Nikon FM3a – zawsze gotowy do akcji

Szukając prostej i niezawodnej lustrzanki na film małoobrazkowy najczęściej cofamy się do sprzętu z lat 60., 70. czy początku lat 80. XX wieku. Nic dziwnego – wtedy powstały najciekawsze konstrukcje tego rodzaju – ale istnieje aparat, który każe nam spojrzeć w nieco mniej odległą przeszłość: Nikon FM3A wprowadzony na rynek w roku 2001, a wycofany z niego w roku 2006. Czyli konstrukcja dość młoda mimo, że w jej żyłach płynie krew poprzedników z poprzednich dekad. Na tle swojej epoki – kulminacji całkowicie zautomatyzowanych i elektronicznych lustrzanek analogowych i początku jeszcze bardziej elektronicznych aparatów cyfrowych – był już wtedy anachroniczny. Ale cóż to za piękny anachronizm!

Prace nad aparatem, prowadzone przez inżynierów z oddziału Nikona uprzednio tworzącego serię lustrzanek Nikkormat, rozpoczęły się w japońskiej fabryce Ohi pod koniec 1998 roku i chociaż Nikon miał ogromne doświadczenie na tym polu, trudno sobie wyobrazić bardziej szczególną chwilę na tworzenie nowego, półzawodowego sprzętu małoobrazkowego bez autofokusa i wbudowanego silnika transportu filmu, bo właśnie te dwie cechy wyznaczały kierunek rozwoju aparatów tej klasy. Decyzja Nikona była śmiała, może nieco zbyt śmiała na tamte czasy, bo wolumen sprzedaży modelu FM3A – chociaż stabilny – był mikroskopijny w porównaniu do innych modeli noszących logo firmy, ale dzięki temu dostaliśmy lustrzankę będąca kulminacją czterech dekad doświadczeń firmy.

FM3A był aparatem dla pasjonatów fotografii oraz zawodowców chcących mieć jako sprzęt główny lub rezerwowy lustrzankę niewielką, łatwą w obsłudze, wytrzymałą i zdolną do pracy nawet bez baterii. Korzystając z czterdziestu lat doświadczeń, inżynierowie Nikona wrzucili do wrzącego tygla najlepsze cechy manualnych lustrzanek z przeszłości, wyeliminowali ich wady, dodali nieco nowej technologii i wyszła im z tego całkiem strawna potrawa. Aparat jednocześnie prosty i wyrafinowany; elektroniczny, gdy mamy baterię i mechaniczny, gdy ta padnie. Dość mały i lekki a jednocześnie gotowy wytrzymać najtrudniejsze warunki zewnętrzne. Nikon dość sprytnie poprowadził kampanię marketingową poprzedzającą premierę, której towarzyszyła publikacja szeregu artykułów w czołowych pismach fotograficznych, dzięki czemu w pierwszych miesiącach produkcji popyt przewyższał popyt. FM3A stał się ikoną i jest nią do dziś. Dość wysoka cena oryginalna utrzymuje się ciągle na stałym poziomie.

Jeśli w chwili premiery korpus FM3A wyglądał znajomo wieloletnim użytkownikom systemu Nikona, nic w tym dziwnego. Nowy aparat był w duchowym sensie amalgamatem całkowicie mechanicznego FM2 i całkowicie elektronicznego (za wyjątkiem mechanicznych czasów otwarcia migawki 1/250 sekundy i B) FE2 i przejął od nich kształt korpusu oraz ogólną filozofię sterowania. Ale FM3A nie jest prostą hybrydą FM2 i FE2, bo w projektowaniu przemysłowym nie zawsze 2+2=4. Liczne zapożyczenia z poprzedników owszem były, ale nowy aparat miał własne sztuczki w rękawie. Za najważniejszą należy uznać hybrydową migawkę, która w trybie priorytetu otworu przysłony potrafi odmierzać czasy otwarcia płynie w zakresie od 1/4000 do 8 sekund, ale bez baterii działa na każdej pełnej wartości od 1/4000 do 1 sekundy. Migawka hybrydowa jest niezwykle skomplikowana w konstrukcji i dlatego przykładów aparatów dysponujących takim rozwiązaniem jest tak niewiele w historii sprzętu fotograficznego.

