Nikon D70s: fotografia w podczerwieni (EN)

Chociaż nigdy nie znalazła się w głównym nurcie, fotografia w podczerwieni przechodziła przez fazy wzrostu i spadku zainteresowania. Na przykład koniec lat 60tych XX wieku to okres wzmożonego nią zainteresowania: odrealnione nastroje podczerwonej fotografii zdawały się świetnie wpasowywać w psychodeliczną modę i wielu muzyków wykorzystywało takie zdjęcia na okładkach swoich płyt. Nie zmienia to faktu, że ze względu na techniczne komplikacje nigdy nie był to masowo uprawiany gatunek fotografii. I tak jest nadal, pomimo że era cyfrowa w znacznym stopniu upraszcza aspekt techniczny. Ale po kolei, chociaż w ogromnym skrócie i upraszczając.

Na początku XX wieku Robert W. Wood jako pierwszy wykonywał fotografie w świetle podczerwonym; w latach 1930tych obrazami w podczerwieni interesowało się głównie wojsko i świat nauki. Przez dziesięciolecia ten obszar fotografii pozostawał poza zasięgiem amatorów ze względu na konieczność korzystania z drogich i wymagających specjalnego traktowania oraz obróbki filmów. 

Epoka cyfrowa przyniosła znaczne zmiany: matryce są uczulone zarówno na widmo widzialne jak i niewidzialne, ale ze względu na to, że podczerwień zaszumia obraz i zaburza równowagę barw, ogromna większość cyfrowych aparatów (szczególnie lustrzanek) ma umieszczony przed matrycą filtr odcinający, w różnym stopniu, podczerwień. W przypadku wielu modeli cyfrowych aparatów można uprawiać fotografię podczerwoną poprzez umieszczenie przed obiektywem specjalnego filtra (na przykład Hoya 72 IR), który odcina większość światła widzialnego a przepuszcza podczerwień. Taki filtr jest tak ciemnoczerwony, że prawie czarny, a zatem wydłuża znacznie czasy ekspozycji, co prawie zawsze powoduje konieczność korzystania ze statywu. Różne kombinacje matryc, filtra odcinającego IR oraz filtra założonego na obiektyw dają ogromny rozrzut uzyskiwanych efektów, i nie zawsze są to efekty zadawalające.

Ponadto do niedawna tylko w kompaktach cyfrowych można było śledzić przefiltrowany obraz na tylnym ekranie LCD natomiast wizjer optyczny lustrzanek sprawiał, że ekspozycję trzeba było ustalać metodą prób i błędów a kadr wybrać po umieszczeniu aparatu na statywie a przed założeniem filtra na obiektyw, gdyż potem obraz w wizjerze był zbyt ciemny, aby można było cokolwiek zobaczyć. Wprowadzenie podglądu na żywo rozwiązało tę niegodność używania cyfrowych lustrzanek w fotografii podczerwonej. Nadal jednak długie czasy ekspozycji i konieczność używania statywu czynią taką fotografię uciążliwą. Trzeba pamiętać, że obrazy w podczerwieni są znacznie bardziej zaszumione niż te wykonywane w świetle widzialnym a więc podbicie ekwiwalentu czułości nie jest receptą na długie czasy otwarcia migawki. Należy się trzymać jak najniższych wartości ISO.

Rozwiązaniem optymalnym jest trwałą przeróbka lustrzanki cyfrowej: usunięcie filtra blokującego podczerwień i zastąpienie go przezroczystą szybką odpowiedniej grubości. Aparat zachowuje się wtedy jak przy fotografowaniu w świetle widzialnym: można stosować jednocześnie niskie ekwiwalenty czułości i krótkie czasy otwarcia migawki a zatem uprawiać „reportaż w podczerwieni”. Statyw jest niepotrzebny; fotografuje się „z ręki”, można zatrzymać ruch ludzi, zwierząt czy chmur na niebie. Oczywiście nie polecam przeróbki nowego aparatu, ponieważ spowoduje ona unieważnienie gwarancji aparatu. Ja kupiłem specjalnie do takiej modyfikacji używany, starszy model lustrzanki – Nikona D70s, ponieważ jego czujnik świetnie nadaje się do fotografii podczerwonej, ma niezbędną dla tego rodzaju fotografii możliwość ręcznego ustawienia balansu bieli, a ponadto jest to aparat niezwykle łatwy do demontażu i ponownego złożenia. 

Można się czepiać, że ma matrycę o zaledwie 6 milionach pikseli, kiepski ekran LCD, i brakuje mu podglądu na żywo, ale naprawdę cudownie sprawdza się w podczerwieni. A brak Live View w tym wypadku jest dla mnie jego zaletą, bo najlepsze jest to, że codziennie wychodząc z Nikonem D70s IR tak naprawdę udaję się w podróż w nieznane. Optyczny wizjer pozwala mi na obserwację wyłącznie światła widzialnego a zatem muszę dokonać czegoś, co obecnie nazywa się „prewizualizacją” – staram się wyobrazić sobie jak wybrany kadr będzie „wyglądał” w podczerwieni. I mimo, że wieloletnie doświadczenie podpowiada taki obraz i pomaga wybrać optymalne do fotografii podczerwonej motywy, końcowy wynik jest zawsze nieprzewidywalny.

Dopiero po powrocie do domu, zgraniu zdjęć do komputera, otwarciu ich w programie graficznym i dokonaniu wstępnej obróbki widzę, co rejestrował aparat. Zawsze towarzyszy temu podniecenie i niecierpliwość. Czasem motyw, który uważałem za „pewniaka” nie zagra a czasem coś sfotografowanego na koniec i bez przekonania nabiera w komputerze rumieńców. To sprawia, że odzyskuję czar fotografii analogowej, kiedy znało się końcowy wynik dopiero po wywołaniu filmów. Ponadto znacznie precyzyjniej wybieram kadry i wolniej fotografuję niż przypadku cyfrowej fotografii widzialnej. Z długiego spaceru z psem potrafię przynieść kilkaset zdjęć psich zabaw w świetle widzialnym, a jedynie 10 – 15 podczerwonych.

Under the skin: Infrared photography with a  converted Nikon D70s 

Nikon D70s may be grossly outdated as a digital camera for regular use, but as a springboard to infrared photography it can still prove its value. It is cheap to buy, easy to convert, and fun to use. It has the option of a preset white balance, which is indispensable for infrared photography. Unfortunately it has no live view, which – unless one uses just a single lens calibrated with the body to focus correctly the infrared wavelengths – makes focusing tricky. Small size and poor quality of the LCD screen do not help either, as it is extremely difficult to access critical sharpness in recorded images. But with time one learns how to focus and wide-angle lenses stopped down to f/11-13 usually provide adequate depth-of-field-induced sharpness. I also used the infrared index on some old AiS primes with some success. Those six million pixels proved to work quite well for some 24×36 inch prints made of infrared images, which I exhibited several times. For me infrared is going “under the skin” – seeing the invisible underside of the reality.

Selfie_jarek_brzezinski

Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Obrazek domyślny
InterFoto

Tworzymy jeden z najstarszych sklepów fotograficznych w Polsce. Powstał on z pasji fotografowania. Jesteśmy pasjonatami fotografii i sprzętu fotograficznego. Działamy na rynku fotograficznym nieprzerwanie od roku 1995.

Wpisów: 465

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.