Luigi Colani – życie na okrągło

Luigi Colani to człowiek-zagadka. Mając korzenie sięgające Polski i Kurdystanu, urodził się w Niemczech w rodzinie mieszkającej przez wiele lat we Włoszech i Szwajcarii, a sam mieszkał częściowo w Kalifornii i Tokio. Krążył po świecie a jego projekty krążyły wokół opływowych, kulistych kształtów inspirowanych naturą. Zbliża się pierwsza rocznica jego śmierci (16 września 2019 roku) a niedawno minęła dziewięćdziesiąta druga urodzin (2 sierpnia 1928 roku) i jako, że w rozległej gamie jego artystycznych zainteresowań i wykonanych projektów pojawił się także sprzęt fotograficzny, grzechem byłoby tej postaci nie wspomnieć.

Colani twierdził, że skoro Ziemia jest okrągła, krople wody mają kształt kulisty a zwierzęta przybierają opływowe kształty, to projektowanie prostopadłościanów jest zbrodnią. Dążył do nadawania wszystkim swoim projektom – począwszy od zestawu do parzenia i picia herbaty dla Rosenthala po ciężarówkę dla Mercedesa – możliwie jak najbardziej opływowe kształty inspirowane naturą. W przypadku pojazdów – jeżdżących czy latających – takie kształty sprzyjały lepszym walorom aerodynamicznych, często przynosząc rekordy szybkości i redukcji zużycia paliwa. W przypadków przedmiotów użytkowych zawsze chodziło o wygląd, ale jednocześnie także o ergonomię i wygodę użytkowania. Czasem — szczególnie w niemieckim środowisku projektantów – krytykowano jego projekty za przesadę, utopijność czy niepraktyczność, ale inni uważali go za wizjonera pośród pozbawionego wyobraźni świata.

W każdym razie jego projekty zazwyczaj okazywały się zbyt nowatorskie na masową produkcję i albo pozostawały w fazie przedprodukcyjnej, prototypu albo powstawały w bardzo krótkich seriach. Dotyczyło to szczególnie projektów pojazdów (prom kosmiczny, samolot na 1000 pasażerów, ciężarówki) ale jeśli chodzi o przedmioty użytkowe były wyjątki. Choćby kompletny serwis do parzenia i serwowania herbaty o nazwie „Drop” zaprojektowany na początku lat 70. XX wieku dla firmy Rosenthal, który jest w tej chwili uważany przez wielu znawców za klasykę. Kolejny przykład niezwykle udanego projektu, który wszedł do masowej produkcji, to coś znacznie bliższego sferze naszego zainteresowania i moim zdaniem najpiękniejsza nowoczesna lustrzanka jaka kiedykolwiek weszła do masowej produkcji – czyli wprowadzony na rynek w roku 1986 Canon T90.

Zdaniem brytyjskiego projektanta Rossa Lovegrove dzieła Colaniego są jednocześnie antyczne i współczesne. Odrzucając ostre kąty i proste linie, tak ukochane przez większość niemieckich projektantów, i preferując wybrzuszenia i krzywizny które odwoływały się do takich stworzeń jak rekiny, manty czy drapieżne ptaki, Colani tworzył w stylu, który sam nazwał “biodesign” – „bioprojektowaniem”. A zakres przedmiotów jego zainteresowania obejmował, poza już wspomnianymi samolotami, ciężarówkami czy aparatami fotograficznymi – także architekturę, a nawet tak „banalne” obiekty jak sedesy, poidła dla ptaków i kocie kuwety.

Przyszłe fascynacje miały swoje źródło w dzieciństwie. Jego rodzina mieszkała w pobliżu niemieckiego lotniska Johannisthal, i jako dziecko siedział przy oknie, obserwował i rysował przelatujące samoloty a ponadto ojciec zabierał go na tor wyścigowy, gdzie obserwowali razem próby szybkości samochodów. To wyjaśnia najbardziej znany aspekt projektów Colaniego skupiających się na aerodynamice i przełamywaniu barier szybkości na lądzie, wodzie i w powietrzu.

Studiował rzeźbę i chociaż tę karierę porzucił na rzecz projektowania, już w czasie studiów tworzył prototypy futurystycznych rzeźb zapowiadających przyszłe projekty użytkowe. Pracował zarówno na własny rachunek, jak i dla największych światowych marek, takich jak BMW, Volkswagen, Alfa Romeo, Fiat czy McDonnel Douglas, projektując pociągi, ciężarówki, łodzie, katamarany, komputery, kalkulatory, telewizory, porcelanę, długopisy, kosmetyki, akcesoria dla zwierząt, czy karty telefoniczne. Jego projekty były pionierskie, wyprzedzając obecny zwrot ku przyrodzie i ekologii.

