Dwa kitowe zoomy i święty spokój. Nikon Z fc kontra GAS

Istnieje taki moment w życiu fotografa, kiedy wybór sprzętu przestaje być drogą prowadzącą do zdjęcia, a zaczyna być celem samym w sobie. Czytam testy, porównuję wykresy, oglądam powiększenia narożników kadru i zastanawiam się, czy obiektyw, którego jeszcze nie mam, nie rozwiązałby przypadkiem wszystkich moich problemów. Najlepiej natychmiast. To właśnie GAS, czyli Gear Acquisition Syndrome. Syndrom ciągłego poszukiwania kolejnego aparatu, obiektywu albo akcesorium, które ma nareszcie zamknąć temat sprzętu. Oczywiście nigdy go nie zamyka. Każdy zakup tworzy tylko następne pytanie.
Może właśnie dlatego Nikon Z fc z dwoma najbardziej niepozornymi zoomami systemu Nikon Z wydaje mi się dziś tak ciekawym zestawem. Nie dlatego, że jest najlepszy, najbardziej profesjonalny albo najbardziej imponujący. Wręcz przeciwnie. Nikkor Z DX 16-50mm F3.5-6.3 VR i Nikkor Z DX 50-250mm F4.5-6.3 VR wyglądają jak obiektywy, które powinny być jedynie dodatkiem do aparatu. Tymczasem razem potrafią dać coś, czego nie gwarantuje nawet torba wypełniona drogimi stałkami, czyli święty spokój.

Na szczęście to nie plastik obudowy odpowiada za jakość zdjęć
Oba Nikkory są lekkie, składane i w dużej mierze wykonane z tworzywa. Nie sprawiają wrażenia przedmiotów projektowanych po to, by przetrwać kilka dekad pracy fotoreportera. Nie mają metalowych tubusów, pierścieni przysłony ani imponujących osłon przeciwsłonecznych. Nie wyglądają też szczególnie seksownie po położeniu na stole.
W świecie fotografii wygląd przedmiotu często wpływa jednak na jego ocenę jeszcze przed wykonaniem pierwszego zdjęcia. Ciężki obiektyw wydaje się solidniejszy, a solidniejszy niemal automatycznie oznacza lepszy. Metal wzbudza większe zaufanie niż plastik. Duża soczewka przednia wygląda bardziej profesjonalnie niż mały element optyczny ukryty w składanym tubusie.

Tyle że to nie materiał obudowy odpowiada za jakość obrazu. Nikkor Z DX 16-50mm F3.5-6.3 VR waży zaledwie 135 gramów. Po złożeniu staje się tak niewielki, że Nikon Z fc można zabrać ze sobą praktycznie bez zastanowienia. Jego konstrukcja optyczna obejmuje dziewięć soczewek w siedmiu grupach, w tym jedną soczewkę ED i cztery elementy asferyczne. Obiektyw oferuje również stabilizację VR o deklarowanej skuteczności do 4,5 stopnia oraz minimalną odległość ostrzenia sięgającą 20 centymetrów. Trudno powiedzieć, że jest to imponujący przedmiot. Znacznie łatwiej powiedzieć, że jest to bardzo dobrze zaprojektowane narzędzie.

Nikkor Z DX 16-50 mm, czyli obiektyw, który znika na aparacie
Zakres 16-50 mm na matrycy DX odpowiada mniej więcej kątom widzenia obiektywu 24-75 mm w aparacie pełnoklatkowym. To klasyczny zakres spacerowy. Od szerokiego kadru przez naturalną perspektywę aż po krótkie tele, które można wykorzystać do portretu, detalu albo uporządkowania miejskiego krajobrazu.
Nie jest to zoom spektakularny. Nie oferuje ekstremalnie szerokiego kąta ani dużego zbliżenia. Nie ma też stałego światła. Przy najdłuższej ogniskowej maksymalny otwór przysłony wynosi F6.3, więc trudno uznać go za idealne narzędzie do fotografowania nocą albo do budowania kadrów opartych na bardzo małej głębi ostrości. Jego największą zaletą jest jednak to, że niemal nie istnieje.

Po złożeniu tworzy z Nikonem Z fc niewielki zestaw, który można wrzucić do torby obok rzeczy niezwiązanych z fotografią. Nie wymaga osobnego plecaka, przygotowań ani podejmowania decyzji, czy na pewno warto zabierać sprzęt. Jest wystarczająco szeroki do fotografowania wnętrz, architektury i miejskich scen, a jednocześnie pozwala podejść bliżej do człowieka bez wchodzenia mu aparatem w twarz.
Jakość obrazu jest przy tym wyraźnie lepsza, niż sugerowałyby jego rozmiary i typowo kitowa metryka. W centrum kadru obiektyw jest ostry już od otwartej przysłony. Po lekkim domknięciu dobrze radzi sobie również na obrzeżach. Kolory pozostają czyste, kontrast jest przyzwoity, a korekcje programowe aparatu skutecznie zajmują się częścią wad geometrycznych.
Można narzekać, że współczesny obiektyw korzysta z cyfrowej korekcji dystorsji i winietowania. Można też po prostu robić zdjęcia. To nie jest szkło stworzone do fotografowania tablic testowych. Jest stworzone do tego, żeby mieć je przy sobie wtedy, gdy wydarzy się coś wartego sfotografowania.

Nikkor Z DX 50-250 mm, czyli plastikowa luneta
Drugi zoom wygląda trochę poważniej, ale nadal pozostaje zaskakująco lekki jak na oferowany zakres. Nikkor Z DX 50-250mm F4.5-6.3 VR obejmuje kąty widzenia odpowiadające mniej więcej zakresowi 75-375 mm w aparacie pełnoklatkowym. To ogromna różnica względem podstawowego zoomu.
Nagle Nikon Z fc przestaje być wyłącznie niewielkim aparatem spacerowym. Można nim fotografować wydarzenia, sport amatorski, detale architektury, krajobraz, zwierzęta, ptaki siedzące na pobliskich drzewach albo ludzi znajdujących się po drugiej stronie ulicy. Dłuższa ogniskowa pozwala nie tylko przybliżyć obiekt, ale także świadomie kompresować perspektywę i upraszczać kadr.
Konstrukcja optyczna 50-250 mm składa się z szesnastu soczewek w dwunastu grupach i zawiera jeden element ze szkła ED. Obiektyw ostrzy od 50 centymetrów przy krótszych ogniskowych, ma bezgłośny napęd autofokusa, stabilizację obrazu i składany tubus ułatwiający transport.

Ponownie nie zachwyca światłem. Przysłona F6.3 na końcu zakresu oznacza, że przy słabszym oświetleniu czułość ISO szybko zacznie rosnąć. Stabilizacja pomaga utrzymać nieruchomy kadr, ale nie zamrozi ruchu człowieka, psa ani ptaka. Fizyki nie da się całkowicie ominąć. W dobrym świetle 50-250 mm potrafi jednak generować obrazy, których trudno byłoby się spodziewać po niedrogim teleobiektywie dodawanym do zestawu. Ostrość w znacznej części zakresu jest bardzo dobra, a przy 250 mm pozostaje wystarczająca nawet do fotografowania drobnych detali. Autofokus pracuje szybko i cicho, a niewielka masa sprawia, że obiektyw nie zmienia aparatu w ciężki zestaw wymagający specjalnego transportu.
Najważniejsze jest jednak to, że ten zoom daje realną możliwość fotografowania rzeczy, do których wcześniej nie można było podejść.

Od 24 do 375 mm bez dramatu
Oba obiektywy tworzą zakres odpowiadający mniej więcej 24-375 mm dla pełnej klatki. Jedyną przerwą w fotografowaniu jest tutaj właściwie moment potrzebny na zmianę szkła. Na krótszym końcu można fotografować krajobraz, wnętrza, architekturę i sceny uliczne. W środku zakresu znajdują się naturalne ogniskowe do codziennej fotografii i portretu środowiskowego. Dalej zaczyna się teleobiektyw, który pozwala izolować fragmenty przestrzeni, obserwować wydarzenia z dystansu i szukać obrazów niewidocznych gołym okiem.
Nikon sam przedstawia zestaw 16-50 mm oraz 50-250 mm jako połączenie obejmujące kąty widzenia od szerokiego planu po teleobiektyw. W systemie DX zakres obu szkieł odpowiada około 24-375 mm w formacie małoobrazkowym. Nie oznacza to oczywiście, że dwoma niedrogimi zoomami można zastąpić wszystkie obiektywy świata. Jasna stałka nadal będzie lepszym wyborem do fotografowania w ciemności. Obiektyw makro zaoferuje większą skalę odwzorowania. Profesjonalny zoom F2.8 zapewni lepszą separację planów, większą odporność mechaniczną i wygodniejszą pracę w trudnych warunkach.
Pytanie brzmi jednak inaczej: jak często naprawdę potrzebujemy tych możliwości?

