Canon, Nikon i Sony: tak i nie

Tkwiąc w jednym systemie rzadko mamy możliwość porównania zalet i wad sprzętu różnych producentów i o ile każdy z topowych systemów pozwala uzyskać znakomite zdjęcia, czasem szczegóły dotyczące ergonomii, interfejsu użytkownika czy właściwości matrycy mogą odpowiadać bardziej jednym użytkownikom niż innym. Jako, że testuję sprzęt różnych marek, postaram się skrótowo przedstawić swoje przemyślenia na temat najważniejszych zalet i wad trzech najbardziej znanych mi systemów, czyli Canona, Nikona i Sony. Zastrzegam, że nie ma obecnie dobrych i złych systemów, a opisywane przeze mnie różnice czasem są obiektywne ale często wynikają z czysto subiektywnych preferencji. Pominięcie w niniejszym porównaniu marek Fujifilm, Olympus czy Pentax jest spowodowane wyłącznie tym, że nie chcę się wypowiadać na temat mniej znanego mi sprzętu; sprzęt tych firm nie ustępuje jakościowo temu, co oferuje Canon, Nikon i Sony. Właściwie żaden z obecnie produkowanych aparatów cyfrowych nie stanowi ograniczenia dla kreatywnych fotografów i każdy w umiejętnych rękach jest w stanie wygenerować obrazy najwyższej klasy technicznej i artystycznej, chociaż niektóre mogą czynić jakieś aspekty fotografowania łatwiejszymi a inne mogą wymagać włożenia większego wysiłku w uzyskanie pożądanych efektów.

Canon

Canon robi mnóstwo znakomitego szkła; nie bez powodu seria “L” jest uważana za śmietankę w świecie obiektywów. Profesjonalne obiektywy Canona są nie tylko świetne ale też zazwyczaj wykorzystują najnowsze technologie. Dlatego zawodowcy szczycą się ich posiadaniem mogąc liczyć na to, że wygenerują „ładny obrazek”. I o ile Nikon do swoich bezlusterkowców serii Z zrobił szereg potrzebnych, ale dość oczywistych obiektywów, Canon do systemu RF stworzył kilka szkieł nowatorskich, takich jak superjasny zoom Canon RF 28-70 mm f/2,0L USM, supermały i lekki zoom Canon RF 70-200mm f/2.8L IS USM czy dający niezwykle połączenie ostrości i pięknych nieostrości obiektyw portretowy Canon RF 85 mm f/1,2L USM DS. Dzięki tak niezwykłej optyce system RF może stać się niedługo idealnym narzędziem dla fotografów portretowych, ślubnych czy modowych. Warunkiem jest jedno: musi ich być stać na obiektywy serii „L”.

Z drugiej strony, Canon uparcie odmawia zmian na lepsze szeregu innych aspektach swojego systemu mimo usilnych próśb ze strony użytkowników. Polityka „upośledzania” funkcji aparatów z niższej półki sprawia, że fotograf z ambicjami jest zmuszony do pożądania najdroższego flagowca w ofercie firmy. Z tego powodu, użytkownicy czasem muszą kupić najdroższą lustrzankę Canona nie dlatego, że potrzebują jego wszystkich możliwości, ale dlatego, że jako jedyna ma profesjonalny system samoczynnego ustawiania ostrości czy jakąś wyjątkową funkcjonalność do kręcenia filmów. Druga słabość Canona to matryce, a w szczególności oferowana przez nie rozpiętość tonalna, która od lat zostaje w tyle za tym co oferują matryce Sony umieszczane w aparatach Sony i Nikon. Mówiąc nieco żartobliwie można stwierdzić, że fotografowie pejzażu używający aparatów Canona utrzymują większość producentów filtrów szarych połówkowych, bo sama rozpiętość tonalna matryc Canona jest zbyt wąska, aby można było wyciągnąć z plików surowych tak dużo, jak to jest w przypadku plików z aparatów Nikona i Sony.

