Canon EF 600/4 L IS USM II – test obiektywu

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o pojawieniu się Canon EF 600/4 L IS USM II , to wtedy nawet nie przyszłoby mi do głowy, że kiedykolwiek będę zajmował się fotografią przyrodniczą na poważnie. Obiektyw „przyszedł” bowiem na świat z końcem 2012 roku. To co od razu rzucało się w oczy, to jego astronomiczna cena, która zresztą utrzymuje się do tej pory. Zaraz po tym przykuwały wzrok mocno odchudzone gabaryty w stosunku do pierwszej wersji tegoż obiektywu. Poprzednik czyli EF 600/4 L IS USM – który miał premierę we wrześniu 1999 roku – zyskał sławę jako niezawodne szkło profesjonalnych fotografów sportowych i przyrody, jednak z racji swojej niemałej masy i wielkości nie był najwygodniejszy w użytkowaniu. Co ciekawe, mimo że osiągnął już niemal pełnoletniość to na rynku wtórnym utrzymuje nadal bardzo wysoką cenę.

W tym tekście postaram się pokrótce przedstawić najważniejsze cechy Canona EF 600/4 L IS USM II , a także opisać jego wady i zalety. Dla ścisłości dodam tylko, że wszystkie zdjęcia które nim zrobiłem powstały wraz z aparatem Canon 1 DX Mark II.

Po raz pierwszy pomyślałem o zakupie tego szkła pod koniec 2020 roku. Byłem wtedy szczęśliwym posiadaczem znakomitego Canona EF 500/4 L IS USM II. Jednak szybko zrozumiałem, że aby dalej się rozwijać potrzebuję nieco większej ogniskowej. Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć (i to w rozsądnej cenie) dosyć zadbany egzemplarz. I tak w roku 2021 wszedłem w posiadaniu obiektywu, który dla wielu jest szczytem marzeń.

Canon EF 600/4 L IS USM II
Canon EF 600/4 L IS USM II

Mimo, że jak wspomniałem na początku, przeszedł on mały face lifting i został wyraźnie zmniejszony w stosunku do EF 600/4 L IS USM, to jednak nadal należy do największych tego typu konstrukcji. Ale należy podkreślić, że nie jest przy tym wcale najcięższy. W porównaniu z poprzednikiem jest bowiem lżejszy o prawie półtora kilograma. I to wyraźnie czuć! Dodatkowym atutem jest doskonałe wyważenie obiektywu. W rezultacie nawet umiarkowanie silna osoba jest w stanie bez większego problemu zrobić nim zdjęcia bez użycia statywu. Nie da się jednak ukryć, że jest to jedna z najdłuższych konstrukcji tego typu. Zwłaszcza ogromna osłona przeciwsłoneczna robi piorunujące wrażenie. Dość powiedzieć, że żaden specjalistyczny plecak dla fotografów przyrody nie jest w stanie pomieścić tego szkła z rozłożoną osłoną przeciwsłoneczną. I jest to z pewnością minus, lecz nie dla obiektywu, a producentów plecaków. Nawet teoretycznie przecież większy, a testowany przez mnie Canon EF 800/5,6 L IS USM, po kilku próbach dał się w końcu „namówić” do zamknięcia w plecaku. Ale to oczywiście uwaga z gatunku humorystycznych. Faktycznym problem „sześćsetki” jest raczej to, że ona bardzo się rzuca w oczy. I wszędzie jej „pełno”. O ile nie ma to znaczenia w fotografii sportowej, to już w przypadku fotografii przyrodniczej pewne znaczenie jednak ma. Gdy leżymy z nim choćby pod siatką maskującą, to duża część obiektywu siłą rzeczy wystaje na zewnątrz. Może to niekiedy wpłynąć odstraszająco na ptaki i zwierzęta. Wiedząc o tym, staram się jak najlepiej maskować swój obiektyw i zwykle faktycznie zdaje to egzamin. Należy więc pamiętać, że jego klasyczne białe barwy i wielkość, bez specjalnego „ubranka” maskującego mogą negatywnie wpływać na nasze działania w dzikim środowisku.

Canon EF 600/4 L IS USM II
Canon EF 600/4 L IS USM II

Podobnie jak w każdym innym obiektywie japońskiego giganta także i w tym, ergonomia jest bez zarzutu, na najwyższym poziomie. Kluczowe przyciski są łatwo dostępne i czytelnie rozmieszczone. Nawet w zdecydowanie niewygodnej pozycji możemy bez trudu zmieniać ustawienia AF czy stabilizacji obrazu. Nie muszę przypominać, że w szybkiej akcji jaka często ma miejsce w fotografii przyrodniczej – to oczywiście niezwykle ważne udogodnienie.

