Carl Zeiss Sonnar T* 135 mm f/1,8 ZA: zapomniany diament z kilkoma skazami

Zdarzają się obiektywy doskonałe, które nie błyszczą, i obiektywy niedoskonałe, które zachwycają, tak jak są idealni, wyważeni i nudni ludzie oraz ci, których kochamy za niezwykłą mieszankę wspaniałych zalet i okropnych wad. Omawiany dzisiaj obiektyw należy do tej drugiej kategorii. Jego niegdyś unikatowe połączenie ogniskowej, jasności i optycznej doskonałości poszło w zapomnienie, ponieważ wywodzi się z systemu lustrzanek Minolta/Sony, który odchodzi w przeszłość, a ponadto przyćmiła go perfekcja optyki Sigmy z serii Art i wyższość technologiczna optyki Sony serii G Master o podobnych parametrach. Ale skoro nadal można go kupić – a nawet jeśli ktoś nie chce wchodzić w system niszowy z bagnetem Sony A, da się go zamocować poprzez adapter na bezlusterkowcach Sony E – nie zapominajmy o nim.

Po przejęciu fotograficznego biznesu i spuścizny firmy Minolta w roku 2006, Sony wypuściło swoją pierwszą lustrzankę cyfrową, a100 z mocowaniem A, a w październiku tegoż roku obiektyw Carl Zeiss Sonnar T* 135 mm ƒ/1,8 ZA, który wysoko ustawił poprzeczkę jeśli chodzi o oczekiwania wobec kierunku rozwoju systemu, Nie dość, że był pełnoklatkowy, pomimo że system nie oferował wtedy żadnego pełnoklatkowego aparatu cyfrowego, to jeszcze – pomijając dawne konstrukcje Pentaksa, Sigmy i Soligora – był najjaśniejszym nowoczesnym obiektywem w swojej klasie o ogniskowej 135 mm i na dodatek okazał się optyczną perełką.

Zaprojektowany przez Carl Zeiss a sprzedawany przez Sony, obiektyw Sonnar T* 135 mm ƒ/1,8 ZA to kawał solidnej roboty inżynierskiej. Obiektyw jest duży i ciężki przy czym większość masy jest skupiona z przodu. Połączenie z niewielkim korpusem bezlusterkowca Sony a7R II poprzez adapter LA-EA4 jest niezbyt wygodne w użytkowaniu. Dla przypomnienia, LA-EA4 to adapter wyposażony w silnik, moduł autofokusa i półprzepuszczalne lustro, bo tylko taka kombinacja umożliwia samoczynne ustawianie ostrości na bezlusterkowcach Sony – obiektyw nie ma własnego silnika i polega na napędzie „śrubokrętowym”. I właśnie to stanowi największą słabość obiektywu i źródło szeregu frustracji i rozczarowań dla zainteresowanych nim posiadaczy modeli serii Sony a7; ale o tym później.

Obudowa jest zrobiona głównie z metalu, i tylko kilka elementów – takich, jak pierścień ustawiania ostrości czy mocowanie filtrów – wykonano z twardego tworzywa. Skala odległości osadzona pod okienkiem jest wyskalowane zarówno w metrach jak i stopach; skala głębi ostrości ma oznaczenie wyłącznie dla przysłony f/22 i nie umieszczono znacznika dla podczerwieni. Na tubusie znalazł się jeszcze guzik, który może spełniać rolę albo przycisku blokady ostrości albo przymykania przysłony do wartości roboczej. Pierścień ręcznego ustawiania ostrości jest szeroki i wymaga obrotu o około 120 stopni dla przeostrzenia w pełnym zakresie, przy czym możliwe jest ustawienie nieco poza nieskończoność. Limit zakresu odległości z obydwu skrajnych końców jest łatwo wyczuwalny. Przejście w tryb ręczny z autofokusa wymaga dokonania odpowiedniej zmiany w aparacie z wyjątkiem trybu DMF, w którym po zakończeniu samoczynnego ustawiania ostrości pierścień zostaje od razy zasprzęglony i umożliwia coś na kształt operacji „Full-time manual” znanej choćby z obiektywów Canona. W trybie ręcznym praca pierścienia jest odpowiednio wytłumiona i zapewnia wysoką precyzję pracy. Dołączona aluminiowa osłona przeciwsłoneczna jest mocowana bagnetowo, zapewnia doskonałą ochronę przedniej soczewki przed zaświetleniem i jest świetnie wyczerniona wewnątrz. Średnica mocowania filtrów to 77 mm.

