Dwie “pięćdziesiątki-jeden-dwa” Nikona: więcej różnic niż podobieństw

O ile w niektórych kontekstach nadmiar opcji jest przytłaczający i nie służy podejmowaniu właściwych decyzji, w sprzęcie fotograficznym zawsze lepiej jest mieć więcej alternatyw pozwalających nam dobrać zestaw na miarę swoich potrzeb i możliwości. W przypadku bezlusterkowców, dzięki możliwości zaadaptowania właściwie każdego obiektywu uzyskujemy teoretycznie nieomal nieograniczony wybór optyki.

Paleta pełnoklatkowej optyki natywnej do systemu Nikon Z powoli się rozrasta; poza serią stałek o jasności f/1,8 (Nikkor Z 20 mm f/1,8 S, Nikkor Z 24 mm f/1,8 S, Nikkor Z 35 mm f/1,8 S, Nikkor Z 50 mm f/1,8 S, Nikkor Z 85 mm f/1,8 S) i zoomami o jasności f/4 (Nikkor Z 14-30 mm f/4 S, Nikkor Z 24-70 mm f/4 S) oraz „spacerzoomem” Nikkor Z 24-200 mm f/4-6.3 VR, które mają ceny do przełknięcia chociaż już wchodzące w zakres, który może odbić się czkawką, Nikon oferuje „Świętą  Trójcę” zawodowych zoomów o jasności f/2,8 (Nikkor Z 14-24 mm f/2,8 S, Nikkor Z 24-70 mm f/2,8 S, Nikkor Z 70-200 mm f/2.8 VR S), które mają już iście zawodowe ceny oraz aż dwa jasne obiektywy standardowe: bardzo jasny Nikkor Z 50 mm f/1,2 S cenowo zbliżony do „Świętej Trójcy” oraz super jasny Nikkor Z 58 mm f/0,95 S Noct, którego cena może wymagać sprzedaży nerki.

Umieszczony pod względem jasności między 50 mm f/1,8 a 58 mm f/0,95, Nikkor Z 50 mm f/1,2 nadal kosztuje więcej niż przeciętny amator może w granicach rozsądku wydać. To obiektyw dla zawodowca, który potrafi wykorzystać jego zalety dla wykonania płatnego zlecenia w sposób niemożliwy do zrobienia inną optyką, lub dla bogatego snoba. Czy zatem istnieje jakaś tańsza alternatywa?

Niewiele osób wie, że Nikon nadal ma w ofercie obiektyw o ogniskowej 50 mm i jasności f/1,2, który po raz pierwszy pojawił się na rynku w roku 1978, czyli jest w produkcji od 43 lat!. Jest to obiektyw z ręcznym ustawianiem ostrości, pierwotnie w wersji Ai a potem AiS w mocowaniu Nikon F, co oznacza, że można go założyć na każdą lustrzankę Nikona wyprodukowaną od roku 1959 – oczywiście z różnymi ograniczeniami. Ma nawet słynne “królicze uszy”  do sprzęgania ze światłomierzem wczesnych lustrzanek. Poprzez Adapter Nikon FTZ, czy inny pasywny adapter Nikon F – Nikon Z, można go założyć na bezlusterkowce Nikon Z. Jest przy tym kilkukrotnie tańszy od nowego Nikkora Z 50 mm f/1,2 S. Pomyślałem zatem, dlaczego nie spróbować go użyć na Z6?

I na samym wstępie muszę postawić sprawę jasno: AiS Nikkor 50 mm f/1,2Nikkor Z 50 mm f/1,2 S mają trzy zasadnicze wspólne parametry: są pełnoklatkowe, mają ogniskową 50 mm i jasność f/1,2, ale poza tym trudno o dwa bardziej odmienne obiektywy. Pod względem korekcji różnych wad optycznych, Nikkor Z 50 mm f/1,2 S to obiektyw bardzo bliski doskonałości: jest świetny już przy pełnym otworze przysłony a przymykanie tylko jeszcze nieco bardziej go do tej doskonałości zbliża. Można powiedzieć, że zachowuje jednolity charakter w całym zakresie przysłon. Skomplikowana konstrukcja optyczna: 17 soczewek w 15 grupach – w tym 2 soczewki ED i 3 soczewki asferyczne –  bardzo dobrze koryguje aberrację chromatyczną, sferyczną, komatyczną, krzywiznę pola, zapewnia już od pełnego otworu jednolitą jakość od środka do brzegów kadru oraz – przy współudziale mechanizmu przysłony o 9 zaokrąglonych listkach – generuje bardzo ładne, płynne boke. Na dodatek obiektyw ma wydajny silnik samoczynnego ustawiania ostrości.

To zdjęcie nawiązuje do tego, że nasz świat stoi od ponad roku na głowie

AiS Nikkor 50 mm f/1,2 to zupełnie inna para kaloszy: 7 w 6 grupach i klasyczna sferyczna konstrukcja sprawia, że obiektyw diametralnie zmienia charakter zależnie od otworu przysłony. Przy pełnym otworze widać efekt nieskorygowanych wad optycznych, szczególnie aberracji sferycznej i chromatycznej, widać zafarby, poświatę,  krzywiznę pola, gorszą jakość na brzegach niż w środku kadru a boke zależy of charakteru tła, światła czy odległości fotografowania i częściej jest chropowate, “charakterne” niż płynne. No i oczywiście ostrość trzeba ustawić ręcznie.

Jednym słowem: obraz między f/1,2 a f/1,4 jest – dla jednych – z charakterem a dla innych niezadowalającej jakości. Niezwykłe jest to jak ogromną różnicę czyni przymknięcie obiektywu do f/2 czyli o 1 i 1/3 działki. Wady optyczne zostają bardzo zredukowane i nagle obiektyw zaczyna się robić bardzo dobry technicznie a dalej jest jeszcze lepiej. Zatem AiS 50 mm f/1,2 ma dwoistą naturę: ma zdecydowany charakter przy dużych otworach przysłony, a po przymknięciu staje się bardzo dobrym technicznie, nieźle skorygowanym – aczkolwiek nigdy nudnym – obiektywem.

Przy okazji testowania AiS Nikkora 50 mm f/1,2 na Nikonie Z6, nie omieszkam po raz kolejny skrytykować Nikona za adapter FTZ. Mimo rozczarowania tym faktem, mogę się pogodzić z brakiem w FTZ silnika napędzającego śrubokretowy autofokus wczesnych AF Nikkorów. Rozumiem, że firmie zależało na natychmiastowym ułatwieniu użytkownikom najnowszych lustrzanek cyfrowych i obiektywów z silnikami autofokusa przejścia na bezlusterkowce a zrobienie adaptera z własnym silnikiem wymagałoby znacznie większych nakładów prac badawczo-rozwojowych i finansowych, co przełożyłoby się również na wyższą cenę adaptera.

Ale skoro w menu bezlusterkowców serii Z jest możliwość zapisania danych obiektywów pozbawionych mikroprocesora (CPU), spodziewałbym się, że manualne obiektywy mogą pracować na “zetkach” tak samo jak na lustrzankach cyfrowych Nikona z takąż właśnie opcją menu. W lustrzankach odbywa się to tak, że po wybraniu danych używanego obiektywu pomiar światła odbywa się zawsze przy w pełni otwartej przysłonie, natomiast zmiana przysłony na pierścieniu jest odczytywana przez “wahacz” w aparacie i tym samym  aparat wyświetla prawidłowo aktualnie wybraną liczbę przysłony. Niestety FTZ nie ma wahacza przysłon, zatem w wizjerze nie wyświetla wartości przysłony – zawsze pokazuje się symbol “F–“. a pomiar odbywa się przy przysłonie roboczej. Wniosek jest taki, że dane obiektywów bez CPU są wykorzystywane w “zetkach” głównie przez system stabilizacji matrycy no i oczywiście znajdują się w EXIF, ale tam jest tylko ogniskowa i jasność obiektywu ale nie ma faktycznie użytego otworu przysłony.

Gabarytowo to również dwa światy: Nikkor Z 50 mm f/1,2 S ma wymiary 89,5 mm x 150,5 mm, waży 1090 g i stosuje piekielnie drogie filtry o średnicy 82 mm; AiS Nikkor 50 mm f/1,2 ma wymiary 68,6 mm x 48,3 mm, waży 359 g i stosuje filtry 52 mm, które – nawet najlepszej klasy – mają ceny do przyjęcia. Mechanicznie AiS wygrywa w cuglach. Owszem według dzisiejszych standardów Nikkor Z 50 mm f/1,2 S jest świetnie zbudowany i ma uszczelnienia, których brakuje w staruszku serii AiS, ale ma też znacznie więcej powodów, aby takie uszczelnienia posiadać: mieści mnóstwo delikatnej elektroniki, silniki krokowe, i ma wyświetlacz OLED. Jest tu sporo rzeczy wrażliwych na wilgoć i kurz. Manualny Nikkor 50 mm f/1,2 jest na rynku od 43 lat i egzemplarze z początku produkcji   – jeśli nie rzucano nimi o beton i dbano o nie w normalny sposób – pracują nadal bez zarzutu. Czy za 43 lata nadal będą działały silniki w Nikkorze Z? Bo jeśli nie to obiektyw będzie bezużyteczny – nie ma co liczyć na tak długie wsparcie serwisowe a z padniętym silnikiem nie można w nim nawet ręcznie ustawić ostrości, bo ręczne ostrzenie jest obsługiwane przez ten sam silnik, który realizuje samoczynne ustawianie ostrości. Czy wyświetlacz wytrzyma tyle lat? Może tak, ale myślę, że prędzej ktoś go stłucze przez nieostrożność’ Wytarcie się skali odległości na metalowym pierścieniu manualnego Nikkora uważam za statystycznie znacznie mniej prawdopodobne niż uśmiercenie wyświetlacza OLED.

Dane techniczne:

Mocowanie: Bagnet Nikon F

Ogniskowa: 50 mm

Zakres przysłon: f/1,2-f/16

Przysłona: 9-listkowa wielokątna

Format: Pełna klatka/film formatu 135

Kąt widzenia (pełna klatka): 46°

Liczba soczewek/grup: 7/6

Minimalna odległość ustawiania ostrości: 0,5 m

Ustawianie ostrości: Ręczne

Średnica mocowania filtrów: 52mm

Wymiary (średnica x długość): 68,6 mm x 48,3 mm

Waga: 359 g

A teraz trochę obowiązkowych nudnych zdjęć testowych białych ścian (winietowanie), kratki (dystorsja) i obrazu olejnego (ostrość) itd. oraz ich równie usypiającej analizy. Dystorsja jest dość duża jak na optykę tej klasy – obiektyw beczkuje na poziomie 1,6%.

Winietowanie jest mocne przy pełnym otworze przysłony (około 2 EV)  i stanowi jedną z cech tej optyki. Znając ten aspekt działania obiektywu można go zaprząc do kreatywnej pracy i wykorzystać do mocniejszego zaakcentowania głównego obiektu w środku kadru. Podobnie jak wiele innych wad optycznych testowanego obiektywu, winietowanie znacznie się zmniejsza po przymknięciu do f/2 a przy f/4 staje się pomijalne.

Winietowanie, f/1,2

Winietowanie, f/2
Winietowanie, f/2,8
Winietowanie, f/4

Jeśli chodzi o pracę pod światło, AiS 50 mm f/1,2 spisuje się świetnie jak na tak stary obiektyw – nie traci kontrastu, natomiast trzeba uważać na mocną flarę pochodzącą od źródła światła znajdującego się poza kadrem  padającego pod pewnymi kątami na wypukłą przednią soczewkę. Czasem osłona przeciwsłoneczna nie wystarcza i trzeba dłonią wysłonić obiektyw w celu zlikwidowania flary; czasem i to nie pomaga i trzeba nieco zmienić kadr.

Flara

Aberracja chromatyczna jest umiarkowana i przy dużych otworach przysłony ma wartość około 1 piksela, przy f/2 zostaje znacznie zredukowana  a przy f/4 prawie całkowicie znika.

Aberracja chromatyczna, f/1,2

Zanim przejdę do omówienia zachowania obiektywu przy pełnym otworze przysłony, muszę powiedzieć, że wieloletnia reputacja tego obiektywu jako najostrzejszej „pięćdziesiątki” Nikon przy przysłonie f/2 jest uzasadniona. W środku obiektyw jest bardzo ostry przy przysłonie f/2 a dalsze przymykanie jeszcze poprawia osiągi, aby osiągnąć rewelacyjne wartości przy f/5,6. Wtedy też brzegi kadru doganiają środek. Kontrast jest  dobry a przenoszenie barw neutralne.

Cały obraz fotografowany w teście ostrości
Środek obrazu, f/1,2
Brzeg obrazu, f/1,2. Silne winietowanie przy pełnym otworze przysłony powoduje, że brzegi są znacznie ciemniejsze od środka.

A teraz cofamy się do pełnego otworu przysłony – bo w końcu kupujemy tak superjasną stałkę po to, aby móc jej czasem używać przy f/1,2. Z powodu dość poważnej aberracji sferycznej przy f/1,2 i f/1,4 kontrast i ostrość są obniżone, chociaż w środku obrazu, czyli tam gdzie zazwyczaj umieszczamy główny obiekt zdjęcia, ostrość jest dość dobra, ale brzegi kadru odstają na minus. Dla osób szukających technicznej perfekcji przy pełnym otworze przysłony to może dyskwalifikować ten obiektyw. Dla mnie spowodowane przez aberrację sferyczną niewielkie zmiękczenie obrazu sprawia, że ten obiektyw jest tak atrakcyjny do robienia portretów czy zdjęć roślinności a winietowanie i miękkie brzegi skupiają uwagę na środku kadru. Zależnie od obiektu zdjęcia, oświetlenia i odległości aberracja sferyczna i komatyczna mogą dawać poświatę i nieco odrealniony obrazek. Mnie to nie przeszkadza, ale rozumiem, że dla wielu użytkowników może to być powód odrzucenia tej optyki jako niedostatecznie dobrej technicznie. Jak już wspomniałem wyżej, przymknięcie do f/2 znacznie redukuje większość wad optycznych obiektywu i czyni go „strawniejszym” z technicznego punktu widzenia.

Środek obrazu, f/2.
Brzeg obrazu, f/2.
Środek obrazu, f/2,8.
Brzeg obrazu, f/2,8.
Środek obrazu, f/4.
Brzeg obrazu, f/4.
Środek obrazu, f/5,6.
Brzeg obrazu, f/5,6.

Jako, że mam prawo do subiektywnych osądów, taki właśnie wypowiem. AiS Nikkor 50 mm f/1,2 to dwa obiektywy w jednym. Ja uwielbiam go za charakter, jaki pokazuje przy przysłonach f/1,2-f/1,4. Połączenie bardzo małej głębi ostrości, ciekawego boke zarówno przed jak i za płaszczyzną ostrości, oraz aberracji chromatycznej, sferycznej i komatycznej daje odrealnione obrazy z silnym uwypukleniem głównego obiektu w środku kadru. Po przymknięciu do f/2 obiektyw znacznie zmienia charakter dzięki redukcji większości wad optycznych i staje się dobry technicznie, a przy f/5,6 jest wręcz znakomity. Charakter przy pełnym otworze przysłony nie jest dla każdego; to raczej pole do popisu dla świadomych wad – i możliwości ich wykorzystania – osób poszukujących optyki wyzwalającej kreatywność. Dla użytkowników systemu Nikon Z potrzebujących „pięćdziesiątki-jeden-dwa” z autofokusem i idealnie skorygowanymi wadami optycznymi przy pełnym otworze przysłony pozostaje Nikkor Z 50 mm f/1,2 S.

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
InterFoto
Wpisów: 218

Zostaw komentarz