Już kiedy po raz pierwszy podłączyłem obiektyw do korpusu aparatu, dało się zauważyć niezwykle szybką pracę systemu AF. Celnie, szybko i w punkt. Tak w skrócie można ją opisać. Co ciekawe obiektyw doskonale sobie radzi z dedykowanymi telekonwerterami tj Tc.1.4 i Tc2.0. Przy pracy z pierwszym z wymienionych zarówno jakość obrazka, jak i szybkość AF są na poziomie wyjściowym. W przypadku robienia zdjęć z Tc2.0 te parametry obniżają się tylko nieznacznie. Dodatkowo podpinając ostatni z wymienionych telekonwerterów dalej do dyspozycji mamy wszystkie czujniki i pola AF! Nadmienię tylko, że w analogicznej ofercie konkurencji (Nikon) już przy założeniu Tc.1.7 skrajne czujniki pola AF nie są dostępne. Tak więc tutaj dla Canona wielki plus. Kończąc ten wątek dodajmy, że po podpięciu Tc.1.4 mamy 840 mm rzeczywistej ogniskowej, a w przypadku Tc.2.0 wynosi ona zawrotne 1200 mm! A zatem rysuje się nam powoli obraz szkła, najbardziej uniwersalnego ze wszystkich dostępnych na rynku…

Lecz to nie koniec dobrych wiadomości. Obiektyw mimo długiej ogniskowej nie winietuje, co przy starszych konstrukcjach japońskiej firmy nie jest takie oczywiste. Obrazek generowany przez szkło jest niezwykle ostry i co najważniejsze bardzo plastyczny. Świetnie widać wszystkie półtony. Czerń jest czarna i biel biała. Odwzorowanie poszczególnych kolorów jest na najwyższym poziomie.

Canon EF 600/4 L IS USM II
Canon EF 600/4 L IS USM II

Minimalny znak zapytania pojawia się przy kwestii bokehu i rozmycia tła. Jest to wątpliwość z gatunku pozytywnych, jednak nie każdemu może się to podobać. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Mianowicie EF 600/4 L IS USM II rozmywa tło w stopniu wręcz niewyobrażalnym. I właściwie nie ma znaczenia czy używamy samego tylko obiektywu czy dodatkowo wspieramy go telekonwerterami. W przypadku tych ostatnich, mimo że tracimy światło i przysłona idzie automatycznie w górę, to w żaden sposób nie wpływa to na bokeh. Niektórzy nie lubią tak bardzo wygładzonego tła. Mogę to zrozumieć, jednak dla mnie jako fotografa przyrody – jest to cecha każdego obiektywu jak najbardziej pożądana.

Na zakończenie pozostała jeszcze jedna kwestia. Mianowicie minimalna odległość ostrzenia opisywanego szkła, wynosi 4,5 metra. To jak na standardy fotografii przyrodniczej niestety dosyć dużo. Zwłaszcza kiedy pracujemy bez telekonwerterów, a obiekt fotografowany jest niewielkich rozmiarów. Jak choćby małe ptaki z rzędu śpiewających. Pozostaje zatem albo uzbroić się w pierścień pośredni albo jednak pracować na telekonwerterach, co jak już wspominałem jest w przypadku tego obiektywu bardzo dobrą opcją.

Podsumowując, Canon EF 600/4 L IS USM II, to świetna propozycja dla doświadczonych fotoprzyrodników. W dobrych rękach można tym obiektywem zdziałać cuda. Jest to w moim odczuciu najbardziej uniwersalny teleobiektyw długi ze stajni Canona. W tym wszystkim tylko jedna rzecz martwi. Mimo upływu lat, jego cena zdaje się nie maleć. Za nowe egzemplarze dalej trzeba zapłacić około 50 tysięcy złotych. Niewiele lepiej ma się sytuacja z egzemplarzami używanymi. Raz, że jest ich na rynku bardzo mało, dwa, że nadal są bardzo drogie. Zadbany, używany egzemplarz, to ciągle wydatek rzędu 36-40 tysięcy złotych…

Default image
Maksymilian Dobroczyński
Urodziłem się w 1991 roku w Krakowie. Od ponad trzech lat mieszkam w pobliskich Myślenicach. Z zawodu jestem kucharzem i w tym zawodzie aktywnie pracuję. Fotografią przyrodniczą zajmuję się od 2016 roku. W 2019 roku przeszedłem do drugiej rundy ogólnoświatowego konkursu „35 awards”. W 2020 roku moje zdjęcie „Maluszek z pierwotnej puszczy” zdobyło I miejsce w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Przyroda ojczysta”. Od 2019 roku zdjęcia mojego autorstwa zdobią nowopowstałe mieszkania na Cedrowej w Gdańsku. Moją specjalnością jest fotografowanie ptaków.
Wpisów: 7

Zostaw komentarz