Samyang V-AF 35mm T1.9 – zdjęcia przykładowe i film przykładowy z Sony A7SII

Samyang V-AF 35mm T1.9 pojawił się w naszej firmie dzięki uprzejmości firmy Focus Nordic razem z szerszym bratem Samyang V-AF 24mm T1.9, o którym więcej napisał już Jarek w swoim artykule. Oba te obiektywy należą do nowej, ujednoliconej pod względem wyglądu, a także ergonomii linii szkieł o filmowych aspiracjach, przy jednoczesnym zachowywaniu bardzo atrakcyjnej ceny na poziomie około 3 tysięcy złotych. Nie zastanawiając się zbyt długo zatem postanowiłem podłączyć rzeczonego Samyanga pod Sony A7SII i zobaczyłem co ten mały, sprytny, koreański obiektyw potrafi. Rezultaty, myśli i konkluzje zawarłem w tym artykule, do którego lektury przeogromnie zachęcam.

Samyang V-AF 35mm T1.9

Moje pierwsze wrażenie nastąpiło bardzo szybko i dotyczyło wagi i materiałów, z których został wykonany obiektyw. Samyang V-AF 35mm T1.9 jest co prawda bardzo lekki, wręcz wagi piórkowej, ale wynika to z użycia plastiku jako materiału konstrukcyjnego. Ma to swoje zalety takie jak właśnie wspomniana redukcja ciężaru obiektywu, ale jednak w ogólnym rozrachunku odbierało mi to przyjemność użytkowania i wpływało na moje postrzeganie tego szkła i z automatu byłem do niego bardzo sceptycznie nastawiony.

Nie mogę powiedzieć jednak, że Samyang V-AF 35mm T1.9 jest źle wykonany, bo wszelkie pierścienie, przyciski działają z należytym oporem i pozwalają na precyzyjne i efektywne działanie. Sam obiektyw wyposażony jest w przycisk, który można z poziomu body zaprogramować oraz przełącznik, który pozwala zmienić tryb pracy pierścienia ostrości np. na ustawienie wartości przysłony. To wszystko jest świetnie spasowane i ujednolicone w ramach całej linii V-AF jednak mnie nadal prześladuje ten wszędobylski plastik.

Jednakże nie samą jakością wykonania, a głównie optycznymi właściwościami obiektywy stoją, a Samyang V-AF 35mm T1.9 to jeden z przykładów, że plastikowa obudowa może skrywać kawał porządnego szkiełka. Nie jest to nic co urywa nieziemsko głowę i wbija w podłogę, krzesło czy fotel. Otwarty maksymalnie obiektyw wydaje się być bardzo miękki, niekoniecznie ma wiele wspólnego z idealną ostrością, ale nie powiedziałbym, że generowany obrazek jest zły, brzydki, czy nieestetyczny. Wystarczy lekko przymknąć obiektyw, a ostrość staje się co najmniej wystarczająca. Na pochwałę zasługuje także bokeh, który jak na szkiełko o takim kącie jest bardzo przyjemny dla oka, a odpowiada za niego budowa optyczna, a mianowicie 10 elementów w 8 grupach, w tym 2 soczewki specjalne ASP i 2 HR, a także 9-listkowa okrągła przysłona.

Samyang V-AF 35mm T1.9

To lekkie jak piórko szkło zostało wyposażone w liniowy silnik ostrości STM wyprodukowany przez firmę Samyang i faktycznie Samyang V-AF 35mm T1.9 ostrzy płynnie i całkiem szybko zwarzywszy na body, do którego go podłączyłem. Sprzęt znakomicie sprawdzi się do filmowania z ręki lub do wrzucenia go na gimbal, a nawet drona. Ponad to wyposażono go w odpowiednie zębatki na pierścieniu ostrości zatem możemy łatwo zaaplikować mu system follow-focus. Co przykuło moją uwagę to także całkiem bliska odległość ostrzenia w postaci 29cm, co pozwala na stworzenie całkiem ciekawych zbliżeń i wąskich kadrów.

Reasumując Samyang V-AF 35mm T1.9 to bardzo ciekawa propozycja dla każdego filmowca, który fotografuje lub filmującego fotografa. Szczególnie biorąc pod uwagę całą linię obiektywów V-AF, które tworzą jeden ekosystem i razem mogą zdziałać całkiem fantastyczne rzeczy. Ja bawiłem się całkiem nieźle podczas użytkowania tego obiektywu zarówno fotograficznie jak i filmowo. Efekty filmowej zabawy możecie sprawdzić w filmiku pod spodem.

Ja sam oceniam Samyanga V-AF 35mm T1.9 pozytywnie, chociaż sam zapewne wolałbym sięgnąć po analogowe szkło manualne spod szyldu Zeissa lub jakiś inny ciekawy obiektyw z mocowaniem czy to M42, a może nawet Leica-R. Jednakże w tamtych szkłach nie uświadczymy całkiem responsywnego autofokusa co dla niektórych może być przeszkodą, ale za to poczujemy, że mamy w ręce kawałek solidnego sprzętu. W każdym razie czas spędzony z tym obiektywem na pewno był czasem, który oceniam in plus. Nie czułem, żebym w jakimkolwiek momencie tracił jakieś klatki, bądź materiał wideo z powodu źle funkcjonującego obiektywu.

Robert Karaś
Robert Karaś

Oderwany od rzeczywistości fotograf szuka nowych światów, eksploruje je i eksponuje za pomocą fotografii zarówno ukochanej czarno-białej jak i barwnej.
Przeżywa fascynację cyfrowym średnim-formatem, który namiętnie wykorzystuje do realizowania swoich wizji, ale nadal wzdycha do unoszącego się zapachu wywoływacza i wielkoformatowych odbitek.

Artykuły: 263

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *