Nikon FA: program i pomiar matrycowy bez styków

Nikon FA to bardzo szczególna lustrzanka w historii – i to nie tylko Nikona, ale sprzętu fotograficznego w ogóle. W chwili premiery w roku 1983 producent używał określenia „Technocamera” i trudno się z nim nie zgodzić. Jeśli chodzi o sterowanie ekspozycją jest to najbardziej zaawansowany aparat z ręcznym ustawianiem ostrości i mechanicznym przesuwem filmu: pomimo braku elektronicznej komunikacji z obiektywami, oferuje zarówno program jak i pomiar matrycowy. Mało tego: to jedyny Nikon bez autofokusa, który taką kombinację oferuje z obiektywami Ai i AiS i jeden z czterech Nikonów dających program przy mechanicznej komunikacji między aparatem i obiektywem (oprócz FA są to jeszcze: Nikon F301, F501, F4).

Ale lista ciekawych rozwiązań, które znajdziemy w FA a których próżno szukać w najnowszych lustrzankach cyfrowych Nikona, jest dłuższa. O ile obecne lustrzanki cyfrowe mają limit 30 sekund dla automatycznie odmierzanej ekspozycji, Nikon FA odmierza matrycowo eskpozycje o nieomal nieograniczonej długości i robi to niezwykle precyzyjnie. Mało tego: aparat mierzy światło do ostatniej chwili, gdy przysłona jest już przymknięta a przed samym otwarciem migawki. To rozwiązanie jest szczególnie przydatne przy współpracy ze starymi Nikkorami, których mechanizm przysłony może działać nieprecyzyjnie w wyniku zużycia czy jakichś przypadków losowych. Aparat wstępnie dobiera ekspozycję do teoretycznego otworu przysłony mechanicznie komunikowanego z obiektywu, ale mierzy światło do ostatniego momentu przed ekspozycją dla rzeczywistej ilości światła padającego na element światłoczuły. Zatem nawet jeśli mechanizm przysłony jest wadliwy, ekspozycja będzie prawidłowa.

Dodatkowo, Nikon FA mimo braku elektroniki oferuje ekspozycję zaprogramowaną, a nawet dwie. Ze wszystkimi obiektywami Ai oraz z obiektywami AiS o ogniskowej do 135 mm zastosowanie ma program standardowy (Normal), natomiast obiektywy AiS o ogniskowej 135 mm lub dłużej oraz zoomy AiS, których dłuższy zakres osiąga co najmniej ogniskową 135 mm, uruchamiają program High, czyli preferujący krótsze czasy otwarcia migawki, dla uniknięcia poruszenia zdjęcia. Nie ma możliwości dokonania ręcznego wyboru jednego z tych dwóch programów. Obiektywy Ai-d, czyli zmodyfikowane do standardu Ai nie dają ani programu High ani pomiaru matrycowego.

Z dedykowanych akcesoriów warto wymienić motor MD-15, który nie tylko ułatwia wykonywanie szybkich serii zdjęć, ale tez zapewnia zasilanie z 8 baterii paluszków (AA) elektroniki samego aparatu (w przeciwieństwie do modelu MD-12), tym samym uwalniając użytkownika od konieczności pamiętania o dwóch guziczkowych bateriach S76/A76, które normalnie zasilają pomiar światła i migawkę FA.

Ale zatrzymajmy się na chwilę przy największej innowacji wprowadzonej w Nikonie FA, czyli nowatorskim pomiarze światła. Dla uproszczenia nazywam go matrycowym, bo takie określenie zostało później przyjęte przez Nikona (Matrix), ale pierwotna nazwa to AMP (Automatic Multi-Pattern) czy automatyczny pomiar wielosegmentowy. To przodek wszystkich nowoczesnych systemów pomiaru światła opartych o analizę różnych części pola obrazowego, które znajdziemy go wszystkich systemach aparatów i zapewne prawie każdy fotograf się z nimi zetknął, mniej lub bardziej świadomie. I tak, jak trudno sobie wyobrazić specyfikację nowoczesnego aparatu cyfrowego bez pomiaru wielosegmentowego, podobnie trudno nam teraz zrozumieć to, że w roku 1983 niewiele osób doceniło jego nowatorstwo i zatwardziali zawodowcy opierający swoje pomiary światła na sprawdzonym w bojach pomiarze centralnie-ważonym nie ufali nowince i sprzedaż modelu FA szła nie najlepiej. Przodek nie został doceniony w swoich czasach. Tym bardziej zasługuje na chwilę triumfu teraz, po latach.

Wyboru pomiaru światła dokonujemy przy użyciu małego przycisku znajdującego się na mocowaniu obiektywu poniżej dźwigni samowyzwalacza. W normalnej pozycji działa pomiar matrycowy, natomiast wciśnięcie i przytrzymanie przycisku uruchamia pomiar centralnie-ważony. Jeśli chcemy mieć na stałe pomiar centralnie-ważony – a taka była preferencja wielu zawodowców w czasach premiery Nikona FA – musimy po wciśnięciu przekręcić przycisk. Pojawia się wtedy czerwona kropka ostrzegająca o przełączeniu metody pomiaru światła. Pomiar matrycowy działa praktycznie z każdym obiektywem Nikona wyprodukowanym od roku 1977, wliczając w to zarówno obiektywy z ręcznym, jak i automatycznym ustawianiem ostrości (wyposażone w pierścień przysłon). No i wracając do kwestii trybów ekspozycji, z tymi wszystkim obiektywami FA daje pełną ich gamę: ręczny dobór parametrów ekspozycji, priorytet przysłony, priorytet czasu otwarcia migawki i dwa programy – Nomal i High. Oczywiście aparat nie jest w stanie współpracować z najnowszymi obiektywami serii G i E, które wymagają elektronicznej komunikacji z korpusem.

Nikon FA oferuje funkcję Cybernetic Override, która sprawia że system ekspozycji przesuwa wybraną przez użytkownika wartość przysłony (w trybie priorytetu przysłony) lub czas otwarcia migawki (w trybie priorytetu czasu otwarcia migawki) jeśli taka wybrana wartość nie pozwala na uzyskanie prawidłowej ekspozycji przy danej wartości czułości ISO. Ta funkcja była niezwykle przydatna w czasach „analogowych”, bo zapobiegała marnowaniu filmu na nieprawidłowo naświetlane klatki. Teraz nie zawracamy uwagi na taką funkcję, bo automatyka doboru wartości ISO zapewnia znacznie lepszą wersję tamtego cybernetycznego wymuszenia zmiany parametrów. Nikon FA daje pomiar błysku przez obiektyw, ale nie zapewnia automatycznego równoważenia światła flesza z zastanym i w trybach automatycznych czas otwarcia migawki ustawia się „na sztywno” na 1/250 sekundy, zatem używanie lampy na FA ma sens właściwie tylko, jeśli błysk ma zapewnić wyłączne oświetlenie obiektu.

Jak już pisałem, korpus jest zasilany dwoma guziczkowymi bateriami S76 lub A76 zapewniającymi zasilanie światłomierza i migawki przez lata, natomiast 8 baterii w motorze MD-15 zasila zarówno silnik jak i sam aparat. FA odczytuje mechanicznie dane przysłony z obiektywów produkowanych od roku 1977 (oczywiście z wyłączeniem najnowszych obiektywów G i E) a także jest w stanie pokazać optycznie odczytywaną wartość przysłony w trybach M i A poprze okienko z przodu pryzmatu. Drugie matowe okienko na górze pryzmatu doświetla niewielki wyświetlacz ciekłokrystaliczny pokazujący informacje w wizjerze. Pokrętło czasów otwarcia migawki oraz dźwignie i przełączniki działają niezwykle precyzyjnie; wyjątkiem jest pokrętło czułości, które w wielu egzemplarzach z czasem stawia coraz większy opór. Licznik klatek ma oznaczone na pomarańczowo pozycje dla 12, 20, 24 i 36 zdjęć. Po zamknięciu tylnej ścianki aparat wybiera czas 1/250 sekundy aż do osiągnięcia klatki numer 1. Mechaniczny samowyzwalacz z 10-sekundowym opóźnieniem zaczyna swój ruch od podniesienia lustra, co jest znakomitym substytutem oddzielnej funkcji podnoszenia lustra. Poprzez delikatne cofnięcie do pozycji wyjściowej można zatrzymać samowyzwalacz po uruchomieniu.

Przy zakupie Nikona FA dzisiaj warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze, jeśli dźwignia sprawdzania głębi ostrości działa z opóźnieniem, może to sygnalizować problem z przymykaniem przez aparat przysłony w obiektywie. Po drugie, gąbka amortyzacji lustra oraz gąbka tylnej ścianki zaczynają się z czasem kleić. No i po trzecie, jeśli ktoś zostawił w nieużywanym przez wiele lat aparacie baterie, te mogły wylać i spowodować korozję styków. Jedna rzeczy, którą wedle instrukcji aparatu powinniśmy się martwić jest blednięcie wyświetlacza ciekłokrystalicznego, ale poza aparatami uderzonymi i uszkodzonymi, nie widziałem egzemplarza Nikona FA z niedziałającym wyświetlaczem.

Nikon FA to prawdziwy półprofesjonalny aparat końcówki złotej epoki manualnych lustrzanek. Jest świetnie wykonany, wygląda „hipstersko” a praca nim to prawdziwa przyjemność. Na dodatek to kawał ważnej historii dzięki pionierskiemu systemowi pomiaru światła AMP. Dzięki migawce działającej do 1/4000 sekundy, pomiarowi matrycowemu i ekspozycji programowanej z szeroką gamą obiektywów, jest znacznie bardziej zaawansowanym aparatem of Nikona F3 z podobnej epoki. Aparat nowatorski w chwili premiery, sprawdził się przez dziesięciolecia i stał prawdziwym klasykiem. Wielce godnym polecenia.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Brzeziński

Default image
Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej. Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/ W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”. W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE. W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych. W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego. W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather. Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin. Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie. Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.
Wpisów: 1511

2 komentarze

  1. F301 nie ma pomiaru matrycowego, oba aparaty powstały w bardzo podobnym czasie, F501 kilka lat później, ale dodano jedynie AF.

Zostaw komentarz