Szkła z epoki lustrzanek wiecznie żywe – Sigma A 35mm F1.4 DG HSM Art, FTZ II i Nikon Z5

Póki co Sigma nie zaproponowała obiektywów z mocowaniem Nikon Z dla pełnej klatki, ale z pomocą przyszedł adapter Nikon FTZ II, który pozwala podpiąć wszelkie konstrukcje lustrzankowe do najnowszych bezlusterkowców. Szkła te śmiało można rzec, że dostają drugie życie, a taka Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART znowu może cieszyć kolejne rzesze fotografów. Właśnie nad tym szkłem pochylimy się dzisiaj i zobaczymy jak poradzi sobie w duecie z aparatem Nikon Z5.

Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART to konstrukcja, która na rynku jest już od 2013 roku i między innymi za sprawą tego szkła marka zaznaczyła swoją obecność już nie tylko jako producent tej tańszej vel gorszej optyki, ale jako gracz, który oferuje konstrukcje porównywalne, a w niektórych aspektach być może nawet lepsze, aniżeli jej systemowe odpowiedniki. Od tamtego czasu śmiało można rzec, że Sigma to wybitny poziom jakości i nadal przystępna cena. Pozostało czekać na ekspansję na inne mocowania, aniżeli tylko L-mount oraz E-mount. Na szczęście lustrzankowe konstrukcję w połączeniu z dostarczanymi przez producentów adapterami działają bardzo dobrze, są dostępne w świetnych cenach, a poza tym nie odstają, a wręcz nadal potrafią zachwycać.

Adaptowanie obiektywów często może kojarzyć się nam z topornością, obcinaniem funkcji i spadkiem jakości obrazu. Bzdury! To zamierzchłe czasy i niekoniecznie prawda. Rzeczona dzisiaj Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART w duecie z aparatem Nikon Z5 mnie zachwyciła! Ani przez moment nie odczułem, że pracuję obiektywem adaptowanym, czasem jedynie przy zbliżeniach musiałem popracować chwilę dłużej, żeby system zdał sobie sprawę, że chce ostrość na pierwszym planie. W kwestii autofocusa naprawdę jest bardzo dobrze, choć, gdy mamy mocny backlight to wtedy obiektyw zaczyna mieć problemy.

Poza tym w kwestii jakości optycznej mówimy o obiektywie, gdy zestawimy go z najnowszymi konstrukcjami to niestety nie jest już idealny oraz daleko mu do rekordów ostrości czy winiety, ale uwaga… to właśnie może być jego największa siła i atut, bo tam gdzie zaczyna się perfekcja obrazowania tam często potrafi odrobinę brakować charakteru i jest zbyt sterylnie, a czasem przecież wszyscy chcemy obrazka mniej idealnego, a bardziej „żywego”.

Ostrość nadal jest na bardzo wysokim poziomie, mikro-kontrast również zadowala, rozmycie jest całkiem atrakcyjne, ale jest to obkupione gorszymi rogami, aberracją oraz gorszą pracą pod światło. Jednakże patrząc na ceny szkła na rynku wtórnym jest to zdecydowanie mała cena jak za jakość oferowaną przez to szkło! Pewna „organiczność”, naturalność oraz fakt, iż obrazek z tego szkła się nam po prostu nie narzuca sprawia, że szkło ma w sobie przyjemną ponadczasowość i ciężko nie polubić się z tym obrazkiem.
Galeria zdjęć przykładowych 2000px wykonana za pomocą obiektywu Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART i aparatu Nikon Z5
Pliki 1:1 do pobrania wykonane za pomocą obiektywu Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART i aparatu Nikon Z5
Podsumowanie
Szkła z epoki lustrzanek będą wiecznie żywe. Sigma A 35mm F1.4 DG HSM ART jest tego bardzo dobrym dowodem. Obiektyw, który otworzył dla marki nową drogę i zaprowadził ją do miejsca, gdzie śmiało możemy mówić, że nie są już tylko budżetową alternatywą, ale poważnym graczem segmentu obiektywów premium. Boli jednak polityka Nikona oraz Canone, która nadal nie pozwalają z jakichś względów na tworzenie szkieł w natywnych mocowaniach i zmuszają nas do szukania drogi na około. W zasadzie nowe konstrukcje od Sigmy możemy dzięki specjalnym adapterom zaadaptować z mocowania Sony E, ale miło by było gdyby nie trzeba było używać adapterków, nieważne jak świetne by one nie były.


























