Test aparatu Sony A9 II z obiektywem Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – część 2

Maksymilian Dobroczyński kontynuuje test aparatu Sony A9 II i obiektywu Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS. Pierwsza część testu jest do obejrzenia tutaj: Test aparatu Sony A9 II z obiektywem Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – część 1

Zapraszamy do części 2 – recenzuje Maksymilian Dobroczyński

Jak już wspominałem w części 1 testu, recenzowany obiektyw nieco odstaje od aparatu. O ile nie można w żaden sposób przyczepić się do samej jakości obrazu, to niestety, rozmycia i bokeh jaki generuje Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS, nie stoją na najwyższym poziomie. Oczywiście, z założenia sprzęt ten nie jest jasnym, ciężkim super-tele, z genialnym rozmyciem. Wiedziały łapy co brały – można żartobliwie powiedzieć. Co więcej, opisywany obiektyw nie trzyma ogniskowej na skrajnej wartości. Pasuje do niego doskonale opinia, którą wyraziłem swego czasu w recenzji obiektywu Canon EF 100-400mm f/4.5-5.6L IS II USM. Tak tam, jak i tu, obiektyw wyraźnie „nie trzyma” ogniskowych deklarowanych przez producenta. Efekt z którym mamy do czynienia to tzw. „focus breathing”. I jest to niestety częsty problem obiektywów typu „zoom” – zarówno z wewnętrznym, jak i niewewnętrznym ogniskowaniem. Na szczęście dotyczy on tylko fotografowania z bliskich odległości.

A więc przykładowo, jeśli będziemy robić zdjęcie z dystansu powiedzmy 20 metrów na ogniskowej 600 mm (jak w przypadku Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS) na skrajnej ogniskowej obiektywu – to faktyczna ogniskowa będzie wynosiła 600 mm. Jeśli jednak nasz fotografowany obiekt będzie się znajdował bliżej nas (od 1 do 10 metrów) i ustawimy ogniskową na 600 mm to wtedy realna wartość tejże będzie wynosiła już tylko około 490 mm. A przynajmniej tak wychodziło mi w porównaniu z obiektywem Nikkor AF-S 200-400mm F4 VRCanon 600mm f/4 L IS II USM. I jeśli chodzi o fotografię przyrodniczą, to tutaj zaczynają się problemy. Bowiem jak doskonale wiadomo, każdy milimetr ogniskowej w tej profesji jest na wagę złota. Zaś paradoksalnie, przyrodę fotografujemy jednak z bliska. Jeśli więc tracimy ponad 100mm z deklarowanej ogniskowej, to sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Zwłaszcza, że wtedy zamiast 600mm z i tak już bardzo słabym światłem F6.3, otrzymujemy tylko 490mm z tym samym światłem F6.3.

Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS - Maksymilian Dobroczyński
Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – Maksymilian Dobroczyński

Bardzo ważną zaletą pracy z omawianym zestawem, jest bezpośrednie pokrycie czujnikami całego pola AF. Wszystkie „lusterkowce” mają dosyć mocno okrojony obszar działań pól AF. W Sony A9 II możemy zaś sobie wybrać dowolny punkt na polu AF. I nie ma znaczenia czy jest to punkt centralny czy skrajny. AF działa bowiem tak samo szybko i celnie. Dodatkowo, mamy możliwość blokowania ostrości na wybranym polu czy też obszarze AF. Co niesamowicie ułatwia pracę, zwłaszcza kiedy z góry wiemy gdzie nasz model się pojawi. Chociaż w fotografii przyrodniczej, nigdy nie możemy mieć takiej pewności, to już w sytuacji fotografowaniu ptaków np. przy karmniku, takie rozwiązanie sprawdzi się idealnie.
Niestety w przypadku obiektywu Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS, nie jest dostępna funkcja wykrywania oka, która tak świetnie sprawdza się choćby w bezlusterkowcu Canon EOS R5. Między innymi dlatego żałuję, że nie było mi dane przetestować Sony A9 II z innym obiektywem, w którym taka możliwość byłaby dostępna. Zwłaszcza, że omawiany zestaw był bardzo szybki i celny. Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby to doskonałe body zostało doposażone w jakiś super teleobiektyw ze stajni Sony. Omawiany zestaw wykorzystywałem jednak głównie do zdjęć przy karmniku. I muszę przyznać, że tutaj sprawował się doskonale. Bardzo pomocna okazywała się minimalna odległość ostrzenia obiektywu, która w tym przypadku wynosi 2,4 metra. To bardzo mało, jak na standardy fotografii przyrodniczej. Wprawdzie na ten konkretnie parametr często się przymyka oko – wszak zdjęcia przyrodnicze są najczęściej robione z odległości znacznie większej. Jeśli jednak mówimy o obiektach niewielkich, jak choćby ptaki śpiewające, to żeby pokusić się o dobre zbliżenia, powinniśmy fotografować je naprawdę z bliska. I paradoksalnie, dużo lepiej wyjdzie nam zdjęcie małego obiektu z odległości 3 metrów ogniskową 400mm, niż analogiczne zdjęcie tego samego obiektu z 6 metrów ogniskową 800mm. Zaś pomimo nie do końca „wiarygodnej” ogniskowej, w tym aspekcie obiektyw spisywał się świetnie.

Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS - Maksymilian Dobroczyński
Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – Maksymilian Dobroczyński

Rzeczą godną podkreślenia w aparacie Sony A9 II, jest stosunkowo niewielki szum, nawet przy użytych dużych czułościach. W fotografii przyrodniczej, nierzadko jesteśmy zdani na kaprysy pogody. Fotografowanie w deszczu czy przy bardzo pochmurnym niebie, nie należy do rzadkości. Musimy być zatem przygotowani na znaczne podnoszenie czułości ISO – zwłaszcza jeśli do dyspozycji mamy stosunkowo „ciemne” szkło, jakim bez wątpienia jest Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS. I trzeba powiedzieć, że w tym aspekcie „A9” spisuje się na medal. Obrazek, który otrzymujemy, nie generuje widocznego szumu praktycznie do zakresu ISO 3200. A do ISO 10000, szum jest niewielki i jak najbardziej akceptowalny. To bardzo dobre wartości. Zdecydowanie lepsze, niż choćby w rewelacyjnym bezlusterkowcu Canon EOS R5. Należy również pamiętać, że mowa tu nie tylko o wyjściowym obrazku, bez kadrowania, gdzie z wiadomych przyczyn szum jest po prostu mniejszy. Rzecz w tym przypadku tyczy się również mocno kadrowanego obrazka, rzędu nawet 50% pierwotnej proporcji. I tutaj właśnie świetnie się sprawdza, owa nienaszpikowana pikselami matryca Sony A9 II. Dzięki temu zabiegowi, szum jest ostatnim problemem, jakim się musimy martwić pracując na tym rewelacyjnym body. Na sam koniec dodałbym tylko, że mimo relatywnie niewielkiej – oczywiście jak na obecne standardy – liczby pikseli, nawet po znaczącym przycięciu zdjęcia, wszystkie jego szczegóły będą nadal na wysokim poziomie.

Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS - Maksymilian Dobroczyński
Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – Maksymilian Dobroczyński

Co godne podkreślenia, również bateria spisuje się bardzo dobrze. A w przypadku wielu „bezlusterkowców” jest to rzecz nie całkiem oczywista. A tutaj, mimo ciągłej pracy aparatu i znaczącego poboru prądu, bez trudu fotografowałem na jednym akumulatorze nawet kilka godzin. Jest to wynik zupełnie zadawalający. Jeśli weźmiemy do tego pod uwagę fakt, że baterie do „A9” ładują się w zaskakująco szybkim tempie, to problem wyczerpanych akumulatorów, może odejść w niepamięć.

Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS - Maksymilian Dobroczyński
Sony A9 II + Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS – Maksymilian Dobroczyński

Czas na podsumowanie

Do testu otrzymałem rewelacyjny aparat i nieco gorszy obiektyw. Jednak biorąc pod uwagę korelację cenową, trzeba zmienić nieco perspektywę i spojrzeć na to od innej strony. Sądzę, że przy cenie około 8 tysięcy złotych za nowy egzemplarz Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS, otrzymujemy bardzo rozsądną propozycję, do dobrze określonych zadań w fotografii przyrodniczej. Obiektyw świetnie sprawdzi się więc w fotografii przy karmniku, „dedykowanych” zasiadkach, a wreszcie będzie doskonałą alternatywą dla ciężkich super teleobiektywów, choćby w podróży. Mając zaś na uwadze problem z „focus breathing”, myślę, że niezłym rozwiązaniem byłoby używanie Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS z matrycą APS-C. Zwłaszcza jeśli wybierzemy to szkło na początku naszej drogi fotograficznej. Co do samego aparatu Sony A9 II, to jest to doskonały sprzęt dla zaawansowanych fotografów. Wydaje się być rewelacyjną ofertą dla wszystkich, którzy cenią sobie wszystko to co charakteryzuje pełnoklatkowe, profesjonalne body. A i jego cena, patrząc choćby na konkurencję – nie zwala z nóg. Jest to więc propozycja niewątpliwie godna rozważenia.

Galeria zdjęć przykładowych z zestawu

Sprzęt omawiany w tym artykule możesz zamówić w InterFoto.eu:

Sony A9 II

Sony FE 200-600mm F5.6-6.3 G OSS

Obrazek domyślny
Maksymilian Dobroczyński

Urodziłem się w 1991 roku w Krakowie. Od ponad trzech lat mieszkam w pobliskich Myślenicach. Z zawodu jestem kucharzem i w tym zawodzie aktywnie pracuję. Fotografią przyrodniczą zajmuję się od 2016 roku. W 2019 roku przeszedłem do drugiej rundy ogólnoświatowego konkursu „35 awards”. W 2020 roku moje zdjęcie „Maluszek z pierwotnej puszczy” zdobyło I miejsce w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Przyroda ojczysta”. Od 2019 roku zdjęcia mojego autorstwa zdobią nowopowstałe mieszkania na Cedrowej w Gdańsku. Moją specjalnością jest fotografowanie ptaków.

Wpisów: 21

Jeden komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  1. Taki fragment: “Zwłaszcza, że wtedy zamiast 600mm z i tak już bardzo słabym światłem F6.3, otrzymujemy tylko 490mm z tym samym światłem F6.3.” Pokazuje, że ten cały “test” to raczej grafomania i “wypracowanie z polskiego”, a autor nie ma zielonego pojęcia jak testuje się sprzęt fotograficzny. Proponuję zobaczyć testy na optyczne.pl. Dla ścisłości – “światło” obiektywu to kwadrat stosunku średnicy otworu obiektywu do długości ogniskowej. Test obiektywu to są konkretne dane z dziedziny optyki, a nie zbiór subiektywnych “widzi mi się” artysty.