Wymień lub sprzedaj sprzęt fotograficzny
|
Złóż zapytanie o wniosek ratalny w Interfoto.eu

Sprzedałem cyfrę po 25 latach. I nie zamierzam wracać. To, czego nie znalazłem w RAW-ach, było na kliszy od zawsze.

Jest początek 2026r. Nikt by się nie zdziwił, gdybym napisał, że kupiłem sobie Sigmę BF, bo się nią zajarałem jak szczerbaty na suchary. Ale jak mówię, że prywatnie sprzedałem całą cyfrę i przechodzę w 100% na analog, to ludzie robią oczy jak pięć złotych i pukają się w głowę. Dla wielu to brzmi jakbym zamienił hulajnogę elektryczną na rower z kozą. Ale serio – to nie jest żadna fanaberia. To ma sens. Przynajmniej dla mnie.

Zdjęcia w artykule

Wszystkie zdjęcia przykładowe, które znajdziesz w artykule, zostały wykonane analogowymi lustrzankami na kliszy 135, czyli mały obrazek.

Lisciez6 5012s duze
Analogowa Minolta Dynax 800si

Przez lata byłem przepalony do kości cyfrowym fanatyzmem. Lustrzanki, średnie formaty, pełne klatki, rzadziej cropy – brałem i testowałem wszystko jak leci, byle miało ekran i matrycę. Im więcej megapikseli, tym lepiej, jakby od tego zależała jakość mojego życia. Najlepiej jeszcze, żeby sensor był CCD od Kodaka, bo to dawało ten „punch”, który mnie robił.

Analog? Do grudnia 2024 roku nie miałem z nim żadnej praktycznej styczności i traktowałem go jak chorego na tyfus – coś, czego lepiej nie dotykać i trzymać na dystans. Kompletnie nie kumałem, czemu ludzie jarali się jak dzieci na widok starych Nikonów, Canonów czy Pentaksów. Dla mnie to był po prostu dziwny sprzęt z epoki, kiedy telewizory miały dupska większe niż stół w kuchni.

Kolejne lata nieźle mnie przemieliły sprzętowo. Przez ręce przeszły mi cyfraki potworne, obłędne i wybitne. Takie, które jak się bierze w ręce to najpierw trzeba się ukłonić i klęknąć. Ale z czasem zaczęło do mnie docierać, że ta cała gonitwa za megapikselami to nie wszystko. Sensor – owszem, ma znaczenie, ale nie zawsze ten najnowszy daje najfajniejszy obrazek. Poza tym najważniejsza jest optyka.

Zaczęła się przygoda z analogiem?

Moja przygoda z analogiem zaczęła się całkiem niewinnie. W pracy zorganizowano firmową Wigilię. Każdy pracownik zrobi 6 zdjęć analogiem. Pamiętam, że wybrano Contax T2 Carl Zeiss Sonnar 38mm F2.8 T* – no i pojawił się ogromny stres… Ja i analog to jakieś nieporozumienie. Jak się robi zdjęcia z Contax T2? Czy ktoś włoży do niego kliszę, żebym ja nie musiał? Zasypały mnie w jednej chwili stosy pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Niby miała być zabawa – a ja byłem serio roztrzęsiony… Krowa ma robić zdjęcia analogiem – to niemożliwe… tak ta Krowa cyfrowa eKrowa.

Image
Zdjęcie autorstwa: Pawła Puszkarskiego , na zdjęciu Contax T2 i T3

W głowie taki szum informacyjny mi się pojawił, że ciężko było mi się skoncentrować. Przed otrzymaniem Contaxa miałem dosłownie hałas informacyjny w głowie… Zacząłem coś tam przeglądać na temat fotografii analogowej, ale nie mogłem za wiele zrozumieć… Cisza nastała, kiedy wziąłem Contax T2 w ręce – już nie celem wstawienia go na półkę w sklepie, już nie celem zrobienia mu ładnych zdjęć reklamowych – tylko celem… wykonania z niego zdjęć. Kolega Robert dodał – tylko wystarczy pstrykać…

(poniżej jedne z moich pierwszych zdjęć, film Cinestill 800T)

Tekst zabrzmiał jak policzek 😀 Do gościa, który 25 lat eksperymentuje z cyfrą, obraca obiektywy i soczewki w obiektywach, zajmuje się fotografią stackowaną taki tekst…, no ale dobra… wziąłem sprzęt i zacząłem obniuchiwać co tu do czego, aha przysłona tu, aha nie ma ekranu… aha coś widać przez ten wizjer, ok… jest pomiar światła – ok. Poczułem się serio jak leszcz… Z jednej strony miałem ogromną ciekawość, z drugiej stres jak to wyjdzie. Jakbym po raz pierwszy miał aparat w rękach. Ponadto pewno „spodziewają się zdjęć na moim poziomie”, a ja tak na prawdę nie wiem co z tego wyjdzie – może wyjść dosłownie „bagno”.

Zrobiłem kilka zdjęć – absolutnie niczego szczególnego, budynek naszej firmy, jakiś szklany biurowiec i cztery inne których teraz nie pamiętam. Zdjęcia nie były skanowe. Wywoływane były odbitki w rozmiarze chyba 21×15 czy coś takiego. Kiedy zobaczyłem pierwsze odbitki zrobione Contax T2 – stwierdziłem, kurcze… ale ten aparat widzi świat…. zupełnie inaczej niż na cyfrze. Ta firmowa Wigilia i te zdjęcia z Contax T2 zaciekawiły mnie. Rzekłbym, że to był moment przełomowy.

Image
Na zdjęciu Nikon F5

Pierwszym aparatem jaki wziąłem w ręce był Nikon F5. Dlaczego? Najbliżej było mu budową do poczciwego Nikon D5 – którego znam praktywnie na wylot. Teraz wiem, że różnią się znacząco w budowie, bo jednak analog… to zupełnie inny świat, który właśnie poznaję. Jeśli chcesz zobaczyć jak przeżyłem spotkanie z Nikon D5 zajrzyj tutaj:

Lisciez6 5012s duze
Na zdjęciu obiektyw: Sony Carl Zeiss Planar 50mm F1.4 ZA T* (mocowanie Sony A)

Dziś wiem, że gdybym miał iść do roboty robić zdjęcia, zabrałbym analog. Cyfra przez lata obiecywała mi wszystko, ale w praktyce dawała głównie pracę przy plikach i masową selekcję. To był mój rytm, ale się z niego wyleczyłem. Na analogu – i to nie na żadnym średnim formacie, tylko na zwykłej lustrzance Minolta Dynax 800si – dostaję obraz, który siada od razu. To jest mój wybór. I cyfra prywatnie już do niego nie pasuje.

000562300006

Jakie były moje oczekiwania co do zdjęcia?

Warto od tego zacząć, bo to właśnie tłumaczy, czemu mi się tak pozmieniało. Chciałem uzyskać zdjęcie, które nie będzie wymagało czołgania się przez Lightrooma czy Camera Raw, żeby w końcu przypominało to, co widziałem na własne oczy i dawało niebanalny look, oddawało kolorystykę i głębię – zespoloną z kadrem. Dzisiejsza fotografia cyfrowa często polega na tym, że najpierw robisz „jakieś” zdjęcie w RAW, a potem siedzisz i przerabiasz je znacząco – tak, że może i wygląda pięknie, ale z rzeczywistością nie ma już za wiele wspólnego. Jakbyś tworzył prace graficzne. I ok. Jedni to lubią, a mi to nie siada.

Dlaczego cyfra stała się problemem? Czego szukałem w zdjęciu?

Przez jakieś 25 lat cisnąłem cyfrą i cały czas goniłem ten jeden, mityczny „obrazek”. Taki, który siada od razu, bez kombinowania, bez suwaczków, bez modlitwy do presetów. Szukałem go w Nikonie D2H z sensorem LBCast, w starym Super CCD z Fujifilm S5, w legendach z forów i w opowieściach ludzi, którzy „widzieli w cyfrze kolory jak dawniej”. I jasne – to wszystko są fajne graty – dające pewien specyficzny charakter, mają swój vibe. Ale one nie były problemem.

000531700023

Problemem nie był sam schemat „zrób RAW-a i ratuj”. To był tylko objaw. Prawdziwy syf polegał na tym, że przez lata wyżarł mi mózg cyfrowy obrazek. Taki, do którego się przyzwyczaiłem, bo nie znałem nic innego. Obrazek sterylny, zbyt grzeczny, zbyt poprawny. Cyfra nigdy nie widziała głębi ostrości tak jak film. Nigdy nie układała kolorów z taką wdzięcznością. Cienie w cyfrze są „techniczne” – szczególnie przy dużym kontraście, na analogu są mięsem.

000524980017

I nagle wjeżdża coś tak banalnego jak Kodak Vision 250D albo Kodak Image Pro 100 – filmy, które ludzie traktują jak chleb tostowy fotografii. A mnie to po prostu zmiażdżyło. Zobaczyłem głębię ostrości dopracowaną w sposób, którego nie potrafię nawet sensownie opisać. Ostrość, która naturalnie przechodzi w nieostrość. Na cyfrze ten moment jest zawsze trochę nieidealny, trochę nerwowy, trochę sztuczny. Na analogu to jest miazga. Zdjęcie z analoga spaja się w całość, spokój i sens w jednym kadrze. Najbardziej banalne ujęcia stały się interesujące.

I wtedy dotarło do mnie, że ja przez lata goniłem coś, czego cyfra z definicji nie potrafiła mi dać. A film miał to od zawsze – tylko ja byłem ślepy.

Analog wcale by mnie nie ruszył, gdyby nie jeden fakt: dziś skanowanie filmu to nie egzotyka, tylko normalny standard. Gdyby klisza miała zostać tylko w ciemni, na odbitce albo w szufladzie – podziękowałbym z miejsca. Ale moment, w którym zobaczyłem zeskanowany negatyw na pro skanerze, był jak policzek. Nagle dostałem dokładnie to, czego szukałem przez ćwierć wieku: obrazek z charakterem, plastyką, kolorem i oddechem. Bez cyfrowej sterylności. Bez tej całej cyfrowej nerwicy. Klisza zeskanowana na porządnym sprzęcie po prostu siadła mi na psychę jak złoto.

Na początku roku 2025 jeszcze żyłem w układzie „cyfra + analog”. Taki kompromis, taka asekuracja. Ale im głębiej wchodziłem w analoga, tym bardziej cyfra prywatnie znikała z mojego radaru – po zdjęciach z analoga nie dało się prawie patrzeć na zdjęcia z cyfry :[. Nie tęskniłem. Aż w końcu ją sprzedałem – bez dramatu, bez sentymentu. I wiesz co? Poczułem spokój. Jakby coś się domknęło. Jakby po latach szukania w końcu kliknęło. Analog mnie nie cofnął. On mnie ustawił na właściwe tory.

KROWA ANALOGOWY

Gdzie jestem teraz?

Jest koniec stycznia 2026 roku i pierwszy raz od dawna czuję autentyczny spokój. Przestałem się ścigać – za megapikselami, za premierami, za kolejnym „lepszym” body, które i tak po pół roku traci sens. Zamiast tego po prostu eksperymentuję. Biorę do ręki analogowe aparaty, testuję obiektywy, sprawdzam różne klisze. Bez presji. Po latach gonitwy w końcu mam frajdę z samego robienia zdjęć, a nie z analizowania sprzętu.

Min

Mój aktualny setup to dwie Minolty Dynax 800si (z różnymi obiektywami) – jedna z gripem – i szczerze mówiąc, trzeci korpus już chodzi mi po głowie. Po co aż tyle? Prosto: jeden aparat zawsze jest w pogotowiu, a do tego mogę mieć różne klisze z innym ISO i różne ogniskowe pod ręką. Bez przewijania, bez kombinowania, bez „zaraz, zmienię setup”.

SIMG 20250811

To jest cholernie miłe przeżycie, odkrywać fotografię od nowa. Z tą różnicą, że nie zaczynam od zera. Niosę ze sobą solidny bagaż cyfrowych doświadczeń, lata testów, błędów i świadomych wyborów. Dzięki temu mogę wracać do swoich ulubionych tematów. Tych samych kadrów, podobnych ujęć, makro, portretów czy detali, które fotografowałem setki razy. Robię je jeszcze raz, ale na innych zasadach.

I właśnie tu dzieje się magia. Każde zdjęcie potrafi mnie zaskoczyć. Te same kadry wyglądają na analogu absolutnie niewyobrażalnie.

Jeśli gdzieś z tyłu głowy pojawia Ci się myśl o aparacie analogowym, to wiedz, że dziś to nie jest żaden skok na główkę bez wody. Nigdy wcześniej wejście w analog nie było tak proste i tak dostępne. Sprzęt jest w zasięgu ręki, filmy są, skanowanie jest standardem, a próg wejścia nie wymaga sprzedawania nerki.

IMG2ssss0260103150143

I nawet nie chodzi o to, żeby coś zmieniać na stałe czy deklarować rewolucję. Czasem wystarczy spróbować, zobaczyć jak to działa na Ciebie. Bez presji, bez ideologii, bez obietnic. Bo analog nie jest dla każdego i nie musi być. Ale jeśli zaskoczy, to po cichu i skutecznie, bo analog ma ten talent do wciągania bez pytania o zgodę. I właśnie w tym jest cały jego sens.

Koniecfilmu

Amen. CDN 🙂

Łaciata Krowa
Łaciata Krowa

Od cyfrowej precyzji do analogowego błędu — każdy krok uczy mnie pokory wobec światła. Eksperymentuję. Odczuwam. Nie mam jednej drogi. Fotografuję, bo nie potrafię zapamiętywać. Piszę, żeby nie zapomnieć, po co. Nie jestem typem patrz, jakie robię świetne foty, tylko bardziej patrz, jak się uczę widzieć inaczej.
\m/(ಠ益ಠ)\m/

Artykuły: 647

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia przeglądania i zapewnić prawidłowe funkcjonowanie strony. Korzystając dalej z tej strony, potwierdzasz i akceptujesz używanie plików cookie.

Akceptuj wszystkie Akceptuj tylko wymagane