Nikon F70/N70: aparat z “wachlarzem”, który uwielbiam nienawidzić

Zazwyczaj kreatywność i oryginalność przynoszą wyniki, które są jednocześnie nowatorskie i zachwycające, ale czasem rezultat jest karykaturalny. A kiedy indziej wyjątkowo oryginalne produkty po prostu wywołują sprzeczne emocje – od uwielbienia po skrajną niechęć. Nikon zazwyczaj słynął z konserwatywnego podejścia do designu i ergonomii i za to cenili go użytkownicy. Jednak gdy Canon stworzył niezwykle nowoczesny system EOS wyposażony w najnowsze elektroniczne rozwiązania, w pewnej chwili zarząd Nikona postanowił spróbować rywalizować z odwiecznym wrogiem dając projektantom znaczną swobodę. I tak w roku  1994 powstała lustrzanka małoobrazkowa z autofokusem F70 – jeden z najbardziej kontrowersyjnych aparatów Nikona.

Nikon F70, znany w Stanach Zjednoczonych pod nazwą N70, był dostępny także w wersji QD, czyli ze ścianką z datownikiem. Wersja F70D miała tryb “Panorama”  (który wtedy polegał na zasłonięciu poziomych pasków na dole i górze kadru). Jak na tak kontrowersyjny aparat był produkowany dość długo – od 1994 do 2003 roku, ale pamiętajmy , że to były czasy długich cykli produkcyjnych od których odzwyczailiśmy się w czasach sprzętu cyfrowego. F70 był modelem dla zaawansowanego amatora, który miał zastąpić F-601. Ale o ile F601 stosował znany Nikoniarzom interfejs użytkownika, projektanci F70 poszli całkowicie odmienną drogą. I to niekoniecznie jest komplement.

W tamtych czasach prawie każda lustrzanka Nikona miała na górnej płycie wyświetlacz krystaliczny z podobną gamą i układem informacji oraz w miarę ujednolicony sposób zmieniania trybów pracy i różnych  wartości. Tym samym osoba, która używała na przykład Nikona F-801, bez problemu przesiadała się na F-601 czy F90. Interfejs użytkownika był znajomy. Tymczasem kontakt z F70 jest taki, jakby wsadzić pilota dwupłatowego Sopwith Camela do kokpitu F-35. Wszystko jest obce.

Wyświetlacz jest większy i podzielony na segmenty – wygląda to jak wachlarz, ale spotkałem się też z porównaniem do wschodzącego słońca. Próżno szukać typowego dla Nikonów przycisku “Mode” służącego do zmiany trybu ekspozycji czy przycisku kompensacji ekspozycji. Bez obaw – te wartości można zmieniać, ale droga do tego jest dłuższa i znacznie bardziej skomplikowana. O chłodnym przyjęciu nowinek może świadczyć to, że nie tylko Nikon, ale chyba nikt nigdy nie powtórzył takiego rozwiązania.

Bez instrukcji trudno jest dojść do właściwej sekwencji zmiany ustawień. Mówiąc w skrócie: z lewej strony pryzmatu znajdziemy dwa główne przyciski: “Function” i “Set”. Wciśnięcie “Function” i obrót znajdującego się pod kciukiem pokrętła pozwala wchodzić w kolejne segmenty “wachlarza”, z których każdy zawiera zestaw funkcji do zmiany (tryby ekspozycji, tryby przesuwu filmu, czułość ISO czy kompensacja ekspozycji). Gdy znajdziemy się we właściwym segmencie “wachlarza”, wciskamy “Set” i obracamy pokrętłem pod kciukiem aby zmienić parametry danej funkcji. Jak już się to opanuje, sterowanie jest jasne, ale nadal przeczy intuicji i wszystkiemu, czego nauczyło nas używanie typowych Nikonów.

Nikon-N70

 

Z kolei sam korpus to typowa czarna Nikonowska cegła z czerwonym paskiem pierwotnie zaprojektowanym przez Giorgetto Giugiaro dla Nikona F3 a jakość konstrukcji przypomina półzawodowego Nikona F90. Również osiągi są typowe dla zaawansowanych amatorskich aparatów firmy z tamtych lat: czasy otwarcia migawki w zakresie od 1/4000 sekundy do 30 sekund z synchronizacją błysku przy 1/125 sekundy, pełna gama trybów ekspozycji od ręcznego doboru parametrów ekspozycji, przez priorytet przysłony i czasu, zaprogramowane sterowanie ekspozycją z fleksją programu po szeroką gamę programów tematycznych; jest wbudowany flesz z pomiarem błysku przez obiektyw i szeroką gamą dodatkowych opcji; są trzy metody pomiaru światła: matrycowy, centralnie-ważony i punktowy a także kompensacja ekspozycji w zakresie od -5 do +5EV z krokiem co 1/3 EV a samoczynne ustawianie ostrości ma tryb pojedynczy i ciągły. Według dzisiejszych standardów moduł CAM274 (ten sam, co w Nikonie F90x) pokrywa bardzo małą część kadru – autofokus jest albo punktowy w środku kadru albo nieco rozszerzony, mieszcząc się w niewielkiej poziomej ramce. Poza samowyzwalaczem i zdjęciami pojedynczymi, F70 oferuje zdjęcia seryjne z częstotliwością 2 lub 3,7 klatki na sekundę. Czułość można wprowadzić ręcznie w zakresie of 6 do 6400 ISO, lub wczytać automatycznie z kodu DX na kasetce filmu w zakresie od 25 do 5000 ISO. Zasilanie zapewniają dwie baterie CR 123A.

Nikon F70 ma w zanadrzu coś swojego: będącą protoplastą obecnych ustawień użytkownika (U1/2/3) funkcję szybkiego przywołania (Quick Recall), pozwalająca zapamiętać do trzech zestawów własnych ustawień aparatu i przywołać je błyskawicznie w dowolnej chwili. Do tego służą przyciski “IN” – dla wprowadzenia ustawień. oraz “OUT” dla ich przywołania. Dodatkowo można poprzez przycisk “OUT” przywołać ustawienia fabryczne aparatu. Im dłużej myślę o interfejsie użytkownika Nikona F70 tym bardzie kojarzy mi się z minikomputerami czy kalkulatorami z lat 90. XX wieku. Oto sławetny lub niesławny – zależnie od punktu widzenia – wachlarz wyświetlacza.

Obraz w wizjerze jest duży i jasny, dzięki szklanemu pryzmatowi kryjącemu 92% kadru z wysokim punktem ocznym i powiększeniem 0,78x.  Niestety nie ma wbudowanej korekcji dioptrażu, ale dostępne były oddzielne soczewki do tego celu. Informacje podświetlane na zielono obejmują: obszar autofokusa, wskazanie prawidłowego ustawienia ostrości i elektroniczny dalmierz ze strzałkami instruującymi użytkownika w którą stronę obracać pierścień obiektywu przy ręcznym ostrzeniu, tryb ekspozycji, metodę pomiaru światła, fleksję programu, czas otwarcia migawki, wartość przysłony, analogową skalę ekspozycji i kompensacji ekspozycji zarówno dla światła zastanego jak i błyskowego, zalecenie użycia flesza oraz gotowość flesza.      

Jedno jest pewne: trudno zapomnieć spotkanie z Nikonem F70, a jednocześnie część użytkowników chciałaby je zapomnieć jak najszybciej. Interfejs użytkownika jest jedyny w swoim rodzaju, ale chyba nie na sposób o który chodziło inżynierom Nikona. Po prostu trochę szkoda zaśmiecać sobie pamięć nauką obsługi jednego aparatu, gdy jest tak wiele aparatów Nikona, które możemy obsługiwać intuicyjnie. Przyznaję jednak, że gdy się opanuje sposób kontrolowania ustawień aparatu, jego dziwaczność nie przeszkadza, pomiar światła i autofokus działa bardzo dobrze jak na tamtą generację lustrzanek Nikona; korpus jest solidny a przez negatywne opinie sporej rzeszy użytkowników trudno trafić na F70 “zajeżdżonego” intensywnym użytkowaniem. Przesuw filmu działa cicho, a migawka i lustro są nieźle wytłumione. Jedna wada – niestety typowa dla tamtej generacji Nikonów – to klejąca się okładzina tylnej ścianki.

Zatem biorąc do ręki Nikona F70 po dłuższej przerwie mogę się na początku wściekać, że muszę dokonać myślowego wysiłku, aby go “rozgryźć” na nowo, ale ostatecznie przychodzi przyjemność użytkowania sprzętu, który jest rozwiązany futurystycznie – w istocie można uznać, że interfejs użytkownika jest nowocześniejszy niż w niektórych dzisiejszych aparatach cyfrowych. Aparat leży dobrze w dłoni, pracuje płynnie i robi dobrze naświetlone zdjęcia. Pochodzący z Austrii aktor i reżyser  Erich von Stroheim grywał w Hollywood czarne charaktery i dlatego mówiono o nim: “człowiek, którego uwielbiacie nienawidzić”. Tak jest z moim stosunkiem do Nikona F70: uwielbiam go nienawidzić.

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
InterFoto
Wpisów: 193

Zostaw komentarz