Sony 500 mm f/8 Reflex: czy słusznie zapomnieliśmy o obiektywach lustrzanych?

Obiektywy lustrzane mają długą historię, a w obserwacjach astronomicznych są obecne od niepamiętnych czasów. W latach 60. XX wieku zaczęła się ich kariera w fotografii z kilku prostych powodów: teleobiektywy klasyczne były dość duże i ciężkie, a aberracja chromatyczna psuła jakość obrazu. Obiektywy zwierciadlane zawierają w konstrukcji dwie powierzchnie lustrzane, które „składają” drogę, jaką przybywa światło, dzięki czemu są znacznie krótsze niż by to wynikało z ich ogniskowej, a do tego dość lekkie. Ponadto obraz z nich nie wykazuje poważniejszych problemów z aberracją chromatyczną.

Przez około 30 lat pojawiało się sporo takich konstrukcji, głównie o ogniskowych w zakresie od 500 mm do 1000 mm, do różnych systemów lustrzanek, natomiast w latach 80. XX wieku, obiektywy zwierciadlane wypadły z łask na rzecz jasnych teleobiektywów o ogniskowych 500 i 600 i jasności f/4 z soczewkami ze szkła fluorytowego I niskodyspersyjnego, automatycznym ustawianiem ostrości i stabilizacją obrazu. Oczywiście takie teleobiektywy – będące marzeniem każdego fotografa sportowego i przyrodniczego – są znacznie wszechstronniejsze od obiektywów lustrzanych, ale i znacznie droższe, większe oraz cięższe. Istnieją ciemniejsze – a przy tym nie tak drogie, duże i ciężkie – zoomy obejmujące ogniskową 500 mm, ale żaden z nich nie zasługuje na pewno na miano optyki „kieszonkowej”.

Użycie specjalnych gatunków szkła korygującego aberrację chromatyczną, autofocus i stabilizacja obrazu w klasycznych teleobiektywach przyczyniły się do “upadku” obiektywów zwierciadlanych, gdyż wady tych ostatnich zaczęły przeważać nad zaletami. Gdy spojrzymy na typowy obiektyw lustrzany – o ogniskowej 500 mm i jasności f/8 – wady są oczywiste. Jest ciemny i trudno na matówce lustrzanki ustawić ostrość; dodatkowo brak stabilizacji spycha taki obiektyw do użycia statywowego, a to neguje zalety związane z małymi gabarytami. Przysłona ma stałą wartość, więc tylko filtry szare pozwalają przy danej wartości ISO wpływać na eskpozycję. Dodatkowo obiektywy lustrzane bardzo mocno winietują a ich konstrukcja sprawia, że punkty światła są oddawane jako krążki, co zaburza odbiór obrazu.

W roku 1991 Minolta wypuściła obiektyw lustrzany 500 mm f/8 Reflex do systemu Dynax – jedyną tego typu optykę z autofokusem. Gdy Minolta została przejęta przez Sony, był to jeden z obiektywów, które bez zmian optycznych i konstrukcyjnych były dalej produkowane pod marką Sony. Tak więc od roku 2006 jako Sony 500 mm f/8 Reflex ten obiektywowy “odmieniec” dalej funkcjonował na rynku. Z ułatwień do autofokusa doszła stabilizacja matrycy, jaką Sony wprowadziło w nowej generacji lustrzanek, a potem jeszcze półprzepuszczalne lustro, które wyeliminowało drgania pochodzące od ruchu lustra oraz zanik obrazu w chwili fotografowania. To wszystko poprawia komfort pracy z obiektywem lustrzanym. A dzięki adapterowi LA-EA4 dochodzi do tego możliwość założenia tego obiektywu na mały korpus pełnoklatkowego bezlusterkowca Sony serii A7. W tym teście Sony 500 mm f/8 Reflex został zamocowany na A7R II. Gabaryty obiektywu – długość 118 mm i waga 665 g –sprawiają, że jest to mała, lekka i dobrze wyważona kombinacja. Zestaw mieści się w kieszeni płaszcza a w małej torbie Crumplera zostaje jeszcze miejsce na dodatkowy obiektyw, portfel i sporo drobiazgów.

Obiektyw ma prostą konstrukcję: jest wbudowana osłona przeciwsłoneczna z szerokim gumowanym pierścieniem, który się przydaje, jeśli przejdziemy na ręczne ustawianie ostrości, przycisk blokady autfokusa oraz szuflada z filtrem neutralnym plus dołączony filtr neutralny szary 4X. Ze względu na konstrukcję obiektywu, autofokus – zarówno z lustrzankami Sony, jak i z bezlusterkowcami podłączonymi poprzez LA-EA4 – jest możliwy tylko ze środkowym polem a wszystkie pozostałe zostają automatycznie wyłączone, Ale autofokus „śrubokrętowy” jest dość szybki i dokładny a zaczyna błądzić tylko w przypadku obiektów pozbawionych dostatecznego kontrastu.

Sony A7R II odczytuje ogniskową obiektywu i dobiera do niej stopień stabilizacji matrycy, ale tu konieczne jest pamiętanie o tym, że obiektyw jest nieproporcjonalnie lekki do swojej ogniskowej a to może paradoksalnie zwiększyć podatność na drgania; w istocie mamy ogniskową 500 mm zamkniętą w obudowie, która gabarytami bardziej przypomina portretówkę o ogniskowej 100-135 mm.

Ze względu na konstrukcję z drugim lustrem umieszczonym za przednią soczewką, nieostre punkty są oddawane jako krążki i w większości sytuacji nie jest to fajny efekt. Dużo zależy od charakteru tła, odległości między planami obrazu, kontrastu itd. Jeśli ten efekt nam bardzo przeszkadza, trzeba być wybiórczym w tym co fotografujemy obiektywem lustrzanym.

Prawe każdy obiektyw winietuje, natomiast obiektywy lustrzane winietują bardzo mocno. Na szczęście w erze cyfrowej łatwo to skorygować bez większych strat jakości zdjęcia, natomiast poniższe zdjęcie bez korekcji pokazuje skalę problemu.

Ostrość jest niezła, chociaż nie wybitna, natomiast zdjęciom brakuje nieco kontrastu, ale ten można łatwo podbić w obróbce. Aberracja chromatyczna praktycznie nie występuje. Gdyby nie ograniczenie w postaci minimalnej odległości fotografowania w okolicach 4 metrów, można by używać Sony Reflex 500 mm f/8 do pseudo makrofotografii; niektóre stare obiektywy lustrzane pozwalały ustawiać ostrość znacznie bliżej, dając skalę odwzorowania 1:3. Największą zaletą kombinacji obiektywu z Sony A7R II są gabaryty, zachęcające do noszenia jej ze sobą wszędzie i zawsze, co pozwala zrobić zdjęcia odległych obiektów, których zapewne byśmy nie zrobili klasycznym jasnym teleobiektywem z tak prostego powodu, jak to że… nie mielibyśmy go przy sobie. Oczywiście w tych samych warunkach jakość zdjęć z teleobiektywu 500 mm f/4 ze specjalnymi gatunkami szkła będzie górować na obrazkiem z Sony 500 mm f/8 Reflex, ale czasem warto mieć zdjęcie dobre, niż nie mieć znakomitego.I na koniec porównanie wielkości Sony 500 mm f/8 Reflex (z lewej) i obiektywu Sony Sonnar T* 135 mm f/1,8 ZA (z prawej). Należy dodać, że portretówka jest znacznie cięższa od omawianego tutaj obiektywu lustrzanego.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Brzeziński

Galeria zdjęć:

Obrazek domyślny
Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Wpisów: 1575

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.