Dlaczego Panasonic S1/S1R zmienia reguły gry

Wejście Canona i Nikona na rynek pełnoklatkowych bezlusterkowców odbyło się bez oznak entuzjazmu po stronie dwóch gigantów świata sprzętu fotograficznego. To zrozumiałe, bo ten ruch był bardziej wymuszony sukcesami konkurenta, jaki im wyrósł w ciągu kilku lat na rynku pelnoklatkowców z wymienną optyką, czyli firmy Sony, niż spowodowany miłością do chwytania światła pudełkami bez luster. Canon i Nikona mają ogromne doświadczenie w tworzeniu lustrzanek, więc trochę nie po drodze im było z bezzlusterkowcami – również z powodu tego, że tym samym zaczynają tworzyć konkurencję w obrębie własnej oferty – ale Sony postawiło rywali nieco w sytuacji bez wyjścia. Za to wejście firmy Panasonic do ligi pełnoklatkowych bezlusterkowców jest pełne werwy i wnosi świeży powiew do tej kategorii. W pewnym sensie Panasonic stworzył aparaty, które mogą być lepszą alternatywą dla lustrzanek Canona i Nikona niż bezlusterkowce tych dwóch firm.

Sony wzięło początkowo rynek szturmem mimo niedociągnięć pierwszej generacji aparatów serii a7, a konkurenci dali firmie kilka lat na ich “wygładzenie”. Cały czas czekaliśmy na odpowiedź “Canikona” (tak Anglosasi nazywają parę najbardziej znanych producentów aparatów fotograficznych), natomiast mało kto spodziewał się, że Panasonic będzie celował w tych samych odbiorców. Pełnoklatkowy bezlusterkowiec z logo Panasonic wydawał się tak samo prawdopodobny jak smartfon Hasselblada – chociaż współpraca z Leiką powinna dać do myślenia. W przeciwieństwie do Canona i Nikona, Panasonic nie musi upośledzać swoich pełnoklatkowych bezlusterkowców tak, aby nie mogły konkurować z własnymi lustrzankami – bo takowych nie produkuje. Z tego samego powodu firma nie starała się na siłę stworzyć bezlusterkowca mniejszego od lustrzanek.

Oczywiście pod pewnym względem Panasonic poszedł szlakiem przetartym najpierw przez Sony a potem utrwalonym przez Nikona, wypuszczając parę aparatów dla dwóch grup użytkowników: o rozdzielczości matrycy 24,2 MP (S1) – głównie dla filmowców, oraz 47,3 MP – dla fotografów portrecistów czy pejzażystów. Ale firma wykorzystała w nowych aparatach to w czym ma ogromne doświadczenie – znakomite rozwiązania w zakresie stabilizacji obrazu oraz wideo. W tych dwóch kwestiach Panasonic spisał się lepiej od Canona, Nikona, a nawet od Sony. Jeśli dotąd podjęcie decyzji, którego pełnoklatkowego bezlusterkowca kupić było trudne, teraz stało się piekielnie trudne.

Nie będę opisywał specyfikacji aparatów S1/S1R, a jedynie zwrócę uwagę na  kilka aspektów ich konstrukcji i funkcjonalności. Wygląda na to, że Panasonic wziął sobie do serca opinie zawodowców bardziej niż Canon i Nikon. Aparat S1/S1R jest dość duży i ciężki i bliżej mu do zawodowych lustrzanek niż bezlusterkowców konkurencji, ale zadbano o to, aby gabaryty przełożyły się na korzyści dla użytkownika. Ergonomia jest znakomita, uchwyt bardzo wygodny i pewny a przyciski są rozmieszczone intuicyjnie i zrobione tak, aby nie można było ich łatwo pomylić. Widać tu mądre myślenie: wygląd jest mniej ważny niż funkcjonalność i ergonomia, bo przecież dobry design to taki, który jest “niewidzialny”, czyli nie wchodzi fotografującemu w paradę w trakcie sterowania aparatem. Chodzi o to, aby użytkownik mając oko przy wizjerze musiał jak najrzadziej odrywać od niego wzrok, a dłonie musiały się jak najmniej przesuwać między kontrolkami, a jeżeli już – żeby to było intuicyjne. Zarówno korpus jak i obiektywy są uszczelnione i zdolne do działania w szerokim zakresie temperatur. I kolejny punkt dla Panasonica w porównaniu z konkurentami ze stajni Canona i Nikona: dwa gniazda kart pamięci (mimo, że kwestionuję wybór dwóch typów kart o różnych maksymalnych prędkościach – SD UHS typ II i XQD).