Nikon

Nikon zawsze stara się mieć pełną linię aparatów tak, aby każdy użytkownik na każdym poziomie zaawansowania i o każdym budżecie znalazł coś dla siebie. Na dodatek w każdych widełkach cenowych aparaty dają właściwie wszystko czego użytkownik potrzebuje i nie ma w systemie luk między różnymi poziomami zaawansowania sprzętu. Również gama obiektywów zaspakaja potrzeby praktycznie każdego użytkownika. Nikon to marka ze znakomitą renomą i oferująca niezawodny sprzęt, więc nawet osobę ze skromnym budżetem wybierającą Nikona stać na dobry aparat. Aparaty oferują szeroką gamę opcji personalizacji działania i sporo funkcji dodatkowych. Czy mówimy o fotografii sportowej, pejzażowej, studyjnej czy ślubnej znajdziemy odpowiedni sprzęt w gamie firmy.

Z drugiej strony, Nikon jest bardzo ślamazarny jeśli chodzi o wprowadzenie nowości na rynek. Dobry przykład z przeszłości to zoom 20-35 mm f/2.8. Canon wprowadził taki obiektyw do oferty w roku 1989, a Nikon potrzebował 4 lat żeby odpowiedzieć optyką o takich parametrach w roku 1993. Oczywiście jakościowo Nikkor był lepszy od Canona, ale w roku 1995 Canon wypuścił zoom 17-35 mm f/2,8 i tak dalej, i tak dalej. Na produkty Nikona zazwyczaj warto czekać, bo są znakomitej jakości, ale czasem to czekanie jest frustrujące, gdy widzimy jak konkurenci wypuszczają w kółko nowości. A jeśli po długim oczekiwaniu firma zalicza jeszcze „wtopę”, można zacząć z czasem wątpić w słuszność swojego wyboru. Tak było z pierwszą w miarę przystępną cenowo lustrzanką pełnoklatkową Nikona, D600, która miała poważny problem z olejem i pyłem brudzącym matrycę. Zazwyczaj oczekiwanie zostaje nagrodzone, ale warto pamiętać, że Nikon nie jest marką dla niecierpliwych. Jednym z uciążliwych drobiazgów od lat nękających lustrzanki Nikona są szybko odpadające gumowe okleiny.

Sony

Sony jest genialne jeśli chodzi o podejście do biznesu tworzenia aparatów cyfrowych. Zanim użytkownicy na dobre zaczną narzekać na słabości jakiegoś aparatu, firma wypuszcza poprawiony model, który znacznie przebija możliwości poprzednika. Jakość obrazka z matryc, ich rozpiętość tonalna, świetna stabilizacja matrycy oraz znakomity system autofokus ze śledzeniem oczu ludzi i zwierząt to ogromne atuty bezlusterkowców pełnoklatkowych Sony. Konkurencja przestała nadążać za Sony.

Z drugiej strony, Sony ma problem z ergonomią korpusów i systemu menu, czyli czymś co nazywa się interfejsem użytkownika. Jeśli mam być szczery, nie widziałem równie fatalnej organizacji menu w żadnym innym systemie. Niektóre ewidentnie powiązane ze sobą opcje są rozdzielone na odległe od siebie podkatalogi i jeśli nie znamy menu na wylot znalezienie potrzebnej w danej chwili funkcji graniczy z cudem. A dlaczego w menu znajdują się opcje przypisane fizycznym przyciskom i pokrętłom? Bo możne te ostatnie przeprogramować tak, że przestaną obsługiwać opisane nimi funkcje. Na dodatek, nazwy niektórych elementów w menu są kompletnie nielogiczne i trudno po samych nazwach odgadnąć jakie funkcje obsługują. Obfitość systemów menu Sony jest oczywiście spowodowana tym, że ilość opcji oferowanych przez system Sony nie ma obie równych; ten, komu uda się opanować interfejs użytkownika aparatów Sony zostanie wynagrodzony dostępem do najbogatszego pakietu opcji fotograficznych i filmowych.

I to wszystko prowadzi mnie do ostatecznej konkluzji: gdyby powstał bezlusterkowciec o ergonomii Nikona, z matrycą, autofokusem i funkcjami Sony i obiektywami Canon RF, dostalibyśmy system idealny.

Selfie_jarek_brzezinski

JAROSŁAW BRZEZIŃSKI

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1521

Zostaw komentarz