Błotne kąpiele – Maksymilian Dobroczyński

Kiedy z końcem marca 2019, zaprzyjaźniony ornitolog Piotr, wysłał mi zdjęcia puszczyka mszarnego, moje ciśnienie mocno podskoczyło. Jest to bowiem ptak w naszym kraju skrajnie nieliczny. A uwiecznienie na zdjęciach tego właśnie „modela”, było od zawsze moim wielkim marzeniem. Oznaczało też jednak kolejną daleką podróż, ponieważ sowa ta gnieździ się na wschodzie Polski. Szybko jednak połączyłem fakty. Nasz przyjaciel Damian mieszka tylko kilkadziesiąt kilometrów od miejsca gdzie widziany był puszczyk. Wycieczka od razu stała się ciekawsza. Przynajmniej w planach.
Mój współtowarzysz fotołowów Bogdan Kasperczyk, bez wahania przystał na propozycję wyprawy. Damian, też nie wydawał się specjalnie zawiedziony wizją oglądania naszych twarzy, pomimo że widzieliśmy się raptem 2 miesiące wcześniej (patrz: tekst o dzięciole zielonosiwym). Plan był prosty. Jedziemy na dwa dni, z czego pierwszy dzień poświęcamy poszukiwaniu Puszczyka, natomiast kolejny poświęcimy eksploracji terenów Damiana. Ruszyliśmy jak zwykle nocą. Po kilku godzinach jazdy i wesołych opowieściach jakimi się raczyliśmy w samochodzie dotarliśmy na miejsce. Szybko zamieniliśmy samochody i już z Damianem na pokładzie udaliśmy się w stronę miejsca gdzie obserwowany był puszczyk. Teren okazał się mroczny i podmokły, biła od niego swego rodzaju niedostępność. Rozdzieliliśmy się.
Każdy z wytężonym wzrokiem przeszukiwał „swój” kawałek lasu. Zarówno teren jak i porastająca go gęsta roślinność nie ułatwiały zadania. Nagle, z dużej odległości zobaczyłem masywną ptasią sylwetkę. Szybko przyłożyłem aparat do oka. Był to puszczyk mszarny. Intensywnie polował. Ustawiliśmy się w jednym miejscu i postanowiliśmy czekać. Może się do nas zbliży? W pewnym momencie na chwilę nawet przysiadł w niedużej odległości. Jednak tylko Damian miał na tyle dobry refleks, że zrobił zdjęcie. Ja z Bogdanem, byliśmy zbyt wolni… Po kilku chwilach sowa majestatycznie odleciała w głąb bagien i mszarów, co jakiś czas przysiadając na drzewach. Pozostały nam tylko zdjęcia dokumentacyjne, zrobione z bardzo dużej odległości. W żadnym wypadku, w grę nie wchodziło dalsze poszukiwanie. Teren był niedostępny, marsz wyczerpujący. A poza wszystkim, w fotografii przyrodniczej przecież to dobro ptaków jest najważniejsze, nie chcieliśmy w żaden sposób ingerować w jej życie.
Z palącym uczuciem niedosytu, przeplatanym jednak radością wynikającą z samego faktu obserwacji tak rzadkiego ptaka, wróciliśmy do domu Damiana. Postanowiliśmy wykorzystać popołudnie na przegląd okolicznych stawów. Gdy dotarliśmy na miejsce, naszym oczom ukazały się setki ptaków z rodziny siewkowatych. Żerowały na spuszczonych stawach, zręcznie wygrzebując z ziemi smakołyki. Oprócz często spotykanych łęczaków, piskliwców czy sieweczek rzecznych, zaobserwowaliśmy sporo rzadszych przedstawicieli tej licznej rodziny. Rycyki, samotniki, krwawodzioby, a nawet parę szablodziobów. Kręcił się też bekasik. Wiedzieliśmy, że musimy się jakoś do nich dostać. Popołudnie postanowiliśmy wykorzystać na zbadanie terenu, następny dzień na fotografowanie. Kiedy zrobiliśmy pierwszy krok w stronę ptaków, po prostu zapadliśmy się w grząskim bagnie. Sytuacja nie rokowała pomyślnie. A ubranie nadawało się po tym tylko do wyrzucenia…
Wieczorem wraz z Bogdanem przystąpiliśmy do burzy mózgów. Mamy takie charaktery, że nie mogliśmy odpuścić. W pewnym momencie, nie mając już żadnego pomysłu na rozwiązanie sytuacji, Bogdan wpadł na karkołomny pomysł. W aucie którym przyjechaliśmy, znajdował się dmuchany materac. Bogdan wraz ze swoją żoną Gosią, używali go w charakterze łóżka podczas swoich licznych samochodowych wypraw po Europie. Gdy tylko usłyszałem słowa przyjaciela, natychmiast zrozumiałem jego plan. I od razu też zacząłem współczuć Gosi. Ten materac tyle z nimi przecież przeżył… Jednak fotografia przyrodnicza rządzi się swoimi prawami… Decyzja zapadła.
Wstaliśmy grubo przed świtem. Gdy dojechaliśmy na miejsce, panowała totalna cisza. Wyjęliśmy materac i nie zastanawiając się długo wrzuciliśmy go w bagno. Udało się. Materac był dosyć wyporny, tak że jego górna powierzchnia pozostawała sucha. Szybko położyliśmy się na tej zaimprowizowanej tratwie, ułożyliśmy sprzęt fotograficzny i okryliśmy się siatką maskującą. Wkrótce nastał świt. Sytuacja się jednak szybko skomplikowała bowiem materac zaczął przemakać, a na domiar złego było bardzo zimno. Kiedy nasze kurtki stały się bardzo mokre i ciężkie, zacząłem wątpić w całą akcje. Ku naszemu wielkiemu zadowoleniu, po pewnym czasie jednak pierwsze siewki zaczęły się pojawiać na stawie. Po nich stopniowo dolatywały kolejne. Wtedy też okazało się, jak bardzo dobrze byliśmy zamaskowani. Ptaki zaczęły chodzić bardzo blisko nas. Czasem nawet w odległości mniejszej niż pół metra. Światło tego dnia nam sprzyjało, słońce było lekko zakryte chmurami. Pojawiły się rycyki i krwawodzioby. Jakiś czas później, choć tylko na moment, przyleciały samotniki.
Po skończonej sesji trzeba było się przebrać. Zadanie było o tyle trudne, że temperatura nadal była bardzo niska i wynosiła pięć stopni. Całe ubranie z czatowania nadawało się tylko i wyłącznie do wyrzucanie. Jakimś cudem, po wielu godzinach mycia, przynajmniej materac doprowadziliśmy do użytku. Można powiedzieć, że wilk syty i owca cała. Fotografia przyrodnicza, to pasmo wyrzeczeń, marznięcia, przemieszczania się w niesprzyjających warunkach czy wstawania grubo przed świtem. Jednak takie dni jak powyższy, rekompensują wszystkie niedogodności z nawiązką.