Tak też było w przypadku lustrzanki będącej kamieniem milowym w historii rozwoju sprzętu fotograficznego, a przy okazji zajmującej szczególne miejsce w mojej własnej przygodzie z fotografią. Canon T90 to łabędzi śpiew systemu FD – jego ukoronowanie i jednocześnie zapowiedź końca, bo wobec szybkiego rozwoju technologii samoczynnego ustawiania ostrości stary bagnet okazał się ślepą uliczką i – dosłownie – wąskim gardłem.

Canon T90 to w ostatecznej wersji dzieło nowatorskie, ale jak na Colaniego dość wyważone. Aby je docenić, trzeba spojrzeć na aparaty fotograficzne dominujące na rynku przed T90. Wszystkie miały ostre kąty i proste kształty, i przypominały cegły chroniące wewnętrzne mechanizmy. Dotyczy to nawet innej lustrzanki z tej samej serii, czyli Canona T70. Natomiast wprowadzony na rynek w roku 1986 Canon T90 nadal wygląda świeżo w roku 2020 –  jakby go zaprojektowano przed chwilą – najlepiej świadcząc o tym, że biodesign Colaniego zmienił na zawsze świat fotografii i nadał ton kształtom aparatów na dziesięciolecia.

Jeśli chodzi o proces powstawania Canona T90, innowacje technologiczne, rozwój projektowania wspomaganego komputerowo i obrabiarek CNC dały Colaniemu większą swobodę. Ale przekonanie decydentów z Canona do nowatorskich rozwiązań nie przyszło łatwo. Jak sam Colani powiedział w wywiadzie: “Dwa lata zajęło mi przekonanie ich, że aparat to łącznik między ludzką ręką i ludzkim okiem a zatem ergonomia musi dotyczyć wszystkich aspektów sprzętu: wyglądu, wygody obsługi czy sposobu prezentowania informacji fotografowi.” Najpierw Colani zajął się kwestią materiałów korpusu: zamiast metalu i zwykłego plastiku postanowił użyć poliwęglanów, umożliwiających uzyskanie opływowych, ergonomicznych kształtów

Na przykład uchwyt przestał być kawałkiem kanciastego klocka i stał się idealnie dopasowany do dłoni. T90 to wzorcowy przykład współgrania formy i treści: piękne kształty służą wygodnej obsłudze i aparat jest w służbie człowieka, a nie odwrotnie. Nic dziwnego, że Canon T90 szybko przekonał fotografów do siebie; aparat znalazł się w torbach wielu reporterów, tym bardziej, że okazał się niezwykle wytrzymały; w Japonii nazywano go „Czołgiem”.

Trzeba zaznaczyć, że pierwsze wersje aparatu miały dość skrajne krzywizny niektórych powierzchni, które w wersji ostatecznej zostały złagodzone. Jeśli spojrzymy na dzisiejszą cyfrową lustrzankę Canon EOS-1DX Mark III, nadal widać w niej wyraźne DNA modelu T90. Colani chciał też przeprojektować obiektywy dodając im uchwyt umożliwiający fotografowi trzymanie aparatu z obiektywem w taki sposób, w jaki trzyma się strzelbę, To rozwiązanie nie zostało wprowadzone z Canonem T90, ale można je znaleźć w wielu aparatach hybrydowych (typu „bridge”, czyli stanowiących pomost między kompaktami a lustrzankami) przełomu XX i XXI wieku.

T90 był ostatnim zawodowym aparatem z mocowaniem Canon FD, ale wiele rozwiązań funkcjonalnych, użytkowych i projektowych zostało wykorzystanych w powstającej wtedy nowej linii z mocowaniem Canon EF. T90 był jednocześnie pierwszym zaawansowanym aparatem jaki kupiłem za zbierane przez pół roku pieniądze. Po pewnym czasie musiałem go sprzedać żeby sfinansować zakup lustrzanki z autofokusem, ale zawsze żałowałem rozstania z dziełem Colaniego, Dlatego w ostatnich latach kupiłem T90 znowu – mam nawet dwa egzemplarze i regularnie ich używam. Są podrapane i poobijane, bo nigdy nie stały w gablocie jako egzemplarze muzealne, ale co zdumiewające migawki nadal klapią, silnik przewija film nadal “wyciskając” 4,5 klatki na sekundę z czterech baterii “paluszków” a wyświetlacze – zarówno ciekłokrystaliczne na zewnątrz jak i diodowe w wizjerze – działają bez zarzutu. Widać, że w T90 zeszło się wszystko co najlepsze: świetny design, najlepsze materiały, znakomita inżyniera i wykonanie. Naświetlając kolejne klatki materiału odwracalnego moje T90-ki sprawiają, że Colani nadal żyje, na okrągło.

Colani DF5000 + 50mm F1.8 Italy Design Minolta dostępny w InterFoto.eu

https://bit.ly/2CXBmh8

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1513

Zostaw komentarz