Stare obiektywy na najnowszych aparatach: jestem za, a nawet przeciw

Stawmy czoła rzeczywistości: najnowsze obiektywy to w większości cuda inżynierii i optyki, ocierające się często o granice doskonałości pod względem rozdzielczości, ostrości czy kontrastu. Oczywiście ma to też swoją cenę: są drogie, a stopień komplikacji oznacza, że usterki nie da się naprawić przy pomocy śrubokręcika i młoteczka i często wymagana jest wymiana całej płyty głównej elektroniki sterującej tym ósmym cudem świata. Ale nie tylko niskie ceny i prostota konstrukcji przemawiają za tym, by wypróbować klasyczne obiektywy z ery manualnej optyki. Tam gdzie nie zbywa im na ostrości czy kontraście, wynagradzają poświęconą im uwagę charakterem i unikatowymi walorami optycznymi. Zatem spójrzmy na różne za i przeciw zdania się na stare manualne obiektyw.

Ja sam od chwili zakupu pierwszego pełnoklatkowego bezlusterkowca (Sony a7) wiedziałem, że to będzie idealna platforma dla zabawy z klasyczną optyką, z którą kiedyś się pożegnałem, a teraz mogłem jej powiedzieć ponowne radosne „witaj”. Nigdy nie kupiłem żadnego pełnoklatkowego obiektywu Sony z bagnetem E, woląc nadwyżkami w portfelu finansować zakupy starych obiektywów i adapterów do nich. To droga pełna odkryć – czasem oszałamiająco wspaniałych, a czasem rozczarowujących. Bo okazuje się, że czasem klasyk wspaniale pracujący na aparatach na materiały srebrowe wypada kiepsko i nieciekawie na bezlusterkowcu, a czasem pogardzany antyk zyskuje nowy blask. To część frajdy z odkrywania klasyki na nowo. Jest ciekawie, a do tego możemy przy tych samych zasobach finansowych poznać znacznie więcej szkieł. Przykładem niech będzie zakup szkieł systemu Canon FD. Gdy się dobrze poszuka i poczeka, za cenę obiektywu Sony FE 70-200 mm f/2,8 GM OSS można kupić kilkanaście bardzo dobrych obiektywów z bagnetem Canon FD, w tym nawet kilka profesjonalnych „L-ek”.

Zatem co przemawia za stosowaniem starej optyki na najnowszych bezlusterkowych aparatach cyfrowych?

Po pierwsze, walor budżetowy. Pomijając legendarne – słusznie lub nie – szkła, które osiągają znacznie przesadzone ceny w stosunku do rzeczywistych walorów optycznych (pierwszy przykład jaki przychodzi mi do głowy to NRD-owski Trioplan), można kupić jasną stałkę za cenę kilkunastokrotnie niższą od jej współczesnego odpowiednika. Na dodatek solidność wykonania często przebija nowoczesne szkła zawodowe. Mamy świetnie spasowane połączenie metalu i szkła, bez mnóstwa plastikowych wstawek i obwodów scalonych.

Po drugie, walor edukacyjny. Jako, że obiektyw jest całkowicie manualny musimy nauczyć się szkolić oko do wykrywania maksymalnej ostrości przy ruchu pierścienia obiektywu. Również ręczna regulacja wartości przysłony powoduje widoczne od razu zmiany głębi ostrości. To wszystko daje lepsze zrozumienie fizycznych i optycznych aspektów fotografowania oraz większą kontrolę nad procesem powstawania zdjęcia.

Po trzecie, walor estetyczny. Stare obiektywy dają unikatowe efekty, których próżno szukać w obrazkach z nowoczesnych obiektywów i które często nie dają się w pełni odtworzyć poprzez obróbkę w programie graficznym. I wartości artystycznej takich efektów nie niweluje fakt, że są niejednokrotnie wynikiem rozmaitych wad optycznych. Gdy nauczymy się wykorzystywać takie wady w sposób kreatywny, możemy tworzyć wyróżniające się obrazy. Przykłady to wirujące boke prostego i taniego Heliosa 58 mm f/2, czy bańkowe boke wielu obiektywów od rzutników slajdów.

Po czwarte, stare obiektywy idealnie sprawdzają się tam, gdzie samoczynne ustawianie ostrości nie ma znaczenia, a precyzyjne ostrzenie ręczne i mechaniczne sterowanie przysłoną jest zaletą, czyli w fotografii studyjnej czy makrofotografii. Obiektyw manualny łatwo jest używać na mieszku lub po odwróceniu do zdjęć w skali makro lub mikro. Nawet portret w studio łatwo jest zrobić obiektywem pozbawionym jakiejkolwiek automatyki, a przy podobnym budżecie można kupić znakomitą starą stałkę w cenie nowoczesnego kitowego zooma.

Oczywiście jest i łyżka dziegciu w tej beczce miodu i można znaleźć kilka argumentów przeciw używaniu starych obiektywów, chociaż nie dla każdego będą miały takie samo znaczenie.

Po pierwsze, brak autofokusa sprawia, że takie obiektywy nie bardzo nadają się do fotografowania sportu czy poruszających się obiektów. Oczywiście dla chcącego nic trudnego. Bo skoro fotografia sportu istniała przed erą autofokusa to znaczy, że da się. Dla osób, które wychowały się na autofokusie może to być jednak początkowo przeszkoda nawet przy fotografowaniu w miarę statycznych obiektów.

Po drugie, dla kogoś wychowanego na najnowszych aparatach elektronicznych zetknięcie z całkowicie manualnym obiektywem może wymagać umiejętności szybkiego uczenia się. Jeśli dotąd całkowicie zdawaliśmy się na automatyzację w aparacie wszystkich procesów wykonywania zdjęcia, ilość wiedzy do przyswojenia może być dla jednych fajnym wyzwaniem ale dla innych barierą trudną do przejścia.

Po trzecie kwestia doboru odpowiednich adapterów. Stare obiektywy wymagają zastosowania odpowiednich adapterów do pracy na bezlusterkowcach. Nie wszystkie adaptery są równie dobrze wykonane i nie wszystkie mają ścisłe tolerancje jeśli chodzi o głębokość, która decyduje o tym, czy możemy ustawiać ostrość do nieskończoności. Zatem wybór adaptera jest ważny, Z kolei wiele obiektywów niefotograficznych – na przykład od rzutników slajdów – wymaga samodzielnego wykonania adaptera, do czego nie każdy ma talenty manualne.

Po czwarte, niektóre stare obiektywy z racji wieku i długiej historii użytkowania wymagają kalibracji, regulacji, oczyszczenia. Nawet obiektywy leżące praktycznie od nowości od dziesięcioleci w szafach czy na strychach często mają zaolejone listki przysłony czy pierścienie ustawiania ostrości. Ale po odrobinie konserwacji mogą posłużyć nam potem do końca życia.

Zatem jak widać, nawet moje przeciw przewrotnie są argumentami za używaniem klasycznej optyki na najnowszych cyfrówkach, bo wszystkie są do pokonania, a za czas poświęcony na konserwację i poznanie ich właściwości, stare obiektywy odwdzięczą się unikatowymi obrazkami.

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Wpisów: 1504

Zostaw komentarz