Wymień lub sprzedaj sprzęt fotograficzny
|
Złóż zapytanie o wniosek ratalny w Interfoto.eu

Panasonic Lumix LX-15 – ile to 1 cal? Czy wolę swojego smartfona? Czy MOS jest trochę jak CCD? 

W segmencie aparatów kompaktowych dla mnie zawsze liczyły się tylko te konstrukcje, które mogły pochwalić się matrycami, co najmniej formatu APS-C. Lumix LX-15 nie należy do tej kategorii i jest aparatem, który będzie dla mnie formą dania szansy segmentowi aparatów z matrycami o wymiarach 1-ego cala. 

No właśnie. Zacznijmy tutaj od samych wymiarów matrycy, które wynoszą 13.2 x 8.8 mm, czyli 1.32 x 0.88 cm. Zarówno przekątna jak i pole matrycy nie zbliżają  się nawet do wartości 1. cala, za którą uznaje się 2,54 centymetry. Chwyt marketingowy? Być może. Z tym, że taką praktykę i nomenklaturę przyjęły również inne firmy, które od wielu lat używają tego określenia w stosunku do swoich sprzętów. Patrz cała linia aparatów Sony RX100

W tej recenzji pozwolę sobie używać określenia 1. calowce, chociaż jak widzicie nie do końca jest ono bliskie rzeczywistości. Zatem Panasonic Lumix LX-15 wyposażony jest w matrycę MOS formatu 4:3 o rozdzielczości 20.1 Mpx i wymiarach 13.2 x 8.8 mm. Tutaj należy zrobić kolejna pauzę, gdyż możecie zastanawiać się czym jest matryca MOS i czy nie chodziło o CMOS’a. Otóż nic bardziej mylnego i matryca MOS została opracowana przez firmę Panasonic i ma charakteryzować się działaniem w aspekcie czułości podobnym do matryc CCD, gdyż pojedynczy piksel zawiera tak samo dużo powierzchni czynnej jak w sensorach CCD, a odczyt danych jest tak samo szybki jak w CMOS’ach oferowanych w czasie, gdy MOS’y pojawiły się na rynku

Czy zatem w moje ręce trafiła bardzo ciekawa perełka, z której wybitnie będę zadowolony? Czy wolę zdjęcia robione swoim flagowym smartfonem Apple iPhone 15 Pro? Uwaga spoiler: nie wolę. Zatem kontynuując:

Matryca o takiej rozdzielczości i właściwości optycznej wymaga zatem co najmniej przyzwoitej optyki, która w pełni wykorzysta walory zamontowanego w aparacie Lumix LX-15 sensora. Właśnie taką optykę zaoferowała nam tutaj firma Panasonic we współpracy z niemiecką Leicą. Mianowice otrzymujemy zmiennoogniskowy, bardzo jasny obiektyw Leica DC Vario 8.8-26.4mm F1.4-F2.8 Aspherical, który jest po prostu przyzwoity i stanowić ma odpowiednik reporterskiego 24-72mm. Nie ma tu fajerwerków, ani niebotycznych osiągów, a jasność F1.4 mamy tylko na najszerszym końcu szkła, ale ważne że jest ona obecna w ilości wystarczającej. 

Ostrość obiektywu określiłbym jako przyzwoitą, ale naprawdę nie spodziewajcie się efektu wow, bo go tu nie znajdziecie. W kwestii aberracji jest całkiem okej, gdyż występują one w stopniu średnim, ale prosta korekcja w programie graficznym pozwoli na ich łatwe wyeliminowanie. Winietą jest obecna, ale mi jakiś szczególnie nie przeszkadzała. Co ciekawe to dystorsje w przypadku tego szkła są znikome, ale rzecz inaczej się ma w przypadku flar, a tych znajdziemy co niemiara. Szczególnie uciążliwe potrafią być przy F11, aczkolwiek jeśli już jesteśmy świadomi tej wady to możemy ją wykorzystać na naszą korzyść.

Jeśli chodzi zaś o ogólne wrażenia z użytkowania i finalny werdykt to w kwestii jakości obrazu byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewałem się dobrych rezultatów, a jednak. Zarówno w kwestii kolorów jak i ogólnego odbioru obrazka muszę przyznać, że Panasonic Lumix LX-15 to przyzwoity sprzęt za bardzo przyzwoite pieniądze. Wszelkie oferowane przez niego funkcje działają i to dobrze. Jeśli potrzebowałbym kiedykolwiek kompaktowego sprzętu, który nie zawiódłby mnie w żadnej sytuacji i pokrył kilka ogniskowych, a do tego zapewnił kilka godzin bezproblemowej pracy na baterii lub służył jako daleki backup dla mojej toksycznej miłości X1DII to z pewnością zwróciłbym wzrok ku aparatowi Lumix LX-15. Myślę, że dla kogoś kto zaczyna swoją przygodę i chce mieć aparat zawsze przy sobie, a jednocześnie nie dźwigać zbędnych kilogramów to taki kompakt może być całkiem zacnym rozwiązaniem. 

Zdjęcia przykładowe 2048px wykonane aparatem Panasonic Lumix LX-15

Z kolei szerzej na pytanie czy wolę swojego smartfona odpowiem, że absolutnie nie w przypadku fotografii. Telefon to moje narzędzie pracy i doskonale sprawdza się w przypadku telefonowania, obsługi social media, nagrywania pionowych kadrów na stories, ale póki co absolutnie nie jest w stanie zastąpić mi uczucia fotografowania aparatem. Może zbyt romantyzuje sam akt fotografii i fotografowania, ale dla mnie zdjęcia to emocje, a fotografując telefonem ich kompletnie nie jestem w stanie poczuć i nawet w przypadku tak prostego kompaktu jak Lumix LX-15 dźwięk migawki, czy fizyczny spust uruchamia w mojej głowie procesy odpowiedzialne za wyrzut jakichś substancji do mózgu i dla mnie to ma wartość i znaczenie. Można mówić, że „najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie” i ja to doskonale rozumiem, bo już od kilku lat codziennie mam przy sobie mój aparat fotograficzny zawieszony na szyi i tak razem przemierzamy świat niezależnie czy był to Canon, Nikon, Sony, Leica czy Hasselblad. Mając przy sobie właśnie ten sprzęt nigdy nie pomyślałem, żeby zrobić zdjęcie smartfonem, bo nim to mogę co najwyżej cyknąć fotkę i choć na koniec dnia nie ma dla mnie znaczenia czym zostało zrobione dane zdjęcie, jeśli mnie porusza to naprawdę ma dla mnie znaczenie czym ja zrobiłem to zdjęcie i jakie emocje mi towarzyszyły, gdy je wykonywałem.

Robert Karaś
Robert Karaś

Oderwany od rzeczywistości fotograf szuka nowych światów, eksploruje je i eksponuje za pomocą fotografii zarówno ukochanej czarno-białej jak i barwnej.
Przeżywa fascynację cyfrowym średnim-formatem, który namiętnie wykorzystuje do realizowania swoich wizji, ale nadal wzdycha do unoszącego się zapachu wywoływacza i wielkoformatowych odbitek.

Artykuły: 325

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *