Wymień lub sprzedaj sprzęt fotograficzny
|
Złóż zapytanie o wniosek ratalny w Interfoto.eu

Sigma wreszcie przypomniała sobie, po co nam bezlusterkowce

Pamiętacie jeszcze obietnicę bezlusterkowców? Mniejsze aparaty, lżejsze zestawy, więcej swobody. Pełnoprawne narzędzie fotograficzne, które można zabrać ze sobą bez poczucia, że właśnie wychodzi się do pracy. Potem wydarzyło się coś zabawnego. Korpusy rzeczywiście schudły, ale obiektywy zaczęły rosnąć, jakby ktoś postanowił odzyskać każdy centymetr zaoszczędzony na komorze lustra.

Sigma miała w tym swój udział. Przez lata budowała reputację producenta optyki, która potrafi zawstydzić znacznie droższą konkurencję. Linia Art stała się symbolem wysokiej rozdzielczości, jasności i bezkompromisowego podejścia do obrazu. Czasami również symbolem tego, że do wyjścia na zdjęcia przydałby się osobny trening przygotowawczy.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

I właśnie dlatego kierunek wyznaczony przez Contemporary I Series, a teraz rozwijany przez zapowiedzianą Sigmę 50mm F1.4 CL DG, interesuje mnie bardziej niż kolejny rekord ostrości. Mam wrażenie, że Sigma coraz wyraźniej przypomina sobie o fotografie, który chciałby po prostu mieć aparat przy sobie.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

Ostry obraz, ciężka sprawa

Nie zamierzam udawać, że duże Arty były pomyłką. To znakomite narzędzia, a ich gabaryty mają techniczne uzasadnienie. Wysoka jasność, korekcja aberracji i dobre zachowanie na całej powierzchni kadru kosztują. Także w gramach. Wystarczy spojrzeć na Sigmę 105mm F1.4 DG HSM Art. W wersji Sony E waży 1720 gramów i korzysta z filtrów o średnicy 105 mm. Sam obiektyw. Trudno o bardziej dosłowny przykład podporządkowania gabarytów konkretnemu celowi optycznemu.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy taki sposób myślenia staje się domyślną definicją dobrego sprzętu. Jakby każdy fotograf potrzebował maksymalnej jasności, perfekcyjnych narożników i konstrukcji gotowej do obsłużenia kolejnych generacji matryc. Jakby rozmiar był drobną niedogodnością, którą należy zaakceptować w imię jakości. Tymczasem ciężar zmienia sposób fotografowania. Wpływa na to, jak długo chce się chodzić, jak chętnie wyciąga się aparat i czy w ogóle zabiera się go z domu. Obiektyw może wygrać wszystkie porównania, a potem przegrać z własną obecnością w torbie.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

Mały obiektyw też może być porządnym przedmiotem

W I Series najbardziej podoba mi się to, że kompaktowość nie musi oznaczać sprzętu, który wygląda i zachowuje się jak oszczędność księgowa. Metalowa konstrukcja, pierścień przysłony i wyraźna dbałość o obsługę przywracają znaczenie temu, co faktycznie trzymamy w dłoniach. Sigma podkreśla metalową budowę całej tej rodziny, a modele takie jak Sigma C 35mm F2 DG DN pokazują, że solidność można zamknąć w rozsądnych gabarytach.

To dla mnie istotne, bo mały obiektyw sam w sobie nie jest jeszcze argumentem. Miniaturyzacja potrafi być równie irytująca jak nadmiar kilogramów, jeśli odbywa się kosztem wygody albo pozostawia wrażenie obcowania z plastikową wydmuszką. I Series proponuje sensowny środek. Obiektyw ma być wystarczająco mały, żeby chciało się go nosić, i wystarczająco porządny, żeby chciało się go używać. Niby oczywistość, ale branża fotograficzna potrafiła na długo zagubić się między tymi dwoma warunkami.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

Charakter nie musi zaczynać się od usterki

Jest jeszcze obraz. Osobiście coraz mniej interesuje mnie ostrość rozpatrywana w oderwaniu od całej reszty. Chcę widzieć, jak obiektyw prowadzi wzrok, jak przechodzi od ostrości do nieostrości i co robi z tłem. Czy daje zdjęciu jakąś własną temperaturę, czy tylko bardzo dokładnie odnotowuje obecność przedmiotów. Oczywiście „charakter” bywa wygodnym słowem, którym usprawiedliwia się kiepską optykę. Rozmyty narożnik nie staje się automatycznie poezją. Z drugiej strony najwyższa rozdzielczość również nie gwarantuje obrazu, do którego chce się wracać.