Zdjęcia obrazujące tekst powstały przy użyciu lustrzanki Canon 7D Mark II z obiektywem Canon 300/4 L IS USM

obiektywy dostępne w salonie:

https://bit.ly/2XmGJhh

 fot.Maksymilian Dobroczyński | Canon 7D Mark II + Canon 300/4 IS USM L
fot.Maksymilian Dobroczyński | Canon 7D Mark II + Canon 300/4 IS USM L
fot.Maksymilian Dobroczyński | Canon 7D Mark II + Canon 300/4 IS USM L
fot.Maksymilian Dobroczyński | Canon 7D Mark II + Canon 300/4 IS USM L

maks dobroczynski, interfoto.eu, fotografia ptaków

Maksymilian Dobroczyński

Urodziłem się w 1991 roku w Krakowie. Od ponad trzech lat mieszkam w pobliskich Myślenicach. Z zawodu jestem kucharzem i w tym zawodzie aktywnie pracuję. Fotografią przyrodniczą zajmuję się od 2016 roku. W 2019 roku przeszedłem do drugiej rundy ogólnoświatowego konkursu „35 awards”. W 2020 roku moje zdjęcie „Maluszek z pierwotnej puszczy” zdobyło I miejsce w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Przyroda ojczysta”. Od 2019 roku zdjęcia mojego autorstwa zdobią nowopowstałe mieszkania na Cedrowej w Gdańsku. Moją specjalnością jest fotografowanie ptaków.  

InterFoto.eu
InterFoto.eu

Tworzymy jeden z najstarszych sklepów fotograficznych w Polsce. Powstał on z pasji fotografowania. Jesteśmy pasjonatami fotografii i sprzętu fotograficznego. Działamy na rynku fotograficznym nieprzerwanie od roku 1995.

Artykuły: 953

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *