Stare szkło, nowy aparat. Minolta AF 50mm F2.8 Macro na Sony A7R IV z adapterem LA-EA5

Są takie zestawy fotograficzne, które na papierze wyglądają jak spotkanie dwóch różnych epok. Z jednej strony Sony A7R IV czyli pełnoklatkowy bezlusterkowiec z matrycą o rozdzielczości 61 megapikseli, zaawansowanym systemem AF i elektroniką zdolną analizować scenę w sposób, o którym konstruktorzy aparatów trzy dekady temu mogli co najwyżej fantazjować. Z drugiej Minolta AF 50mm F2.8 Macro 1:1. Obiektyw pochodzący z czasów lustrzanek systemu Minolta AF, wyposażony w mechaniczny system ustawiania ostrości napędzany silnikiem znajdującym się nie w obiektywie, lecz po stronie aparatu.

Pomiędzy nimi pojawia się niewielki adapter Sony LA-EA5. I nagle okazuje się, że trzy dekady historii fotografii wcale nie muszą oznaczać trzech dekad technologicznej przepaści. Wręcz przeciwnie.

Bagnet A ma znacznie dłuższą historię, niż sugeruje logo Sony
Żeby zrozumieć, dlaczego kombinacja Minolty i współczesnego Sony działa tak dobrze, trzeba cofnąć się do 1985 roku. Wtedy Minolta zaprezentowała system autofokusa, który stał się fundamentem rodziny aparatów i obiektywów znanej zależnie od rynku jako Minolta Alpha, Dynax lub Maxxum. Wraz z nim pojawił się bagnet, który wiele lat później trafił pod skrzydła Sony.

Kiedy w 2006 roku Konica Minolta wycofała się z rynku aparatów, część jej fotograficznego dziedzictwa została przejęta przez Sony. Nie oznaczało to rozpoczęcia wszystkiego od początku. Sony kontynuowało system, zachowując kompatybilność z istniejącą optyką Minolty. Tak narodziła się kolejna część historii bagnetu Sony A. Dlatego przeglądając dziś stare Minolty AF oraz późniejsze obiektywy Sony A, tak naprawdę oglądamy kolejne rozdziały tej samej opowieści. A jest czego szukać.

Minolta AF i Sony A: mała kopalnia fotograficznych perełek
Wraz z przejściem rynku na bezlusterkowce bagnet A stopniowo zniknął z pierwszego planu. I paradoksalnie właśnie dlatego zrobiło się wokół niego ciekawie. Na rynku wtórnym można znaleźć zarówno niewielkie i stosunkowo niedrogie konstrukcje Minolty, jak i znacznie bardziej ambitne szkła serii G czy późniejsze konstrukcje Sony i Carl Zeiss. Są klasyczne pięćdziesiątki. Są portretówki. Są charakterystyczne teleobiektywy. Są świetne obiektywy makro.

Niektóre mają trzydzieści albo więcej lat, a nadal potrafią wygenerować obraz, który trudno nazwać wyłącznie fotograficzną ciekawostką. Co więcej, w przeciwieństwie do adaptowania wielu manualnych obiektywów sprzed lat, w przypadku odpowiedniej kombinacji Sony A + Sony LA-EA5 + kompatybilnego korpusu Sony E nie trzeba rezygnować z autofokusa. I tutaj zaczyna się najciekawsza część historii.

Sony LA-EA5: mały wehikuł czasu
Adaptery często kojarzą się z kompromisem. Zakładamy stare szkło na nowy aparat, tracimy część automatyki, ustawiamy ostrość ręcznie i akceptujemy pewne niedogodności w zamian za możliwość korzystania z konkretnej optyki. Sony LA-EA5 jest czymś zupełnie innym. To firmowy adapter pozwalający podłączyć obiektywy z bagnetem Sony A do korpusów Sony E. Konstrukcja przekazuje komunikację pomiędzy aparatem a obiektywem, steruje przysłoną i na odpowiednich korpusach umożliwia wykorzystanie współczesnego systemu ustawiania ostrości aparatu. Najbardziej imponująca sztuczka dotyczy jednak starszych obiektywów Minolta AF i Sony A pozbawionych własnego silnika AF. Czyli słynnego śrubokręta.