Już przy Sigmie 45mm F2.8 DG DN Contemporary producent wyraźnie akcentował sposób oddawania nieostrości. Nie oznacza to, że wszystkie obiektywy I Series mają identyczny rysunek albo że należy traktować je jako współczesne odpowiedniki starej, niedoskonałej optyki. Pokazuje jednak, że w tej rodzinie jest miejsce na rozmowę o czymś więcej niż samej szczegółowości.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

CL, czyli ciekawszy rodzaj ambicji

Zapowiedziana 23 października 2026 roku Sigma 50mm F1.4 CL DG Contemporary rozwija właśnie ten wątek. To początek nowej gałęzi I Series, a jej premierę rynkową zaplanowano na wczesną wiosnę 2027 roku. Na razie mówimy więc o deklaracji projektowej, którą dopiero trzeba będzie zweryfikować w praktyce.

Sama deklaracja jest jednak wyjątkowo interesująca. Sigma mówi o niewielkim metalowym korpusie, jasności F1.4 oraz świadomym kształtowaniu aberracji, aby uzyskać delikatniejszy rysunek w płaszczyźnie ostrości i płynne przejścia nieostrości. Producent otwarcie opisuje obraz, którego celem jest określony charakter, faktura i sposób oddania tonów.

To sporo mówi o zmianie akcentów. Firma, która nauczyła nas oczekiwać kolejnych demonstracji optycznej sprawności, proponuje teraz inną ambicję: nowoczesny obiektyw może być świadomie zaprojektowany wokół przyjemności fotografowania i konkretnej estetyki. Nie trzeba przy tym rezygnować z autofokusa ani szukać kilkudziesięcioletniego egzemplarza, którego stan techniczny jest osobnym projektem badawczym.

sigma-i-series-cl-kompaktowe-obiektywy-z-charakterem

Wreszcie cały zestaw ma znaczenie

Nie oczekuję, że Sigma przestanie robić duże Arty. Są potrzebne i mają swoich odbiorców. Chciałbym natomiast, żeby równie poważnie traktowano fotografów, którzy nie chcą za każdym razem zabierać ze sobą maksymalnych możliwości zamkniętych w maksymalnej obudowie.

I Series już pokazała, że niewielki obiektyw może być solidnym, dopracowanym narzędziem. CL zapowiada kolejny krok: połączenie tych cech z jasnością i bardziej indywidualnym sposobem obrazowania. Właśnie w tym widzę powrót do pierwotnej obietnicy bezlusterkowców. Liczy się przecież rozmiar całego zestawu, jego wygoda i to, czy chce się z nim wyjść na zdjęcia. Samo usunięcie lustra nigdy nie wystarczało.

Sigma przez lata przekonywała mnie, że potrafi zrobić obiektyw, który pokaże wszystko. Teraz znacznie bardziej ciekawi mnie, czy zrobi taki, z którym będę chciał oglądać świat.

Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński. Rocznik 1962. Malarz, fotograf, autor kilkuset artykułów dla polskich miesięczników fotograficznych oraz oryginalnego wydania książki „Canon EOS System”. Tłumacz i copywriter, kiedyś członek zespołu negocjującego wejście Polski do UE. Obecnie w ekipie InterFoto.eu. Wielbiciel wszelkich psów ze szczególną słabością do rudzielców. Kinoman od zawsze i na zawsze.
"Spoiwem robionych przez mnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat zdjęć jest aspekt literacki a nie piktoralny: czasem w codzienności objawia się to, co wykracza poza nią, albo pod powierzchnią rzeczy czai się piękno tak jak je rozumiał de Lautréamont, który pisał o pięknie przypadkowego spotkania parasola i maszyny do szycia na stole sekcyjnym. Sztuka to jedyny wehikuł pozwalający nam na transcendencję w duchu Baudelairowskiego „Gdziekolwiek, gdziekolwiek, byle poza ten świat.”

Artykuły: 2540

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *