O trudach i nagrodach adaptowania dziwnych obiektywów: IPZ-109-1A 50 mm f/1,2 na Sony a6000

W dobie bezlusterkowców można eksperymentować do woli z obiektywami od różnych systemów i do różnych zastosowań. Oczywiście jeśli ktoś używa sprzętu do celów zarobkowych, jego priorytetem jest zakup nowoczesnej, technicznie doskonałej optyki z jak najlepszym autofokusem. Ale do różnych prywatnych projektów i do czystej zabawy w fotografię, warto rozejrzeć się wokół i poszukać nowych zastosowań dla ogromnej ilość “osieroconych” obiektywów z dawno nie produkowanych systemów czy odzyskanych z urządzeń optycznych, których pierwotnym celem wcale nie była fotografia.

Ostatnio w InterFoto odnaleziono zapomniany skarb: radziecki obiektyw IPZ RO-109-1A 50 mm f/1,2. Pierwotnie był to obiektyw do projektorów filmowych na film 16 mm. Jest to bardzo jasny anastygmat z chemicznie naniesionymi powłokami przeciwodblaskowymi. Zbudowany z 6 soczewek w 5 grupach obiektyw waży 180 g i ma 81 mm długości, kryje klatkę o przekątnej 38 mm a odległość od tylnej soczewki do płaszczyzny ostrości wynosi 26,11 mm. Obiektyw został zaprojektowany tak, aby zapewniał dobrą korekcję aberracji szczątkowej oraz wysoką rozdzielczość. Tyle suchych faktów i teorii.

Adaptacja obiektywów od projektorów jest trudna ponieważ nie mają mechanizmu ustawiania ostrości natomiast mają dość długie tubusy, który koniec znajduje się bardzo blisko matrycy. To często utrudnia lub wręcz uniemożliwia ich dostosowanie do lustrzanek, ponieważ komora lustra nie pozwala na uzyskanie ostrzenia w nieskończoności. Dlatego bezlusterkowce to oczywisty wybór przy tego typu adaptacjach. Brak przysłony w obiektywach projekcyjnych jest oczywisty i dlatego adaptujemy je dla obrazka, jaki dają przy pełnej jasności. Adaptację zaczynamy od określenia pola krycia obiektywu, aby wybrać właściwy format matrycy bezlusterkowaca. Zazwyczaj stosowną wiedzę znajdziemy w Internecie; jeśli takowej brak, czekają nas próby na aparatach z matrycami różnych rozmiarów. W przypadku IPZ RO-109-1A 50 mm f/1,2 przeczytałem, że obiektyw ten kryje matrycę formatu APS-C i po krótkich testach potwierdziłem, że tak w istocie jest.Następnie ustalamy jak daleko obiektyw musi się znaleźć od płaszczyzny matrycy aparatu na zasadzie zwykłego trzymania obiektywu przed włączonym bezlusterkowcem i przesuwania go w tył i przód aż uzyskamy ostrość w nieskończoności. To jest odległość minimalna obiektywu od aparatu. Obiektywy projekcyjne to proste konstrukcje, w których zmiana ostrości odbywa się przez ruch całego członu optycznego, więc nie musimy się martwić o to, czy nasza adaptacja zaburzy właściwości optyczne konstrukcji. Ja dostosowywałem rzeczony obiektyw do aparatu Sony a6000, nieco starszego bezlusterkowca z matrycą formatu APS-C. Do tego celu wykorzystałem wygrany na portalu aukcyjnym chiński helikoid. Zakupiłem również system tanich metalowych, modułowych pierścieni pośrednich z mocowaniem Sony E.  Z tyłu helioidu wkleiłem pierścień z mocowaniem Sony E, a z przodu najkrótszy moduł  z owego systemu modułowych pierścieni pośrednich – dzięki temu mogę do tego jednego helikoidu dostosować dowolną liczbę obiektywów. Do łączenia elementów użyłem formowalnego kleju Sugru oraz taśm materiałowych wykorzystywanych do mocowania wiązek elektrycznych w samochodach.

Gotowy po adaptacji obiektyw nie wygląda pięknie, ale działa bez zarzutu. Cały został umieszczony wewnątrz połączonych modułów pierścieni pośrednich, więc nawet powstało coś na kształt osłony przeciwsłonecznej, a helikoid pozwala uzyskać ostrość od nieskończoności do zdjęć z bliska. Taśmy izolacyjne na zewnątrz zapewniają dobry uchwyt i sprawiają, że w zimie metalowe pierścienie nie mrożą ręki. Przejście pełnego zakresu ustawiania ostrości ujawnia dwoisty charakter obiektywu RO-109-1A 50 mm f/1,2. Przy fotografii z bardzo bliska jest nieźle skorygowany. Duża jasność i wynikająca z niej niewielka głębia ostrości przy dobrej korekcji zapewniają płynne rozmycie tła. Boke jest – jak piszą niektórzy tłumacząc dosłownie określenie angielskie – maślane (“buttery smooth”). Ja je nazywam kremowym. W każdym razie niewielki obszar ostrości szybko, ale płynnie przechodzi w całkowitą nieostrość.

Jednak przy większych odległościach ustawiania ostrości i przechodzeniu w stronę nieskończoności, obiektyw zmienia charakter, ponieważ wykraczamy poza to, co przewidzieli jego projektanci. Obiektyw rzeczywiście kryje pole matrycy formatu APS-Caparatu Sony a6000, ale mimo braku winietowania, na brzegach obrazu wychodzimy poza zakres dobrej korekcji obrazu i pojawia się sporo wad optycznych, w tym dystorsja, krzywizna pola, aberracja sferyczna, itd. W konsekwencji powoduje to powstanie “wirującego boke”.

Charakter, stopień “wirowania” jest uzależniony od wielu czynników, takich jak rodzaj i kontrast tła, odległości między planami zdjęcia, czy oświetlenie. Natomiast – jak pokazują rozliczne psie zdjęcia – obiektyw nadaje się nieźle do portretowania, ponieważ ostrość w środku obrazu jest niezła, przejście do nieostrości jest płynne nawet przy większych odległościach ustawiania ostrości, natomiast wady optyczne na brzegach skupiają uwagę na ostrym obiekcie w centrum.

I wyraźnie widoczna jest jeszcze jedna cecha bardzo częsta w optyce radzieckiej i rosyjskiej, i ulubiona przez niektórych poszukiwaczy “odlotowych” efektów w starych obiektywach: tęczowe flary pojawiające się w większości sytuacji fotografowania pod światło.

I na koniec pytanie o koszty adaptacji i jej opłacalność. Sam obiektyw zakupiłem za 10 PLN. Helikoid był najdroższy – kosztował 160 PLN, ale stanowi podstawę do wielu innych adaptacji, więc jest to wydatek jednorazowy. Zestaw pierścieni pośrednich wraz z mocowaniem Sony E kosztował 23 PLN, paczka formowalnego kleju Sugru – 19 PLN, rolka taśmy materiałowej – 8 PLN. W sumie wydałem 220 PLN, co zważywszy na efekty “piktoralne” i na to, że helikoid będzie wykorzystywany do innych adaptacji – wydaje się kwotą niewielką. A zabawa jest przednia. Również fajna jest świadomość, że dajemy “nowe życie” obiektywowi, który przeleżał kilka dziesięcioleci bezużytecznie. Dzięki zmianie charakteru w trakcie przeostrzania od nieskończoności do zdjęć z bliska, IPZ RO-109-1A 50 mm f/1,2 nie jest obiektywem zdolnym do pokazania tylko jednej sztuczki. Ma ich kilka w zanadrzu. Nadaje się do makrofotografii z papierową głębią ostrości, portretów, a nawet reportażu. Zatem na pytanie, czy warto było go adaptować, odpowiedź brzmi, że było i to bardzo.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Brzeziński

Obrazek domyślny
Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński, ur. 1962 r., fotograf, malarz i tłumacz z tytułem magistra filologii angielskiej.
Blog pod adresem: https://towarzystwonieustraszonychsoczewek.blogspot.com/
W roku 2005 opublikował książkę “Canon EOS System”.
W latach 1998- 2009 odpowiedzialny w UKIE za tłumaczenia wszystkich dokumentów związanych z akcesją oraz członkostwem Polski w UE.
W latach 1996- 2011 redaktor i autor setek artykułów na temat sprzętu fotograficznego i fotografii dla czołowych miesięczników branżowych.
W latach 1987-1998 pracował jako nauczyciel angielskiego.
W latach 1994-1996 pracował jako freelancing copywriter dla Ogilvy & Mather.
Od 12 lat jest głównym ekspertem ds. tłumaczeń w Centrum Europejskim Natolin.
Od 25 lat pracuje jako zawodowy fotograf ślubny, reklamowy, reklamowy, eventowy, przemysłowy, korporacyjny oraz portrecista, zarówno w studio jak i w terenie.
Od 30 lat pracuje jako tłumacz polsko-angielski oraz angielsko-polski dla czołowych firm i organizacji.

Wpisów: 1575

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.