Długo czekałem, aż ten obiektyw pojawi się w Interfoto.eu – doczekałem się i co z tego wyszło? – Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M

U mnie ze sprzętem fotograficznym to jest tak jak i w życiu miłosnym. Od romansu do romansu i ciągłe poszukiwanie ideałów. Może i człowiek nauczył się, że ideały nie istnieją, ale za to konkretów też niewiele z tego wyszło. Aparaty dalmierzowe to kwintesencja tego tematu. Mimo mojej miłości i fascynacji to nic innego jak przelotny romans nie miało szansy z tego wyjść. Niemniej właśnie wtedy odkryłem istnienie obiektywu Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M. Wzdychałem do niego przez kilka lat i liczyłem, że w końcu pojawi się na półce w Interfoto.eu, a ja złapie go w ręce i już nie wypuszczę. Co z tego wyszło? Sami się przekonajcie!

Przede wszystkim o szkle Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M nasłuchałem się wiele dobrego. Pomińmy fakt, że filtruje to przez swoje własne doświadczenie ze szkłami tejże marki i lubość w specyficznym 3D POP, który oferują obiektywy spod granatowego znaczka. Niemniej było to szkło, które w zasadzie pozostawało jednym z ostatnich w systemie Leica M, którego bardzo mocno chciałem spróbować. Słyszałem o specyficznym renderingu obrazu, o wyjątkowych właściwościach obrazowania i to wszytsko okazało się być poniekąd prawdą, ALE…

Zacznijmy od początku, a zatem od roku pojawienia się tego szkła na rynku, czyli wrzesień 2014. W tamtym momencie Zeiss nie miał w ofercie już swojego analoga Zeiss Ikon ZM, więc można powiedzieć, że szkło to zorientowane było głównie na użytkowników aparatów Leica M. Na rynek powolutku wkradała się pierwsza generacja aparatów Sony A7, ale nadal królowały lustrzanki (niektórzy twierdzą, że dalej królują). Naturalną platformą dla szkła Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M byłazatem Leica M Typ 240, ale czy byłbym sobą, gdybym wykorzystał właśnie ten korpus i cofał się do 2014 roku? Niekoniecznie. Zatem ja wziąłem Leicę SL3 i chciałem sprawdzić czy jej matryca to będzie za dużo dla tego obiektywu, czy może odkryjemy perełkę, w którą mimo upływu lat nadal warto zainwestować.

Leica SL3 i 60mpx. To całkiem spore wyzwanie jak na szkło, które w teorii lata świetności powinno mieć już za sobą. Użyłem prostego adaptera od TTArtisan, bez żadnych opcji typu close-focus, bo tak akurat mi się widziało. Niech będzie klasycznie chociażby w tej materii. O dziwo Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M choć rekordów rozdzielczości z pewnością nie pobije to obrazek, który oferuje okazał się być szalenie ciekawy i legendy, które słyszałem okazały się być prawdziwe, a to wszytsko w całkiem kompaktowej obudowie, która przeżyje kolejne lata nowych fotograficznych opowieści.

Jak wspomniałem matryca o wysokiej rozdzielczości nie wybacza bylejakości. Na szczęście Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M tutaj daje radę, choć może być to na granicy smaku. Jeśli byłbym pixel-peepem i wariował na punkcie linii na centymetr czy innych absurdalnych wartości MTF to może by mnie to odrzuciło, ale tutaj przy F1.4 jest całkiem przyzwoicie. Malarsko, a ostrość ma charakter. Przestrzenie pięknie się malują, a ostrość wydobywa na zewnątrz to co najważniejsze. Nie można jednak przejść obojętnie obok aberracji, winiety, a także dosyć wysokiej ceny, ale w zamian mamy obrazek oraz szkło, którego nie da się już od tak po prostu dostać, czy odtworzyć za pomocą pierwszego lepszego presetu.
Galeria zdjęć przykładowych 2000px wykonana za pomocą obiektywu Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M i aparatu Leica SL3























Pliki 1:1 wykonane za pomocą obiektywu Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M i aparatu Leica SL3
Podsumowanie
Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M to szkło czasów przełomu i zmian – cyfrowego świata, ale i pamięci o analogowym myśleniu o obrazie – w myśl idei, że fotografuje sercem, później głową, potem jest aparat, a na końcu jest Lightroom, a w zasadzie tego ostatniego powinno być jak najmniej. To obiektyw, który jest dowodem na to jak dobra manualna optyka znosi upływ czasu. O ile DSLR tamtych lat nadal potrafią być zabójcze, bo w końcu był to peak rozwoju luster to bezlusterkowce czy cyfrowe dalmierze uznałbym raczej za ciekawostki, a nie narzędzia do pracy. Niemniej dobra optyka to inwestycja na lata i choć dziś Zeiss Distagon T* 35mm F1.4 ZM Leica M nie jest już moim obiektem pożądania i biletem do świata 3D POP to nadal będę pamiętał jak bardzo czekałem, by móc w końcu położyć na nim ręce i jak bardzo cieszyłem się mogąc nim wykonać kilka kadrów. Takie to już moje romantyczne perypetie ze sprzętem fotograficznym w roli głównej. Czas szukać kolejnego obiektu westchnień, bo chyba w tym wszystkim nie chodzi o znalezienie ideału. Chodzi o gonienie króliczka, a najlepiej tak, żeby nigdy go do końca nie złapać.