 

Poza niezwykłą wydajnością redukcji drgań aparatu, stabilizacja matrycy jest wykorzystywana w aparatach Panasonic do wykonywania serii zdjęć z niewielkim przesunięciem matrycy da uzyskania obrazu o zwiększonej rozdzielczości: 96 MP w przypadku S1, i 187 MP w przypadku S1R. Bagnet ma większą średnicę niż Sony (które utrzymało bagnet stworzony pierwotnie dla matryc formatu ASC-C – teraz to mocowanie stało się „wąskim gardłem” systemu pełnoklatkowego utrudniającym projektowanie bardzo jasnych obiektywów) a przy tym jest to standard “otwarty” Leica L i przystąpienie Sigmy do „Sojuszu mocowania L” może zagwarantować szybki napływ znakomitych obiektywów z tym bagnetem – oczywiście nie wspominając o optyce firmowanej przez samego Panasonika i Leikę. Duża średnica mocowania to możliwość tworzenia jasnych, niewielkich obiektywów i większych układów stabilizacji matrycy.

Sama stabilizacja jest bardzo wydajna a w połączeniu ze stabilizacją optyczną w obiektywie daje redukcję o równowartości  do 6,5 EV. To znacznie rozszerza zakres czasów otwarcia migawki, przy których można fotografować z ręki, a także w znacznym stopniu zmniejsza potrzebę posługiwania się zewnętrznymi stabilizatorami przy filmowaniu. Ale równie ciekawe jest wspomaganie posługiwania się stabilizacją, którego żaden inny producent nie oferuje. W wizjerze lub na ekranie widać kropkę poruszającą się między dwoma koncentrycznymi okręgami. Dopóki udaje nam się utrzymać kropkę wewnątrz okręgów, ruch aparatu pozostaje w granicach pozwalających stabilizacji działać skutecznie. Wyjście kropki poza okręgi oznacza, że stabilizator osiągnął granice ruchu matrycy i możliwe jest pojawienie się nieostrości na zdjęciach lub utraty płynności obrazu przy kręceniu wideo. Ta funkcja pozwala użytkownikowi nauczyć się właściwej techniki prowadzenia aparatu przy włączonej stabilizacji.

Kolejne bezkompromisowe rozwiązanie to wizjer OLED mający 5,7 milionów punktów i częstotliwość odświeżania obrazu 120Hz. Jego jakość jest warta tyle, co tysiąc argumentów przemawiających za tym, że wizjery elektroniczne mogą zastąpić optyczne. Nie wdając się w szczegóły należy też dodać, że Panasonic – szczególnie w wersji S1 – jest obecnie bodaj najlepszym aparatem pełnoklatkowym do kręcenia filmów.

Zatem nie wymyślając niczego od nowa, Panasonic dał wszystko co mógł i najlepiej jak potrafił. Zmienił nieco reguły gry, które polegały na zachowawczych próbach dotrzymania kroku konkurencji, i stworzył ze znanych elementów nową jakość.  Trzeba podziwiać firmę za to, że nie zachowując się konserwatywnie jak Canon i Nikon, które dały nam nieco okrojone pełnoklatkowe bezlusterkowce tylko po to, aby nie odgryzły zbyt dużego kawałka tortu zajmowanego przez firmowe lustrzanki, poszła na całość, i nie ograniczyła sztucznie możliwości nowego sprzętu. Oczywiście cena jest największym wrogiem S1 a szczególnie S1R, ale aparaty są na tyle dobre że osoba szukająca pełnej klatki bez lustra ma trudny wybór i wcale nie dawałby w tym wyborze pierwszeństwa dawnej parze liderów rynku aparatów fotograficznych, czyli “Canikonowi”. To dość smutna konkluzja dla kogoś takiego jak ja, kto wychował się w czasach, gdy najlepsze aparaty fotograficzne kojarzyły się z Canonem i Nikonem, od Sony oczekiwało się świetnych telewizorów, a od Panasonica dobrych magnetowidów. Ale skoro Panasonic postanowił dać nam lepszy aparat, dlaczego nie mielibyśmy go przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza?

Tekst: Jarosław Brzeziński

Zdjęcia: Materiały prasowe firmy Panasonic

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1513

2 komentarze

  1. Canon i Nikon mają ogromne doświadczenie w tworzeniu świetnych lustrzanek, nie da się ukryć. Nie zapominajmy jednak, że w portfolio obu tych firm znajdują się również całkiem udane aparaty bez luster. Dalmierze Canona i Nikona były udanymi konstrukcjami, ale dość szybko zarzucono je na rzecz lustrzanek. Może szkoda, że nie poszli w tą stronę, szczególnie że moda na retro nadal się utrzymuje.

    • Może nie podkreśliłem tego dostatecznie mocno, ale chodzi mi pełnoklatkowe bezlusterkowce. Poprzednie “wyprawy” Canona i Nikona w sferę bezlusterkowców nie zagrażały własnym zawodowym/półzawodowym lustrzankom. Canony serii M nie stanowiły konkurencji dla – choćby – Canona EOS 5D Mark III, a Nikony serii 1 dla Nikona D800. Teraz Nikon Z6/Z7 to poważna wewnętrzna konkurencja dla Nikona D750/D850. Dalmierze to zupełnie inna historia z odległej przeszłości. Obecne bezlusterkowce technologicznie są bardziej cyfrowymi lustrzankami bez luster niż nową wersję dalmierzowych aparatów w stylu Canona III czy Nikona S.

Zostaw komentarz