Pomimo upływu lat, ostrość to nadal mocny punkt obiektywu. Chociaż głębia ostrości jest wtedy papierowa, przy trafieniu z ustawieniem, obraz jest bardzo ostry w środku i ostry na brzegach już od pełnego otworu przysłony, który tym samym umożliwia uzyskanie świetnego oddzielenia wybranego przez fotografującego obiektu od tła. Podkreślam kwestię trafienia z ostrością, bo system autofokus adaptera LA-EA4 jest dość antyczny według dzisiejszych standardów i odbija się to zarówno na szybkości, jak i dokładności samoczynnego ustawiania ostrości. W każdym razie nieco słabsze brzegi zaczynają dorównywać środkowi pod względem ostrości już przy f/2, natomiast uzyskanie znakomitej ostrości na całej powierzchni kadru wymaga przymknięcia do f/4,5. Przy przysłonie f/11 dyfrakcja pogarsza ostrość, więc przymykanie obiektywu poza f/8 nie ma sensu. Nie zawahałbym się użyć obiektywu do komercyjnych portretów przy przysłonie f/1,8, bo ostrość jest wtedy absolutnie wystarczająca.

Obiektyw został zoptymalizowany do pracy przy dużych otworach przysłony również pod względem aberracji chromatycznej i użycie w konstrukcji optycznej dwóch soczewek ze szkła o superniskiej dyspersji prawie całkowicie eliminuje poprzeczną aberrację chromatyczna, ale w przypadku podłużnej sztuka nie do końca się udała inżynierom – tragedii nie ma, ale w tej klasie obiektywów mogło być lepiej.

Winietowanie na pełnej klatce jest widoczne przy przysłonach f/1,8-f/2, zmniejsza się znacznie przy f/2,8 i praktycznie znika od f/4. Przy portretach winietowanie rzadko jest problemem, a czasem wręcz pomaga, jeszcze bardziej wydobywając obiekt główny z tła. Osoby bardzo dociekliwe mogą dopatrzyć się śladów dystorsji poduszkowatej, ale jest ona minimalna.

Samoczynne ustawianie ostrości to największa słabość obiektywu z adapterem LA-EA4 na Sony a7R II, z którym go testowałem. Adapter to cały moduł półprzepuszczalnego lustra, autotokusa i silnika z 15 polami AF skupionymi w środku kadru. Śrubokrętowy napęd jest dość głośny, ustawianie ostrości nie jest super wolne, ale do demonów szybkości nie należy, szczególnie w trybie ciągłym, w którym nie nadąża za psem – nawet wolno biegnącym. Ponadto dokładność ustawienia pozostawia sporo do życzenia, niwecząc często nasze wysiłki i nie oddając sprawiedliwości walorom optycznym obiektywu. Wszystko to przez brak wbudowanego silnika. LA-EA4 działa mniej więcej tak samo na każdym korpusie Sony serii a7; za to adapter LA-EA3 pozbawiony silnika, modułu AF i lustra działa i umożliwiający autotokus z obiektywami wyposażonymi we własny silnik działa coraz lepiej z coraz nowszymi generacjami Sony serii a7 bo korzysta z systemu AF aparatu, a ten jest coraz doskonalszy. Oczywiście możemy zamocować testowany tutaj obiektyw na Sony serii a7 poprzez La-EA3, ale ustawianie ostrości jest wtedy zawsze ręczne.

Carl Zeiss Sonnar T* 135 mm f/1,8 ZA nie jest makroobiektywem, ale możliwość ustawienia ostrości już od 72 cm pozwala na wykonywanie zbliżeń roślin. To przydatna cecha tej optyki, chociaż jakość minimalnie spada przy zdjęciach z bardzo bliska ponieważ obiektyw nie ma soczewek szybujących do dokonania odpowiedniej korekcji. Przy okazji warto podkreślić znakomitą jakość bokeh, czyli nieostrości. Nieostre punkty światła są całkowicie okrągłe of przysłony f/1,8 do f/2,8, a rozmycie jest płynne, bez obwódek.

Niestety, testowany tutaj obiektyw – mimo istotnych walorów optycznych – ma ostrą konkurencję i nie mówię tu jedynie o obiektywie Sigma 135 mm f/1,8 DG HSM Art. Konkuruje z nim także obiektyw Sony FE 135 mm f/1,8 G Master z tej samej stajni, znacznie nowocześniejszy, z wbudowanym silnikiem, który tym samym zapewnia znacznie lepszy autofokus a także „doświadczenie użytkownika”. Niemniej jednak, osobom które pracują powoli i z namysłem, gorsze rozwiązanie w zakresie samoczynnego ustawiania ostrości nie będzie przeszkadzać a pancerna konstrukcja mechaniczna i świetna optyka są w stanie zadowolić profesjonalnego, wymagającego użytkownika. Ceny wahają się zazwyczaj od 4900 PLN za obiektyw używany do 7600 PLN za nowy; ta ostatnia plasuje się gdzieś pomiędzy Sigma Art a Sony G Master.

Galeria zdjęć wykonanych obiektywem Carl Zeiss Sonnar T* 135 mm ƒ/1,8 ZA na aparacie Sony a7R II poprzez adapter Sony LA-EA4. Na zdjęciach: Maria Brzezińska, suczka Chmurka, suczka Lara.

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1511

Zostaw komentarz