Sigma C 100-400mm F5-6.3 DG DN OS HSM i relaksujący spacer po parku

Nic podobno tak nie pomaga myśleć jak spacerowanie, a że ostatnio pogoda wyjątkowo sprzyja to postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym – wybrać się do okolicznego parku i przy okazji przetestować czy Sigma C 100-400mm F5-6.3 DG DN OS HSM pomoże mi osiągnąć stany z kategorii relaks, przyjemność płynąca z fotografii przy jednoczesnym obcowaniu z przyrodą, ale też nie wchodzenie jej w drogę, tak by jej zbytnio nie przeszkadzać.

Do tanga trzeba dwojga, a do fotografii trojga, więc zabrałem swój tyłek, Sony A7C II i rzeczony obiektyw Sigma C 100-400mm F5-6.3 DG DN OS HSM i wybrałem się z samego rana do niedalekiego parku, w którym znam większość ścieżek, ale nadal potrafię się zaskoczyć i zgubić. Inna sprawa, że ja w zasadzie lubię się gubić, bo potem można się pięknie odnaleźć i rozpocząć cały cykl na nowo. Co najważniejsze zestaw, który ze sobą zabrałem kompletnie mi w tym nie przeszkadzał, a momentami nawet zapominałem, że ma ze sobą aparat i przyszedłem robić zdjęcia. Na szczęście dalej mam w sobie ten pęd do przeżywania momentów przez pryzmat fotografii i chęć podglądactwa zwierzątek, a teleobiektyw jest w takich sytuacjach sprzymierzeńcem. Pozwala zachować dystans, który w świecie przyrody jest najcenniejszą walutą, bo z jednej strony możesz być blisko i widzieć detale – pióra, ruchy uszu, spojrzenia zwierząt, a z drugiej nadal pozostać tylko cichym obserwatorem gdzieś na uboczu ścieżki.

To brzmi jak najuczciwsza umowa, jaką można zawrzeć z naturą. My jej nie przeszkadzamy, a ona udaje, że Nas nie widzi. Sigma C 100-400mm F5-6.3 DG DN OS HSM w takich warunkach daje dokładnie to, czego można oczekiwać od teleobiektywu spacerowego. Zakres ogniskowych jest na tyle szeroki, że można reagować na sytuację praktycznie bez zastanowienia. Raz coś przemyka gdzieś między gałęziami na 100 mm, chwilę później siedzący na ławce kruk staje się portretowym bohaterem na 400 mm.

Parki mają zresztą swoją specyficzną dynamikę. To nie jest dzika puszcza ani odludna dolina, gdzie przez dwie godziny nie spotyka się nikogo. Tu wszystko dzieje się znacznie bliżej człowieka. Psy, biegacze, rowerzyści, dzieci karmiące kaczki, starsi panowie z gazetą, a pomiędzy tym wszystkim ptaki, wiewiórki pazerne na Twoje orzeszki. Dzięki dłuższej ogniskowej można ten świat obserwować trochę jak teatr. Sceny dzieją się gdzieś dalej, ale nadal jesteśmy ich częścią.

Czasem wystarczy chwilę postać w jednym miejscu, żeby zobaczyć więcej niż podczas godzinnego spaceru. Parkowe zwierzęta są dość przyzwyczajone do obecności ludzi, ale jednocześnie bardzo dobrze wyczuwają, kto chce je gonić z aparatem, a kto po prostu stoi spokojnie i patrzy. Zresztą fotografia przyrodnicza (nie tylko w takich miejscach) to w dużej mierze cierpliwość i obserwacja. Nie ma sensu biegać za wszystkim co się rusza. Znacznie lepiej znaleźć sobie fragment ścieżki, ławkę albo drzewo, oprzeć się o nie i po prostu chwilę pobyć.

Po kilku minutach zaczynasz zauważać rzeczy, które wcześniej umykały. Ptak, który przelatuje zawsze tą samą trasą między dwoma drzewami. Wiewiórkę, która ma swoje ulubione miejsce na składowanie łupin. Światło, które powoli przesuwa się między gałęziami i nagle zamienia zwykłą parkową scenę w coś ciekawego. W takich momentach fotografowanie przestaje być „polowaniem na kadry”, a zaczyna przypominać bardziej spokojne zbieranie małych obserwacji.

Sigma C 100-400mm F5-6.3 DG DN OS HSM tylko to ułatwia i nie trzeba podchodzić bliżej, nie trzeba robić zamieszania, a wystarczy podnieść aparat do oka i nacisnąć spust migawki wtedy, kiedy wszystko na chwilę układa się tak, jak powinno, a jeśli akurat nic się nie dzieje to też jest w porządku, bo spacer nadal pozostaje spacerem i czasami właśnie o to w fotografii chodzi najbardziej.
































