niewygodny, nieporęczny, choć lekki, bez autofocusa, bez trybu seryjnego, ale ma jedną rzecz i jest nią klarowność, bo ten aparat nie udaje, że jest czymś więcej niż jedynie narzędziem do patrzenia i to jest jego największa siła.

10 klatek = 10 decyzji
No i tu mamy clue całej tej historii.
Masz dziesięć zdjęć.
Nie trzydzieści sześć.
Nie kartę 128 GB.
Dziesięć.
Każde zdjęcie jest małym zobowiązaniem zarówno finansowym i mentalnym oraz każde wymaga zatrzymania, a w 2026 roku, w epoce nadprodukcji obrazów, 6×7 może zadziałać jak filtr na ego, na impulsywność, a także zmusza do decyzji. No chyba, że jesteś bananem i klikasz ile popadnie.

Kiedy NIE warto w to wchodzić?
- Jeśli szukasz magii w sprzęcie.
- Jeśli myślisz, że większy negatyw naprawi braki w umiejętności kadrowania.
- Jeśli potrzebujesz szybkości, elastyczności, komfortu.
6×7 to nie speed dating to zdecydowanie wymagająca praca i wzajemne poznawanie się tygodniami, a to nie wybacza byle jakości światła, nie wybacza pośpiechu. nie wybacza przypadkowych kadrów, bo to nie jest dla każdego, a jednocześnie jest przystępne i bardzo dobrze.

Dla kogo to jest?
Przede wszystkim dla tych, którzy czują, że fotografia to nie tylko pstrykanie i kochają przemyśleć każdą klatkę i potem zrobić odbitkę, taką z pod powiększalnika i potem będą analizować co zagrało, a co można byłoby zrobić odrobinę lepiej. No i też dla tych, którzy nie chcą robić więcej zdjęć, ale chcą robić mniej, ale prawdziwiej.

Wniosek
6×7 i Fuji GW670 III to nie jest odpowiedź na pytanie „jak mieć lepszy jakościowo obrazek”. To odpowiedź na inne pytanie czy jesteś gotów zwolnić na tyle, żeby zobaczyć więcej, a tym samym paradoksalnie przyspieszyć? Jeśli tak to pełna klatka może przestać wystarczać, ale nie dlatego, że jest za mała, tylko dlatego, że czasem mniej może znaczyć więcej.


















