Noworoczne plotki fotograficzne, czyli co branża szepcze, gdy my udajemy, że nie słuchamy

Koniec roku w świecie fotografii ma swój specyficzny zapach. To mieszanka zimnej kawy w newsroomach, zmęczonych palców od odświeżania forów i tej cichej nadziei, że tym razem to już naprawdę będzie rewolucja.
Oficjalnie – cisza.
Nieoficjalnie – internet aż buzuje.
Bo właśnie teraz, między świętami a sylwestrem, zaczynają wypływać te najciekawsze rzeczy. Półsłówka. Screeny. „Kolega kolegi widział roadmapę”. I nagle cały fotograficzny internet wie, że coś się szykuje.

Sony – perfekcja doprowadzona do granic absurdu
Plotki mówią jasno: Sony nie zamierza zwalniać. Wręcz przeciwnie — podobno planuje kolejne uderzenie w stronę filmowców, którzy i tak już połknęli haczyk.
Mówi się o:
- nowej odsłonie FX3,
- jeszcze lepszym rolling shutterze (bo czemu nie),
- jeszcze większym nacisku na hybrydowość,
- i ergonomii, która w końcu przestaje udawać, że aparat to „tylko matryca z gripem”.
Czy to będzie rewolucja? Raczej ewolucja. Ale taka, po której konkurencja znów będzie musiała tłumaczyć się, dlaczego ich autofocus „prawie działa”.

Canon – cisza, która brzmi podejrzanie głośno
Canon milczy. A jak Canon milczy, to zazwyczaj coś knuje.
W kuluarach krążą plotki o:
- nowej generacji R5 (tak, znowu),
- dalszym zacieraniu granicy między linią Cinema a foto,
- i kolejnych usprawnieniach, które sprawią, że połowa internetu znów zacznie kłócić się o rolling shutter, zamiast robić zdjęcia.
Canon nie musi nic udowadniać. Wystarczy, że coś wypuści – reszta rynku i tak zareaguje.

Nikon – cichy profesjonalista
Nikon nie krzyczy. Nikon robi swoje.
Zamiast rewolucji — stabilizacja. Zamiast fajerwerków — dopracowane narzędzia.
Plotki mówią o:
- nowych firmware’ach,
- kolejnych szkłach Z,
- i bardzo ostrożnym, ale konsekwentnym budowaniu systemu, który po prostu… działa.
Bez show. Bez marketingowego konfetti. I może właśnie dlatego coraz więcej osób zaczyna na niego patrzeć z nowym szacunkiem.

Fujifilm – romantycy z matrycą średniego formatu
Jeśli komuś wciąż marzy się fotografia „z duszą”, to właśnie tu.
W branży krąży coraz więcej głosów o nowym rozdaniu w systemie GFX – szybszym, bardziej responsywnym, ale wciąż wyraźnie idącym pod prąd masowej cyfryzacji.
Fujifilm nadal gra kartą emocji, estetyki i procesu twórczego. I wygląda na to, że w 2026 roku zamierza tę kartę zagrać jeszcze mocniej.

Leica – milczenie mistrza
O Leice nie wiadomo nic.
I właśnie dlatego wszyscy o niej mówią.
Gdzieś w tle krążą plotki o nowym podejściu do Monochroma, o eksperymentach z formą i o tym, że Leica znów chce zrobić coś kompletnie „niepotrzebnego”, ale absolutnie pożądanego.
Bo Leica nie sprzedaje sprzętu.
Leica sprzedaje pretekst do fotografowania.
Na koniec – trochę prawdy
Większość z tych plotek się nie potwierdzi.
Część okaże się przesadzona.
Kilka z nich będzie zupełnie nietrafiona.
Ale właśnie dlatego ten okres jest tak przyjemny. Bo zanim pojawią się specyfikacje, testy i wykresy — jest jeszcze miejsce na wyobraźnię.
A ta, w fotografii, wciąż jest najważniejszym narzędziem.







