Jak powinno wyglądać zdjęcie idealne – Maksymilian Dobroczyński

Gdy zaczynałem swoją przygodę z fotografią przyrodniczą, inspirowałem się pracami wielu osób. Jedną z nich była Halina Kubiak. Wspominałem już o tej nietuzinkowej postaci przy okazji pisania krótkiego wstępu na swój własny temat (link). Kilka lat temu zacząłem zabiegać o kontakt z Haliną i bardzo się ucieszyłem, gdy w pewnym momencie nasze drogi się połączyły. Bo w trakcie wielu spotkań i wspólnych zasiadek tak naprawdę to ona ukształtowała mnie jako fotografa. A już na pewno zapewniła mi podstawy do dalszego samodzielnego rozwoju. Zaś (co może w kontekście dzisiejszego tekstu najważniejsze) już wtedy, podczas naszego pierwszego spotkania, dowiedziałem się jak powinno wyglądać dobre zdjęcie. I w tym tekście właśnie chciałbym pokrótce opisać, jakie są najważniejsze składniki dobrej fotografii i co składa się na jej pozytywny odbiór. A także, a może przede wszystkim, ile trzeba zachodu i poświęcenia, zwłaszcza podczas pracy w terenie, żeby takie zdjęcie wykonać. 

Może to będzie pewnym zaskoczeniem, ale na tytułowe pytanie możemy odpowiedzieć od razu. Otóż zdjęcie idealne nie istnieje. Bo odbiór fotografii jest rzeczą całkowicie i absolutnie subiektywną. Istnieją jednak pewne kryteria, których spełnienie spowoduje, że zdjęcie może przypaść do gustu znacznie większej liczbie odbiorców. Dla mnie takimi decydującymi o ostatecznym efekcie czynnikami są: jakość wykonanej fotografii, tło, perspektywa, obróbka wyjściowego materiału cyfrowego w programie graficznym, następnie oświetlenie, kompozycja oraz gatunek fotografowanego „modela”. Elementy te są wymienione w kolejności nieprzypadkowej. 

Jakość – rzecz oczywista. W fotografii przyrodniczej powinniśmy oddać wszystkie detale. Zdjęcie musi być ostre, nieporuszone. Najlepiej, żeby ostrość „równo” rozkładała się po całym obiekcie który fotografujemy. Często jednak odległość (zbyt bliska) nie pozwala nam na „domknięcie” naszego „modela” po całości. Wtedy przyjmujemy zasadę, że najważniejsza jest ostrość „na głowie” obiektu, czy to ptaka czy ssaka czy jeszcze innego stworzenia. Natrafiamy tutaj na pierwszą istotną barierę, gdyż w spełnieniu tego postulatu ogromną rolę odgrywa sprzęt, zwłaszcza w fotografii ornitologicznej. Im lepszy chcemy uzyskać obrazek, w im trudniejszych warunkach przychodzi nam fotografować – w tym lepszy sprzęt powinniśmy się wyposażyć. Proszę uwierzyć, że w ostatecznym odbiorze naszego dzieła kwestia ta odgrywa kolosalną rolę. Wprawne oko od razu wychwyci, czym robione było zdjęcie, nawet jeśli będzie miało do dyspozycji zaledwie mały obrazek pokazany w Internecie. I nie mam wcale na myśli obiektywów, ale chodzi mi właśnie o aparaty. Chociaż wiele wątpliwych aspektów zrobionego zdjęcia, możemy poprawić czy uratować potem, podczas obróbki (o czym później), to jednak nasz „wyjściowy” obrazek musi stać na co najmniej dobrym poziomie. 

Tło – to kolejny podstawowy aspekt decydujący o jakości fotografii. Bez wystarczającej wiedzy o tym, jak je dobierać (czasem komponować, lub wręcz aranżować) i jak się nim się posługiwać – nasze zdjęcia będą systematycznie lądować w komputerowym koszu. Przede wszystkim nie robimy zdjęć, w których tło stanowi niebo. To nie jest przecież fotografia krajobrazowa. Ptaki robimy z naszej perspektywy, zaś niebo z pewnością naszą perspektywą nie jest! W miarę możliwości starajmy się też dobierać tło tak, żeby wiernie oddawało kolorystycznie środowisko fotografowanego modela. Zadbajmy o to, żeby na tym tle nie było „przepałów”. Nie angażujmy więc w charakterze tła wody, ani innych jasnych obiektów. Sama konstrukcja i sposób działania teleobiektywu sugerują od razu, że tło w miarę możliwości powinno być jak najbardziej rozmyte. Więc wszelki chaotyczny bałagan, sterczące trzciny i wielokrotnie krzyżujące się gałęzie (niechciane „krasiastości” tła, jak lubię sam sobie mówić) tylko pogorszą naszą fotografie. Oczywiście, jeśli nie są celowym zabiegiem, umiejętnie wprowadzonym w życie przez wprawnego fotografa, 

Z tłem łączy się kolejny ważny element – a mianowicie perspektywa. Fotografując ptaka „z góry na dół”, podczas fotografii „wodno-błotnej”, powodujemy, że naszym tłem będzie często woda. A jak wiadomo, woda bardzo rzadko dobrze wychodzi jako tło. To samo tyczy się sytuacji odwrotnej. Fotografując z dołu do góry, za tło posłuży nam najczęściej niebo. I ono, jak przed chwilą wspomniałem, też zwykle wychodzi nie najlepiej w tej roli. Przyjęło się zatem rozsądną zasadę, że perspektywa ma być uchwycona niejako z poziomu modela. Czyli: oko ptaka powinno znajdować się na tej samej linii co nasz obiektyw. Każdorazowe złamanie tej zasady, spowoduje że odbiór zdjęcia, automatycznie stanie się gorszy. Nie mając odpowiedniej perspektywy, często też tracimy kluczowe detale naszego obiektu fotograficznego. W rezultacie tylko sobie szkodzimy. 

Kilka kwestii, które przed chwilą szkicowo omówiłem, możemy dopracować w programie do obróbki zdjęć. W tym przypadku polecałbym dwie opcje – Lightroom albo Photoshop. I sprawa podstawowa: należy pamiętać, żeby robić zdjęcia wyłącznie w formacie RAW. Tylko ten plik posiada bowiem wszystkie odpowiednie dane, pozwalające na skuteczne „wywołanie” z zachowaniem wszystkich zawartych na zdjęciu informacji. Zasada podstawowa jest zaś taka, że obróbka naszego pliku powinna być nienachalna. Manipulując przy niej zbyt wieloma elementami łatwo coś zepsuć, osiągając efekt odwrotny od zamierzonego. W przypadku kadrowania, dobrze pokusić się już w terenie o odpowiednie ujęcie modela. Każdorazowe przybliżenie, już na etapie post produkcji będzie powodować większą lub mniejszą utratę jakości. Uwaga ta szczególnie dotyczy aparatów małoformatowych. Przede wszystkim, dobrze jest korzystać z histogramu. Pozwoli nam on poprawnie naświetlić punkt bieli, czy zauważyć przepalenia, które mogliśmy przegapić podczas przeglądania zdjęć „w terenie”. Nie będę tutaj pisać szczegółowo o tym jak obrabiać zdjęcie, bo jest to bardzo indywidualna kwestia. Z czasem każdy znajdzie swój własny, niepowtarzalny styl. Jeśli jednak będziemy konsekwentnie trzymać się zasady, że „lepsze jest wrogiem dobrego” – oczywiście, przy założeniu, że zdjęcie zrobione w terenie jest dobre – wszystko powinno pójść po naszej myśli. 

Oświetlenie to kolejna niezwykle ważna rzecz. Dla fotografa przyrody właściwie istnieją wyłącznie dwie pory dnia – poranek i wieczór. Osobiście wyznaję zaskakującą być może zasadę, że brak światła jest lepszy od jego nadmiaru. Ma ona jednak dość racjonalne uzasadnienie. Otóż w fotografii przyrodniczej szalenie ważną rzeczą jest zarówno jak najdokładniejsze oddanie często miniaturowych wręcz detali, jak i wierne odwzorowanie kolorystyki. A staje się to niemal całkiem niemożliwe w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z mocnym światłem, nawet o poranku. Oczywiście istnieje pojęcie tzw. „złotej godziny” (ang. „magic hour”). Jednak wstrzelenie się w nią dokładnie – jest stosunkowo trudne. Wymaga to wstawania na grubo przed świtem, a i tak nasze szanse na sukces są zazwyczaj minimalne. Bo „złota godzina” jest nią tylko z nazwy, w praktyce często sprowadza się do krótkich 10 minut. Wiele jednak przemawia za tym, żeby pod żadnym pozorem nie robić zdjęć podczas ostrego światła – nawet porannego. Po prostu szkoda naszej pracy, a efekt w przytłaczającej liczbie przypadków srodze nas rozczaruje. Zrobione w takim jaskrawym świetle zdjęcia tracą pierwotne kolory, nasi modele są paradoksalnie pozbawieni wyrazistości, często pojawiają się niechciane półcienie. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że wielu osobom sprzęt nie pozwala na robienie zdjęć w znacząco gorszych warunkach oświetleniowych. Ale uważam, że naprawdę lepiej jest czasem podciągnąć czułość w naszych aparatach, niż portretować ptasich przyjaciół w ostrym świetle. A dowodów na rzecz tezy, że światło jest cichym zabójcą nawet nienagannych ujęć – znaleźć można w Internecie bez liku. Fotografia przyrodnicza stała się bowiem w ostatnich latach niezwykle popularna. Z dnia na dzień, jesteśmy zalewani, na różnorodnych portalach specjalistycznych, zdjęciami wszelakiego rodzaju zwierzyny. Niestety, zaskakująco duża część z tych zdjęć jest robionych w ostrym świetle. Efekt jest zwykle niezadowalający, a niekiedy wręcz koszmarny. Wszystko wskazuje na to, że nie tędy droga. Z moich doświadczeń wynika niezbicie, że z idealnym oświetleniem będziemy mieli do czynienia w pochmurny wyżowy dzień. I wtedy zdarza mi się wykorzystywać poranne światło, jednak zwykle szukam sprzyjającego momentu na granicy świtu. Wieczorami zaś, idealne oświetlenie następuje najczęściej tuż po zachodzie słońca. Oczywiście, w obydwu przypadkach mówimy o miesiącach wiosenno-letnich. W zimie, kiedy słońce jest dużo słabsze, czas na fotografowanie automatycznie się wydłuża. 

Nawiązując do powyższego akapitu, można dodać, że pewnego rodzaju „obróbką w terenie” może stać się przemyślana kompozycja. Na ile to tylko możliwe, należy wystrzegać się ciasnych kadrów. A więc nawet jeśli zamierzamy wykonać „ujęcie atlasowe”, to starajmy się dać swoisty „oddech” naszemu „modelowi”, wpuścić do kadru trochę powietrza. To bardzo ważne, żeby  pokazać choćby drobny element środowiska, w którym dany ptak przebywa. Dzisiaj odchodzi się powoli od zdjęć, gdzie kadr stanowi wyłącznie ptak lub ssak, a w tle jest tzw. „goła kartka”. Oczywiście, często nie są to złe zdjęcia, ale nieco nudne. Do innej kategorii zaliczają się zdjęcia akcji. Tutaj o nudzie nie ma mowy. Są to wszystkie ujęcia w locie, walki zwierząt, naloty czy powietrzne akrobacje. Zdjęcie tego typu są z natury rzeczy znacznie trudniejsze do wykonania. W tym przypadku, kompozycja sama w sobie nie jest aż tak bardzo istotna. Można przyjąć minimalistyczną zasadę, że wystarczy aby były ostre. Reszta schodzi wtedy na nieco dalszy plan. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest już istotna. Kiedy bowiem do dynamicznego ujęcia dołożymy ciekawe tło i światło, możemy otrzeć się o zdjęcie idealne. 