Nikon Z fc pasuje do tej filozofii
Sam Nikon Z fc jest aparatem zbudowanym wokół pewnego paradoksu. Z jednej strony odwołuje się do analogowej przeszłości marki, przede wszystkim do Nikona FM2. Ma klasyczne logo, osobne pokrętła czasu migawki, ISO i kompensacji ekspozycji, okrągły okular wizjera oraz stylistykę aparatu mechanicznego. Z drugiej strony jest nowoczesnym bezlusterkowcem z matrycą DX, autofokusem wykrywającym twarze i oczy, ruchomym ekranem oraz możliwością nagrywania filmów.

Matryca Nikona Z fc ma około 20,9 megapiksela, a stylistyka i układ elementów sterujących zostały bezpośrednio zainspirowane Nikonem FM2 z początku lat osiemdziesiątych. To nie jest aparat projektowany jako bezwzględnie najlepsza maszyna do każdego rodzaju fotografii. Jego ergonomia bez dodatkowego uchwytu nie każdemu przypadnie do gustu, szczególnie podczas pracy z większym obiektywem. Korpus nie ma również stabilizowanej matrycy.
Zestawienie go z lekkimi zoomami DX ma jednak sens. Aparat zachowuje niewielkie rozmiary, a stabilizacja znajduje się w obu obiektywach. Fizyczne pokrętła zachęcają do świadomej kontroli ekspozycji, natomiast zoomy pozwalają skupić się na kadrowaniu bez zastanawiania się, którą stałkę należało zabrać. Z fc jest stylizowany na aparat z czasów, gdy sprzętu było mniej. Dwa kitowe zoomy pozwalają choć trochę zbliżyć się do sposobu pracy, w którym fotograf nie musi codziennie projektować swojego systemu od nowa.

Obiektyw kitowy nie musi być karą
Przez lata określenie „kitowy” było niemal obelgą. Kit oznaczał obiektyw dodany do aparatu wyłącznie po to, żeby klient mógł zacząć robić zdjęcia. Zwykle plastikowy, ciemny i optycznie przeciętny. Pierwszą radą udzielaną nowemu fotografowi była często sugestia, aby jak najszybciej go wymienić. Problem polega na tym, że taka rada nie zawsze dotyczyła realnych potrzeb fotografującej osoby. Często wynikała z utrwalonego przekonania, że obiektyw dołączany do zestawu z definicji jest niewystarczający.
Nikkory Z DX 16-50 mm i 50-250 mm pokazują, jak bardzo zmieniły się współczesne konstrukcje kitowe. Ich obudowy nadal zdradzają budżetowe pochodzenie, ale optyka nie zachowuje się jak przypadkowy dodatek do aparatu. Oba szkła oferują dobrą ostrość, sprawny autofokus i użyteczną stabilizację. Są też wystarczająco małe, by ich obecność nie zniechęcała do zabrania aparatu. Nie mają ekscytować właściciela podczas oglądania ich na półce. Mają działać.

Antidotum na GAS?
GAS rzadko wynika z tego, że posiadany aparat rzeczywiście uniemożliwia wykonanie zdjęcia. Znacznie częściej pojawia się wtedy, gdy fotografowanie staje się trudne, monotonne albo nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Zakup nowego sprzętu daje wówczas natychmiastowe poczucie ruchu. Nawet jeżeli nie rozwijamy własnego języka wizualnego, przynajmniej zmieniamy korpus, obiektyw albo system.
Dwa kitowe zoomy nie są cudownym lekarstwem. Nie zatrzymają człowieka, który naprawdę chce kupić kolejne szkło. Mogą jednak usunąć jedno z najczęstszych usprawiedliwień: brak odpowiedniej ogniskowej. Mając zakres od szerokiego kąta do mocnego tele, trudno powiedzieć, że nie da się zrobić zdjęcia, ponieważ potrzebny był jeszcze jeden obiektyw. Można natomiast odkryć, że ograniczeniem nie jest sprzęt, lecz światło, miejsce, cierpliwość, pomysł albo gotowość do wyjścia z domu. I właśnie tutaj zaczyna się fotografia.

Czego w tym zestawie brakuje?
Przede wszystkim światła. Oba zoomy są ciemne, szczególnie przy dłuższych ogniskowych. W pochmurny dzień nie stanowi to dużego problemu, ale we wnętrzach i po zmroku szybko pojawi się konieczność korzystania z wysokich czułości ISO. Fotografowanie dynamicznych scen w słabym świetle będzie znacznie trudniejsze niż przy użyciu jasnej stałki albo zoomu f/2.8.
Trudniej będzie również osiągnąć bardzo małą głębię ostrości. Teleobiektyw pozwala oddzielić postać od tła dzięki długiej ogniskowej i odpowiedniemu dystansowi, ale efekt nie będzie taki sam jak w przypadku jasnego obiektywu portretowego.
Konstrukcja mechaniczna także ma swoje ograniczenia. Plastikowe bagnety i lekkie tubusy nie są stworzone do brutalnej, zawodowej eksploatacji. Obiektywy nie dają poczucia obcowania z przedmiotem luksusowym. Składany mechanizm wymaga dodatkowego obrotu pierścienia przed rozpoczęciem fotografowania. Są to jednak wady, które można zaakceptować, szczególnie gdy uwzględnimy rozmiary, masę i cenę całego zestawu.

Jedna dodatkowa stałka i koniec
Gdybym miał rozbudować ten komplet, nie szukałbym od razu kolejnych zoomów. Dołożyłbym jeden niewielki, jasny obiektyw na wieczór. Nikkor Z 40 mm F2, Nikkor Z DX 24 mm F1.7 albo inna kompaktowa stałka w ulubionym zakresie mogłaby uzupełnić zestaw tam, gdzie oba zoomy zaczynają przegrywać ze światłem.
Nie chodzi jednak o zbudowanie kolejnej kolekcji. Dwa kitowe zoomy odpowiadają za większość codziennych sytuacji. Jedna jasna stałka zapewnia możliwość fotografowania po zmroku i daje bardziej plastyczny obraz. Razem tworzą system, który można zmieścić w niewielkiej torbie i przestać o nim myśleć. Być może właśnie tak powinien wyglądać rozsądny zestaw fotograficzny. Nie jako katalog wszystkich możliwości, lecz jako kilka narzędzi, które znamy wystarczająco dobrze.

Święty spokój nie wygląda profesjonalnie
Nikon Z fc z obiektywami 16-50 mm i 50-250 mm nie jest zestawem, którym łatwo zaimponować osobom interesującym się sprzętem. Plastikowe zoomy nie wzbudzają zazdrości. Nie mają czerwonych pierścieni, metalowych tabliczek ani parametrów, które dobrze wyglądają w internetowej stopce. Ich przewaga ujawnia się dopiero podczas fotografowania.
Zestaw jest lekki. Zakres ogniskowych ogromny. Jakość optyczna znacznie lepsza, niż sugerowałyby cena i konstrukcja. Stabilizacja pomaga w codziennej pracy, a niewielkie rozmiary sprawiają, że aparat rzeczywiście można mieć przy sobie. Nie jest to system dla osoby, która zawsze potrzebuje najlepszego możliwego narzędzia do konkretnego zadania. Jest to system dla kogoś, kto chce przestać codziennie zastanawiać się nad narzędziami.
Nikkor Z DX 16-50mm F3.5-6.3 VR nie jest najbardziej ekscytującym standardowym zoomem świata. Nikkor Z DX 50-250mm F4.5-6.3 VR nie jest profesjonalnym teleobiektywem. Nikon Z fc nie jest najbardziej zaawansowanym korpusem systemu Z. Razem tworzą jednak aparat obejmujący niemal wszystko, co można spotkać podczas zwykłego dnia. I być może prawdziwym luksusem nie jest dziś posiadanie kolejnego obiektywu. Być może jest nim świadomość, że ten, który mamy założony, w zupełności wystarczy.


