Bagnet Nikon F zapewnia dostęp do niezwykle szerokiej palety obiektywów. Przy ich wyborze należy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, nie można używać obiektywów bez systemu indeksowania maksymalnego otworu przysłony (tak zwanych non-Ai) ponieważ grozi to złamaniem dźwigienki informującej system pomiaru światła aparatu o liczbie przysłony; zatem manualne obiektywy dla FM3A muszą by typu Ai lub AiS. Po drugie, możliwe jest korzystanie z obiektywów z autofokusem pod warunkiem, że mają pierścień przysłon; oczywiście ustawianie ostrości jest ręczne.

FM3a ma sprawdzony przez dziesięciolecia, tradycyjny pomiar centralnie-ważony, w którym 60% czułości jest skoncentrowane w środku kadru. W automatyce czasów istnieją dwa sposoby wpływania przez użytkownika na ekspozycję: poprzez pamięć pomiaru uruchamianą przyciskiem z tyłu aparatu; oraz poprzez korekcję ekspozycji włączaną pokrętłem z lewej strony pryzmatu w zakresie +/2 2 stopnie EV ze skokiem co 1/3 EV. Pomiar światła jest konsekwentnie godny zaufania.

Wizjer jest bardzo jasny i daje duży obraz – pole krycia kadru to 93%, a powiększenie wynosi 0,83x. Standardowa wymienna matówka K3 ma w środku klin dalmierzowy otoczony pierścieniem mikropryzmatycznym. Ręczne ustawianie ostrości to czysta przyjemność, niedostępna posiadaczom nowoczesnych lustrzanek, których matówki niezbyt nadają się do tego celu. Jak na całkowicie analogowy sposób prezentacji informacji, ich ilość w wizjerze jest niezwykle wyczerpująca. Z lewej strony widać skalę czasów otwarcia migawki. Niebieski znacznik pokazuje wybrany czas otwarcia w trybie ręcznego doboru parametrów ekspozycji lub informuje o wyborze trybu automatycznego, natomiast wskazówka informuje o czasie sugerowanym przez światłomierz aparatu lub wybranym przez system automatyki ekspozycji. Ponadto, okienko systemu ADR (Aperture Direct Readout – bezpośredni odczyt przysłony) pokazuje wartość przysłony wybraną na obiektywie; dodatkowo użytkownik jest ostrzegany o zastosowaniu korekcji ekspozycji oraz informowany o gotowości lampy błyskowej.

Korpus jest znakomicie zbudowany – materiały są najwyższej klasy, korpus jest zwarty, wytrzymały, a wszystkie elementy sterujące pracują płynnie. Wszędzie zastosowano najlepsze dostępne wówczas materiały, choćby mosiężne płyty w konstrukcji płyty dolnej i górnej, a migawka i przesuw filmu są wyposażone w system samo-smarowania. Wytłumienie lustra jest wzorowe, ale do pracy ze statywu istnieje dodatkowo możliwość jego wstępnego podniesienia poprzez włączenie samowyzwalacza. Specjalna dźwignia służy do poglądu głębi ostrości, a przesuw filmu można zautomatyzować poprzez dołączenie motoru MD-12. Pomiar błysku może odbywać się w trybie TTL (poprzez obiektyw) a zestaw styków umożliwia odczyt czułości filmu poprzez umieszczony na kasetce kod DX.

Jeśli miałbym się przyczepić do jakichś drobiazgów, wymieniłbym niewymienność pryzmatu, niepotrzebną blokadę pokrętła korekcji ekspozycji oraz sposób pokazywania czasów otwarcia migawki, i to zarówno ręcznie jak i automatycznie wybranych, który sprawia, że po ciemku nie widać jaka wartość została ustawiona; system oparty o diody zapewniłby lepsze walory użytkowe. Jednak chyba największa przeszkodę dla poszerzenia bazy szczęśliwych posiadaczy tego wspaniałego aparatu zawsze stanowiła wysoka cena. Szkoda, bo tych, którzy nigdy nie mieli go w ręku omija ważny kawałek historii sprzętu fotograficznego i frajda płynąca z wystrzelania choćby jednej rolki filmu założonej do aparatu, którego precyzji dorównują jedynie najlepsze konstrukcje noszące logo „Leica”. Te dwanaście lat, które minęły od zaprzestania produkcji Nikona FM3A nie zmieniło jego kultowego statusu ani o jotę. Na zakończenie ery świetności analogowych lustrzanek Nikon stworzył jedno z ich najdoskonalszych wcieleń.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Brzeziński

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1511

Zostaw komentarz