Co właściwie oznacza w tym kontekście śrubokręt?
W starszych obiektywach systemu Minolta AF silnik odpowiedzialny za ustawianie ostrości znajdował się w korpusie aparatu. Moment obrotowy był mechanicznie przekazywany do obiektywu za pomocą niewielkiego sprzęgła. Po spojrzeniu na bagnet można zobaczyć charakterystyczny element przypominający końcówkę śrubokręta; stąd potoczna nazwa całego rozwiązania.

Sam obiektyw nie ma więc własnego silnika. W przypadku wielu prostych adapterów oznaczałoby to koniec autofokusa. Ale Sony LA-EA5 posiada mechanizm pozwalający napędzać również takie konstrukcje, a przy współpracy z kompatybilnym aparatem wykorzystuje informacje z systemu AF znajdującego się na matrycy. Jednym z korpusów szczególnie interesujących w tym kontekście jest właśnie Sony A7R IV. Po aktualizacji firmware do odpowiedniej wersji aparat obsługuje przez Sony LA-EA5 autofokus także z obiektywami pozbawionymi własnego silnika. Podpinamy więc ponad trzydziestoletnią ideę napędu AF do 61-megapikselowego bezlusterkowca i słyszymy znajome mechaniczne: bzzzt. Ostrość ustawiona. Trudno się przy tym nie uśmiechnąć.

Sony A7R IV + Sony LA-EA5 + Minolta AF 50mm F2.8 Macro 1:1
Do sprawdzenia możliwości takiego zestawu wybraliśmy Minolta AF 50mm F2.8 Macro 1:1. To bardzo ciekawy przedstawiciel systemu Minolta AF. Niewielki, pełnoklatkowy obiektyw makro oferujący skalę odwzorowania 1:1, a więc możliwość odwzorowania fotografowanego obiektu na matrycy w jego rzeczywistym rozmiarze. 50 mm jest przy tym ogniskową wyjątkowo uniwersalną. Można potraktować ten obiektyw jak zwykłą standardową pięćdziesiątkę, fotografować nim codzienne sceny czy detale, a chwilę później podejść znacznie bliżej. Bardzo blisko. I właśnie tutaj zaczyna się zabawa z kwiatami.

Kwiaty, krople wody i 61 megapikseli
Większość zdjęć przykładowych powstała podczas fotografowania kwiatów i to zarówno całych roślin, jak i ich niewielkich fragmentów. Płatki, struktura powierzchni liści, pyłki i przede wszystkim krople wody są dla obiektywu makro wdzięcznym materiałem. To świat istniejący na wyciągnięcie ręki, którego na co dzień zwyczajnie nie oglądamy z tak bliskiej perspektywy.

Na zdjęciu pojedyncza kropla przestaje być przezroczystym punktem na płatku. Zaczyna działać jak niewielka soczewka. Załamuje światło, odbija otoczenie, tworzy refleksy i porządkuje całą kompozycję. A matryca Sony A7R IV bezlitośnie pokazuje, ile informacji potrafi przekazać stara Minolta. I to jest chyba najciekawszy element tego eksperymentu. Nie chodzi o udowodnienie, że trzydziestoletni obiektyw jest lepszy od współczesnych konstrukcji. Nie musi być. Chodzi o odkrycie, że dobry obiektyw nie przestaje być dobrym obiektywem tylko dlatego, że zmienił się bagnet aparatu stojącego za nim.

A jak działa autofokus?
Zaskakująco normalnie. Oczywiście mechaniczny napęd starszej Minolty nie zamienia się nagle w najnowszy liniowy silnik znany ze współczesnych obiektywów Sony FE. Słychać jego pracę, czuć charakter starej konstrukcji, a przy fotografii makro zakres, przez który musi przemieszczać się grupa soczewek, potrafi być znaczny. Ale właśnie to jest najważniejsze: autofokus działa.

