Tamron 28-75mm F2.8 Di III RXD i Sony A7C: mały zestaw, duże możliwości

Tamron 28-75mm F2.8 Di III RXD był jednym z obiektywów, które pomogły zmienić system Sony E z ciekawej technologicznie platformy w system naprawdę dostępny dla szerokiego grona fotografów. Oferował jasność F2.8, użyteczny zakres ogniskowych i bardzo dobrą jakość obrazu, a przy tym nie próbował rozmiarami udawać kolejnego zawodowego zoomu 24-70 mm.

Dziś na rynku dostępna jest już jego druga generacja, ale pierwsza wersja, oznaczona symbolem A036 i wyposażona w silnik RXD, wcale nie przestała mieć sensu. Zwłaszcza gdy trafia na niewielki korpus Sony A7C. Taki zestaw nie jest najnowszy, najbardziej efektowny ani przeładowany przyciskami. Jest za to lekki, prosty i wystarczająco wszechstronny, aby podczas jednego spaceru przejść od szerokiego portretu z architekturą w tle do ciasnego kadru głowy, autoportretu, roślin, psów czy fragmentu fontanny.
I właśnie w takich sytuacjach sprawdziliśmy go w praktyce.

Mały korpus i jasny zoom: połączenie, które nadal ma sens
Sony A7C należy do najmniejszych pełnoklatkowych korpusów systemu Sony E. Tamron waży 550 g, mierzy niespełna 12 cm długości i korzysta z filtrów o średnicy 67 mm. Nie jest obiektywem kieszonkowym, ale na tle klasycznych konstrukcji 24-70 mm F2.8 pozostaje wyraźnie lżejszy i mniej masywny.

Na Sony A7C tworzy zestaw dobrze pasujący do idei tego aparatu: pełna klatka bez obowiązku noszenia dużej torby. Obiektyw nie ma rozbudowanego panelu sterowania, przełączników ani pierścienia przysłony. Dostajemy tylko pierścień ustawiania ostrości i szeroki pierścień zmiany ogniskowej. Można uznać to za ubóstwo ergonomiczne, ale w praktyce oznacza też brak elementów, które odciągają uwagę od fotografowania.

Konstrukcja wysuwa się podczas zmiany ogniskowej, a większa część tubusu została wykonana z tworzywa. Bagnet jest jednak metalowy, obiektyw ma konstrukcję odporną na wilgoć, a przednią soczewkę pokryto powłoką fluorową ułatwiającą usuwanie zabrudzeń. To bardziej narzędzie do codziennego używania niż przedmiot, który ma imponować samym wykonaniem.

Trzeba też podkreślić, że mówimy o pierwszej generacji Tamrona 28-75 mm, czyli modelu A036 z napędem RXD. Nowszy Tamron 28-75mm F2.8 Di III VXD G2 nosi oznaczenie A063 i jest inną, poprawioną konstrukcją. W przypadku zakupu używanego egzemplarza łatwo pomylić oba modele, dlatego warto zwrócić uwagę nie tylko na nazwę, ale również na symbol obiektywu.

Od portretu środowiskowego do ciasnego kadru
Zakres 28-75 mm ma własną logikę. W porównaniu ze standardowym zoomem 24-70 mm oddaje cztery milimetry na szerokim końcu, ale w zamian otrzymujemy dodatkowe 5 mm przy najdłuższej ogniskowej i mniejszą konstrukcję.

28 mm nie zawsze zastąpi 24 mm we wnętrzu czy w fotografii architektury. Podczas spokojnego spaceru okazuje się jednak wystarczająco szerokie, aby pokazać fotografowaną osobę razem z otoczeniem. W portretach mamy wykonanych z budynkiem w tle szeroki kąt nie jest wyłącznie sposobem na zmieszczenie większej liczby elementów. Pozwala zbudować relację pomiędzy człowiekiem i miejscem. Trzeba jedynie uważać, aby nie podchodzić zbyt blisko i nie umieszczać twarzy przy brzegu kadru, gdzie perspektywa zaczyna deformować proporcje.

