Wymień lub sprzedaj sprzęt fotograficzny
|
Złóż zapytanie o wniosek ratalny w Interfoto.eu

Fujifilm X100T vs Ricoh GR IIIx: klasyka kontra nowoczesna kieszonkowość

Są takie aparaty, które nie starzeją się w klasyczny sposób. Nie gonią specyfikacji, nie próbują być wszystkim naraz. Po prostu są i robią swoje. Fujifilm X100T i Ricoh GR IIIx to dwa zupełnie różne podejścia do fotografii ulicznej. Dwa narzędzia stworzone z myślą o tym, żebyś był bliżej momentu, a nie bliżej menu ustawień. Tyle że dzieli je niemal dekada technologiczna. I to czuć.
Ale nie zawsze tam, gdzie byś się spodziewał.

Ergonomia: rytuał vs natychmiastowość

Fujifilm X100T to aparat, który prowadzi Cię przez proces. Pokrętła, kliknięcia, fizyczne przełączniki: wszystko ma swoją wagę. To nie jest szybkie w sensie sportowym. To jest szybkie w sensie świadomym. Masz wizjer hybrydowy, który sam w sobie jest doświadczeniem. Masz ekspozycję pod palcami. Masz poczucie, że robisz zdjęcie, a nie tylko je „rejestrujesz”.

Ricoh GR IIIx idzie w przeciwną stronę.

To aparat, który znika w dłoni. Minimalizm do granic. Jeden kciuk, jeden ruch, jedno zdjęcie. Nie myślisz o nim: on po prostu jest gotowy. I tu trzeba być uczciwym: jeśli liczy się czysta szybkość reakcji, Ricoh wygrywa.

Jeśli liczy się doświadczenie fotografowania, Fujifilm wciąga bardziej.

Obiektyw: charakter kontra precyzja

Fujifilm X100T ma klasyczne 23mm f/2 (ekwiwalent 35mm). To ogniskowa, która „widzi jak człowiek”. Uniwersalna, naturalna, bliska reportażowi. Obiektyw Fuji ma w sobie coś lekko miękkiego. Nie w sensie technicznej słabości: raczej w sensie plastyki i charakteru. Szczególnie na pełnej dziurze.

Ricoh GR IIIx to zupełnie inna historia: 26.1mm f/2.8 (ekwiwalent 40mm). Bardziej intymnie. Bliżej. Ciszej. Ten obiektyw jest po prostu chirurgicznie precyzyjny. Ostry od brzegu do brzegu, bez kombinowania. Bardziej współczesny, bardziej „kliniczny”.

I tu wychodzi różnica epok:

  • Fuji daje obraz, który czujesz
  • Ricoh daje obraz, który możesz analizować

Matryca: postęp, który widać… ale nie zawsze czuć

Ricoh GR IIIx ma nowoczesną matrycę APS-C 24 MP. Lepsza dynamika, lepsza praca na wysokim ISO, większa elastyczność plików RAW.

Fujifilm X100T? Starsza jednostka 16 MP. Na papierze: przepaść. W praktyce?

Jeśli fotografujesz świadomie, różnice się spłaszczają. Fuji ma swoje profile symulacji filmów, które robią robotę już na etapie JPEG-a. Kolor, kontrast, klimat: to wszystko wychodzi „z aparatu”. Ricoh daje więcej neutralności. Więcej kontroli. Ale też więcej pracy.

Warto też wspomnieć o jednej rzeczy: Ricoh ma tendencję do lekkiego niedoświetlania (ok. -0.5 EV). Nie jest to wada a raczej charakterystyka, którą trzeba znać i uwzględniać.

Sigma 45mm F2.8, Sigma i-series, Sony A7R IV, fotografia wiosenna, bezlusterkowce, pełna klatka, obiektywy stałoogniskowe, fotografia psów, fotografia koni, bokeh, ergonomia
Od razu widać, w której kieszeni jest znacznie mniej kieszonkowy aparat Fujifilm X100T

Poręczność: tu nie ma dyskusji

Ricoh GR IIIx to aparat, który naprawdę mieści się w kieszeni. Nie „prawie”. Nie „w większej kurtce”. Po prostu: kieszeń i idziesz.

Fujifilm X100T? To już bardziej „kompakt do noszenia”, niż „kompakt kieszonkowy”.

Różnica jest fundamentalna. Ricoh jest zawsze z Tobą. Fuji: wtedy, kiedy decydujesz się go zabrać.

Różnica epok, i dlaczego to ma znaczenie

Ricoh GR IIIx jest produktem współczesnym. Szybki, precyzyjny, zoptymalizowany. Fujifilm X100T pochodzi z innego momentu w fotografii. Z czasu, kiedy aparaty miały bardziej charakter niż funkcję.

A mimo to… X100T nadal się broni. Nie przez specyfikację. Przez doświadczenie.

fujifilm-x100t-vs-ricoh-griiix-porownanie

Konkluzja: co wybierasz tak naprawdę?

To nie jest wybór między lepszym a gorszym aparatem. To wybór między dwoma podejściami:

  • Ricoh GR IIIx: aparat, który znika i pozwala Ci działać natychmiast
  • Fujifilm X100T: aparat, który spowalnia i każe Ci poczuć moment

Ricoh jest bardziej praktyczny. Bardziej „dzisiejszy”. Ale Fujifilm… ma coś, czego nie da się zmierzyć tabelką.

I może właśnie dlatego, mimo upływu lat, nadal trzyma klasę. Bo w fotografii nie zawsze chodzi o to, co jest nowsze.
Czasem chodzi o to, co sprawia, że chcesz wyjść z domu i robić zdjęcia.

Autor tekstu: Jarosław Brzeziński

Na podstawie spostrzeżeń poczynionych przez: Bartosz Karol Kania

Zdjęcia: Bartosz Karol Kania

Jarosław Brzeziński
Jarosław Brzeziński

Jarosław Brzeziński. Rocznik 1962. Malarz, fotograf, autor kilkuset artykułów dla polskich miesięczników fotograficznych oraz oryginalnego wydania książki „Canon EOS System”. Tłumacz i copywriter, kiedyś członek zespołu negocjującego wejście Polski do UE. Obecnie w ekipie InterFoto.eu. Wielbiciel wszelkich psów ze szczególną słabością do rudzielców. Kinoman od zawsze i na zawsze.
"Spoiwem robionych przez mnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat zdjęć jest aspekt literacki a nie piktoralny: czasem w codzienności objawia się to, co wykracza poza nią, albo pod powierzchnią rzeczy czai się piękno tak jak je rozumiał de Lautréamont, który pisał o pięknie przypadkowego spotkania parasola i maszyny do szycia na stole sekcyjnym. Sztuka to jedyny wehikuł pozwalający nam na transcendencję w duchu Baudelairowskiego „Gdziekolwiek, gdziekolwiek, byle poza ten świat.”

Artykuły: 2416

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *