Próbuję przekonać się do systemu Canon R…

Jest mi nie po drodze z systemem Canon R. Mógłbym to tak zostawić i zostać naczelnym przeciwnikiem filozofii producenta, ale zrozumienie, akceptacja i próba oswojenia się to coś co dla mojej natury jest niczym zimny okład w upalny dzień położony na skronie. W końcu pewnego dnia Canon może zrobić aparat, który będzie mi bliższy i wtedy łatwiej będę mógł go zrozumieć. Właśnie dlatego sięgnąłem po pierwszy bezlusterkowy, pełnoklatkowy, aparat tego producenta – Canon R i szkło Canon RF 50mm F1.8 STM, żeby zobaczyć czego mogę się nauczyć o tym sprzęcie i o całym systemie.

Co mi leży w łapie, a co nie do końca
Jeszcze w czasach lustrzanek doceniałem mocno Canona za zrobienie taniego, względnie akceptowalnego 50mm „dla ludu”, na którym pierwsze szlify w świecie fotografii będą mogli kłaść przyszli, wojujący w komentarzach na Facebook’u fanatycy marki. Zatem, jeśli wchodzić w system Canon R od początku to wybór taniego standardu oraz względnie taniego body wydawał mi się naturalny.
To co zauważyłem od razu, a raczej poczułem to fakt, iż ten zestaw leży mi w dłoni całkiem dobrze. Jest miło wyważony. To co mi przeszkadza to mało sensowne umieszczenie klawiszy i pokręteł przez co musiałem czasem kombinować i spędzać sporo czasu nad odpowiednim ustawieniem wszystkich potrzebnych mi parametrów. Nie leży mi to i podziwiam ludzi, dla których okazuje się to być naturalne.
Nie do końca leży mi też feeling klawiszy, ich skok i ich standardowe przypisanie, ale to może być bardziej o mnie i po prostu jestem przyzwyczajony i uzależniony od ultra prostoty Leica i Hasselblada, gdzie używałem dwóch kółek i pierścienia przysłony.

Jak sprawuje się Canon R i nifty-fifty?
To co sprawiło, że Canon R dał się trochę polubić to fakt, iż nie mogę powiedzieć, że ten zestaw działał kiepsko. Za cenę 3150 złotych powiem więcej, działał całkiem wybitnie i gdybym chciał nauczyć się tego systemu od podszewki lub dopiero wchodził w fotografię to poważnie zastanawiałbym się czy go nie wybrać.
Autofocus działa tutaj przyzwoicie, choć nie zawsze jest pewny, ale jak na budżetowe 50mm to jest naprawdę dobrze. Do sposobu w jaki współpracuje z body też nie mam żadnych zarzutów. Oferowany obrazek w tej cenie uznałbym za ponad przeciętny, a nawet całkiem przyjemny dla oka. Szczególnie biorąc pod uwagę, że coraz rzadziej oczekujemy sterylnych obrazków, a szukamy szkieł mniej ostrych, gdzie świadomie wykorzystujemy wady szkła na naszą korzyść.
Dobry zestaw, za całkiem przyzwoitą kwotę i to jest super!

Czego nie przeskoczę, bo Canon R nie pozwala…
Na szczęście dzisiaj mam już ekspercką, mistyczną, insiderską wiedzę (żart) i mimo szczerych chęci, a nawet wielokrotnych prób polubienia się to Canona R nigdy bym nie wybrał, bo przeszkadza mi, że jest póki co systemem zamkniętym, a ja lubię mieć wybór, szczególnie, gdy Sigma i chińskie marki robią cudowne ruchy w innych mocowaniach.

Czego nauczył mnie Canon R?
Nauczył mnie, że ja nie potrafię w zamknięte systemy. Lubię jak coś jest otwarte i można zrobić z tym wszystko i podpiąć chociażby Sigmę. Oczywiście nie znaczy to, że Canon R jest zły, ale po prostu mamy różne filozofie i inaczej patrzymy na świat. Canon buduje świat spójny, kontrolowany, przewidywalny, ekskluzywny, gdzie doświadczenie jest przewidywalne, a ja wolę świat, w którym mogę zejść ze ścieżki i sprawdzić, co się stanie.
Galeria zdjęć 2000px wykonana za pomocą aparatu Canon R i obiektywu Canon RF 50mm f/1.8 STM
Pliki 1:1 do pobrania wykonane za pomocą aparatu Canon R i obiektywu Canon RF 50mm F1.8 STM
Podsumowanie
Ciężko powiedzieć mi coś więcej, bo z jednej strony rezultaty dają satysfakcję, praca tego zestawu jest okej, a z drugiej ergonomia jest kompletnie nie moja, filozofia i izolacjonizm, o którym popełniłem długi wpis, po którym oskarżano mnie o pochwałę kradzieży, też nie przywodzi mi na myśl przestrzeni, w której czuję się dobrze. Stan na dzień dzisiejszy jest taki, że Canon jawi mi się jako twórcy jako sprzęt nieatrakcyjny z artystycznego oraz biznesowego punktu widzenia, bo ogranicza mnie (przynajmniej w zakresie pełnej klatki) do używania szkieł z AF wyłącznie ich produkcji. Nie mówię, że te szkła są złe, bo nie są, ale jednocześnie wolałbym mieć wybór, a mój wybór jest taki, że albo wchodzisz w Canona all-in i akceptujesz sytuację, albo jesteś jak ja i idziesz szukać satysfakcji w innych miejscach. Nie zmienia to faktu, że to całkiem dobry sprzęt, ale z filozofią odmienną od mojej.
