W przypadku zdjęć statycznych, przyjmuje się najczęściej zasadę trzech części. Mowa tutaj o pionowych proporcjach kadru. Obiekt fotografowany powinien mieć 1/3 przestrzeni pod sobą i 2/3 przestrzeni nad sobą lub odwrotnie. Jeśli chodzi o poziome proporcje kadru, tutaj panuje większa dowolność. Jednak zwykle przyjmuje się zasadę, żeby nie umieszczać fotografowanego modela centralnie, w środku kadru, a także żeby zostawiać większą przestrzeń w kierunku, w którym nasz „zwierz” patrzy lub do którego zmierza. Warto opanować tę wiedzę, choćby w przypadku komponowania zdjęć w terenie. Oczywiście na tyle na ile możliwości oraz warunki terenowe na to pozwolą. Unikniemy wtedy niepotrzebnego „dokadrowywania” zdjęcia w programie do obróbki. Co jak wspominałem często oznacza sporą utratę jakości. 

Każdy z nas, pasjonatów fotografii przyrodniczej, chciałby wykonywać ujęcia rzadkich gatunków. Jest to fakt niezaprzeczalny. Uważam jednak, że warto na początku swojej drogi fotograficznej, skupić się na swoich najbliższych „ptasich sąsiadach”. We wstępnych fazach realizacji naszych pasji zwykle nie mamy przecież odpowiedniej wiedzy ani etyki pracy w terenie. Co przy gatunkach nielicznych lub skrajnie nielicznych, mogłoby doprowadzić do katastrofy. Pod żadnym pozorem nie powinno się zatem fotografować przy gniazdach czy dziuplach. Należy mieć nadzieję, że takie stosowane dawniej praktyki dawno już odeszły do lamusa. Zresztą ich efekt był w najlepszym przypadku wątpliwy, a wartość takiego ujęcia znikoma. Należy też hołdować zasadzie, żeby każdy fotografowany gatunek starać się dopracować idealnie. I nie jest ważne czy chodzi o portret wymarzonego orła przedniego czy zwykłego wróbla. Jeśli nie potrafimy do tego za każdym razem podejść z pełnym poszanowaniem rzemiosła, to powstaje obawa, że po prostu nie zależy nam na tym co robimy. Prywatnie, znacznie wyżej sobie cenię świetne zdjęcie „pospoliciaka” niż przeciętne zdjęcie „rarytasu”. Ostatnimi czasy, modne stało się fotografowanie ptaków drapieżnych z komercyjnych czatowni. W efekcie coraz więcej ujęć jest niemal bliźniaczo podobnych do siebie, bowiem są zrobione z tego samego miejsca. Zmieniają się tylko autorzy. Warto więc sobie odpowiedzieć na pytanie, czy o to nam chodzi i czy takie właśnie „sklonowane” zdjęcia chcemy robić. 

Próbując trzymać się zaleceń z powyższej listy, znacząco zwiększamy swoje szanse na zdjęcie dobre. Nierzadko nawet bardzo dobre. A może idealne? Jednak w terenie jest tyle uwarunkowań, często niezależnych od nas, że szansa na powodzenie i zgranie się wszystkich  sprzyjających czynników jest najczęściej  znikoma. Jednak ciągłą pracą, doszkalaniem się, a także stale rozwijając własne umiejętności – możemy powoli zbliżać się do ideału. I co istotne, niekoniecznie narzuconego przez kogoś. Najważniejsze, żebyśmy nieustannie podnosili sobie poprzeczkę oraz starali się przekraczać samych siebie. 

maks dobroczynski, interfoto.eu, fotografia ptaków

Maksymilian Dobroczyński

Urodziłem się w 1991 roku w Krakowie. Od ponad trzech lat mieszkam w pobliskich Myślenicach. Z zawodu jestem kucharzem i w tym zawodzie aktywnie pracuję. Fotografią przyrodniczą zajmuję się od 2016 roku. W 2019 roku przeszedłem do drugiej rundy ogólnoświatowego konkursu „35 awards”. W 2020 roku moje zdjęcie „Maluszek z pierwotnej puszczy” zdobyło I miejsce w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Przyroda ojczysta”. Od 2019 roku zdjęcia mojego autorstwa zdobią nowopowstałe mieszkania na Cedrowej w Gdańsku. Moją specjalnością jest fotografowanie ptaków.  

Default image
InterFoto
Wpisów: 218

Zostaw komentarz