Po obróceniu pierścienia do 75 mm charakter fotografii wyraźnie się zmienia. Otoczenie przestaje dominować, perspektywa staje się spokojniejsza, a uwaga przechodzi na twarz. Nie otrzymujemy separacji znanej z jasnego obiektywu 85 mm f/1.4, ale 75 mm i F2.8 pozwalają już zbudować klasyczny portret głowy z czytelnie odseparowanym tłem. To właśnie możliwość wykonania obu rodzajów zdjęć bez zmiany obiektywu jest największą zaletą tego zestawu.

Autoportret pokazuje z kolei praktyczną stronę Sony A7C: odchylany ekran, wykrywanie twarzy i oka oraz cichy napęd obiektywu ułatwiają pracę. RXD nie jest najnowszym silnikiem Tamrona, ale przy statycznych portretach działa szybko, cicho i bez zwracania na siebie uwagi.

Jeden obiektyw, kilka zupełnie różnych tematów
Portret jest naturalnym zastosowaniem jasnego standardowego zoomu, ale nasze zdjęcia dobrze pokazują, że zakres 28-75 mm nie zamyka się w jednej kategorii.

Przy fotografowaniu roślin przydaje się niewielka minimalna odległość ostrzenia. Dla 28 mm wynosi ona 19 cm, co pozwala podejść do obiektu naprawdę blisko i połączyć wyraźny detal z szerszym kontekstem. Obiektyw nie jest konstrukcją makro, ale na krótkim końcu osiąga maksymalne powiększenie 1:2,9. Można więc fotografować liście, kwiaty, faktury i niewielkie przedmioty w sposób wykraczający poza typowe możliwości standardowego zoomu.

Przy statycznych zdjęciach psów ważniejsze od laboratoryjnej szybkości autofokusa jest to, czy aparat sprawnie rozpoznaje oko i czy obiektyw potrafi za nim nadążyć. W spokojnych sytuacjach zestaw radzi sobie bez problemu. Przy szybko biegnącym zwierzęciu najnowsze obiektywy z napędem VXD będą pewniejsze, ale nie taki był charakter tej serii zdjęć.

Fragment fontanny jest natomiast dobrym przykładem użycia dłuższego końca zoomu do porządkowania rzeczywistości. Zamiast opisywać całe miejsce, można wyciąć z niego detal, rytm albo odbicie światła. Właśnie wtedy 75 mm okazuje się czymś więcej niż „końcem zakresu”: staje się narzędziem do eliminowania z kadru tego, co zbędne.

Co pokazują testy optyczne?
Wyniki pomiarów dobrze tłumaczą to, co widać w praktyce. W centrum kadru Tamron jest bardzo ostry. Przy 28 mm osiąga świetne wyniki już od F2.8, a po przymknięciu do F4 testy stawiają go na poziomie kojarzonym z dobrymi obiektywami stałoogniskowymi. W środku zakresu sytuacja wygląda podobnie. Najsłabszym punktem jest 75 mm przy F2.8: obraz nadal pozostaje użyteczny, ale nie jest równie wyrazisty jak przy krótszych ogniskowych. Przymknięcie do F4 przynosi zauważalną poprawę.

Znacznie słabiej wypadają skrajne narożniki pełnej klatki. To ważna informacja przy fotografowaniu płaskich, bogatych w szczegóły scen, architektury albo krajobrazu, w których oczekujemy równej ostrości od środka do brzegu. W portrecie czy fotografii detalu miększe rogi zwykle nie są jednak problemem, a czasem wręcz pomagają skupić uwagę na głównym motywie.

Drugą wyraźną słabością jest winietowanie. Przy 28 mm i F2.8 spadek jasności w narożnikach przekracza 3 EV, a przy 75 mm zbliża się do tej wartości. Przy 50 mm jest zauważalnie lepiej. Profile korekcyjne aparatu i programów do obróbki potrafią w dużej mierze wyrównać jasność, ale odbywa się to kosztem rozjaśnienia narożników i potencjalnie większego szumu. W portrecie naturalna winieta może wyglądać atrakcyjnie; przy równomiernie oświetlonej architekturze warto o niej pamiętać.

Aberracja chromatyczna jest dobrze kontrolowana, a dystorsja, choć obecna, nie należy do wad, które przekreślają codzienne zastosowania obiektywu. Na 28 mm linie przy krawędziach kadru mogą wymagać korekcji, szczególnie gdy fotografujemy budynek. W przypadku portretów, roślin czy zwierząt będzie ona znacznie mniej istotna.

Autofokus jest cichy, celny i w fotografii statycznej dobrze współpracuje z systemem wykrywania oka Sony. Nie jest to poziom szybkości najnowszej generacji VXD, ale Sony A7C nie sprawia wrażenia, jakby musiało czekać na obiektyw. W naszym zestawie ograniczeniem częściej okaże się wybór trybu AF, czas migawki albo zachowanie fotografowanego obiektu niż sam napęd RXD.

Obrazek bez przesadnych obietnic
Tamron 28-75mm F2.8 Di III RXD nie jest obiektywem budującym obraz na spektakularnym efekcie. Bokeh przy 75 mm i F2.8 jest przyjemne, ale nie tak kremowe ani głębokie jak z jasnej portretowej stałki. Kontrast i kolory są neutralne, a obraz czysty i współczesny. To konstrukcja bardziej pragmatyczna niż romantyczna.

Ma to również dobrą stronę. Obiektyw nie narzuca jednego sposobu fotografowania. Można nim zrobić szeroki portret z architekturą, klasyczny kadr twarzy, zdjęcie psa, detal rośliny albo abstrakcyjny fragment fontanny. O charakterze fotografii w większym stopniu decydują odległość, światło i kompozycja niż optyczna maniera szkła.

Stałe F2.8 w całym zakresie pozwala pracować w słabszym świetle i utrzymać przewidywalną ekspozycję podczas zmiany ogniskowej. Sam obiektyw nie ma stabilizacji, lecz Sony A7C korzysta ze stabilizacji matrycy. Przy nieruchomych motywach pomaga to zejść z czasem naświetlania, natomiast przy fotografowaniu ludzi i zwierząt nadal trzeba pilnować czasu wystarczająco krótkiego, aby zatrzymać ruch.

Czy obiektyw Tamron 28-75mm F2.8 Di III RXD nadal warto kupić?
Pierwszy Tamron 28-75 mm nie jest dziś wyborem dla osoby szukającej bezwzględnie najlepszej ostrości w całym kadrze, najbardziej dopracowanego autofokusa czy najszerszego kąta. Jest za to bardzo sensowną propozycją na rynku wtórnym dla użytkownika, który chce otrzymać pełnoklatkowy zoom F2.8 bez budowania ciężkiego zestawu.

Na Sony A7C jego zalety układają się w spójną całość. Korpus jest niewielki, obiektyw relatywnie lekki, zakres ogniskowych pozwala reagować na różne sytuacje, a jakość w centralnej części kadru z dużym zapasem wystarcza matrycy aparatu. Słabsze brzegi, silna winieta przy F2.8 i gorszy wynik na 75 mm nie znikają, ale też nie dominują nad doświadczeniem fotografowania.

Najważniejsze jest chyba to, że ten zestaw zachęca, aby zabrać go ze sobą. Nie wymaga planowania, czy danego dnia będziemy robić portret, detal, zdjęcie psa czy fragment miejskiej przestrzeni. Pozwala zacząć od szerokiego kadru z człowiekiem i budynkiem, a kilka sekund później skończyć na ciasnym portrecie twarzy.

Tamron 28-75mm F2.8 Di III RXD nie jest już nowością i nie musi nią być. Z Sony A7C pozostaje po prostu dobrym, uczciwym narzędziem do codziennej fotografii, wystarczająco jasnym, wystarczająco lekkim i wystarczająco uniwersalnym, żeby zamiast zastanawiać się nad wyborem obiektywu, skupić się na zdjęciu.