Sony LA-EA5 pozwala Sony A7R IV sterować obiektywem wykorzystującym mechaniczny napęd typu śrubokręt, dzięki czemu korzystanie z Minolty nie sprowadza się do zabawy w ręczne ustawianie ostrości. Przy statycznych motywach, kwiatach, detalach, przedmiotach czy spokojnym portrecie, zestaw jest zwyczajnie praktyczny. W fotografii makro i tak często pracujemy znacznie wolniej niż przy sporcie czy reportażu. Liczą się milimetry, precyzyjne ustawienie aparatu i kontrolowanie głębi ostrości. W takim środowisku stara Minolta czuje się zaskakująco dobrze.

Trzeba jedynie pamiętać, że kompatybilność funkcji Sony LA-EA5 zależy od konkretnego korpusu Sony E i jego wersji firmware. W przypadku obiektywów śrubokrętowych, warto więc przed zakupem adaptera sprawdzić oficjalną tabelę zgodności Sony.

Stare szkło nie musi udawać nowego
W adaptowaniu starszej optyki łatwo wpaść w pułapkę porównywania jej ze współczesnymi obiektywami wyłącznie za pomocą parametrów. Który jest ostrzejszy w rogu? Który szybciej ostrzy? Który ma mniejszą aberrację chromatyczną? Który osiąga wyższe wartości na wykresie MTF? To oczywiście ma znaczenie. Ale fotografia nie zawsze zaczyna się od wykresu.

Czasem atrakcyjność starszego obiektywu wynika z czegoś zupełnie innego: sposobu oddawania nieostrości, kontrastu, mechaniki, charakterystycznej pracy pod światło albo po prostu innego rodzaju obrazu. A czasem najważniejsza jest możliwość kupienia naprawdę dobrej optyki za ułamek ceny jej współczesnego odpowiednika. System Minolta AF/Sony A daje dziś ogromne pole do takich poszukiwań.

Nie tylko Minolta AF 50mm F2.8 Macro 1:1
Minolta AF 50mm F2.8 Macro 1:1 jest tutaj jedynie przykładem. W rodzinie Minolta AF i Sony A znajdziemy znacznie więcej interesujących konstrukcji: jasne standardy, portretowe 85 mm, klasyczne teleobiektywy, cenione szkła makro 100 mm, optykę serii G, a w późniejszych latach również konstrukcje Sony Carl Zeiss. Jedne zainteresują kolekcjonerów. Inne fotografów szukających konkretnego sposobu obrazowania. Jeszcze inne są po prostu niezwykle rozsądnym sposobem na zbudowanie zestawu optyki bez wydawania fortuny. Sony LA-EA5 sprawia natomiast, że właściciel kompatybilnego korpusu Sony E nie musi traktować ich jak eksponatów muzealnych. Można je założyć na aparat. I robić zdjęcia.

Rocznik 1985 spotyka 61 megapikseli
Jest coś niezwykle satysfakcjonującego w obserwowaniu mechanicznego pierścienia ostrości starej Minolty poruszanego przez adapter podłączony do jednego z najbardziej zaawansowanych cyfrowych aparatów swoich czasów. To trochę fotograficzna archeologia. Tylko zamiast odkładać znaleziony przedmiot do gabloty, można wyjść z nim do ogrodu, spryskać kwiaty wodą i sprawdzić, jak wyglądają na 61-megapikselowej matrycy. I być może właśnie dlatego warto czasem przestać patrzeć wyłącznie w stronę najnowszych premier.

Sony E ma ogromny wybór współczesnej optyki. Ale za pomocą Sony LA-EA5 można otworzyć jeszcze jedne drzwi: do kilku dekad historii systemu Minolta AF i Sony A. Za nimi nadal znajduje się sporo świetnego szkła. A niektóre z tych obiektywów czekają tylko na mały adapter, żeby ponownie zacząć ustawiać ostrość.
Sprawdź dostępne obiektywy z bagnetem Sony A w sklepie InterFoto.eu








