Czym jest dla Ciebie fotografia?

Jedno medium – miliard intencji i 5 miliardów pstryków wykonanych każdego dnia, wśród, których każde będzie o czymś i o niczym jednocześnie. Fotografia to bardzo dziwny i wyjątkowo pojemny twór, który dla jednych pozostaje narzędziem komunikacji, weekendowym hobby, formą wyrazu artystycznego, a inni uczynili z niego sposób na życie. Część z nas przy porannej kawie rozmawia o kolekcjonowaniu sprzętu, kolejnych nowych szkłach, dziwnych decyzjach producentów, a inni w tym czasie dokumentują wydarzenia dziejące się na świecie.

Najlepsze jest to, że w zasadzie każde z tych podejść jest na swój sposób właściwe i może być wartościowe, a szczególnie w świecie, gdzie aparat możesz kupić za równowartość całkiem fajnego używanego auta i robić za jego pomocą „fine-art photography” na platynowych wydrukach lub wybrać Instaxa, Polaroida lub (o zgrozo!) telefon z masą finezyjnych algorytmów poprawiających wygląd nieba, skóry. Właśnie tak fotografia potrafi przybierać różne role – zawodu, obsesji, pasji, wyrazu czy szybkiego pstryku w drodze po kawę. Dzięki temu jest to medium wyjątkowo demokratyczne, choć jednocześnie elitarne, z jednej strony intymne, a z drugiej masowe, techniczne, ale również metafizyczne i chyba właśnie tak trudno czasem uchwycić sedno czym ona właściwe jest?
Genesis – skąd przyszła fotografia?
Zanim nadeszły współczesne czasy i fotografia stała się estetyczną zabawą i narzędziem marketingu była odpowiedzią na bardzo ważną wręcz pierwotną (sięgając do pierwszych malowideł naskalnych) potrzebę – zatrzymanie świata.
Pierwsze trwałe fotografie, jak dagerotypia czy wcześniej Niepce i jego widok z okna w Le Gras, nie były związane z artyzmem czy inną zakręconą fanaberią, a raczej ich źródła należy upatrywać w fascynacji techniczno-chemicznej i potrzebą dowiedzenia, że światło może zostawić ślad (phot- „światło” i graphos „pisanie”), co przełożyło się na myśl, iż możemy iluzorycznie zatrzymać czas. Jednakże już od czasów camera obscura, przez mokry kolodion, aż po małoobrazkową rewolucję i w końcu cyfrę medium fotografii nieustannie balansowało między dokumentem a interpretacją, bo z jednej strony zdjęcie miało być „dowodem”, a z drugiej zawsze pozostawało czyjąś decyzją – gdzie stanąć, co fotografować, kiedy nacisnąć spust.

Susan Sontag pisała, że fotografowanie to forma zawłaszczania rzeczywistości i sposób uczestniczenia w niej poprzez jej rejestrowanie. Roland Barthes w Świetle obrazu szedł dalej i dla niego fotografia była jednocześnie dowodem istnienia, ale i bolesnym przypomnieniem przemijania, a każde zdjęcie małą zapowiedzią śmierci. Może i brzmi to w pewien sposób patetycznie, ale czy świat nie jest właśnie taki? Czy fotografia nie była od początku związana i nadal czasem nie jest z lękiem przed utratą? Bliskich, krajobrazu, wydarzeń, wspomnień? Czy zdjęcia nie miały nam mówić, że to się wydarzyło i to było prawdziwe? Dzisiaj mamy miliardy obrazów i mniej znaczenia.

Dlaczego AI nie zastąpi nam zachwytu nad światem?
Żyjemy w epoce obrazów generowanych w sekundę, a algorytm potrafi stworzyć idealny zachód słońca, atrakcyjny pejzaż, nieskazitelną twarz. Z tym, że perfekcja nie ma kompletnie nic wspólnego z rzeczywistością. Można wygenerować pejzaż, ale nic nie odda uczucia stania po kostki w zapadającym się śniegu, wśród zamieci, gdy czujemy nic innego tylko charakterystyczne napięcie i spokój tuż po wciśnięciu spustu migawki. Nie da się w żaden sposób odzwierciedlić przeżyć związanych z fotografowaniem drugiego człowieka.
Fotografia jako plik, wydruk, czy powiększenie nigdy nie jest celem samym w sobie, ale pewną wypadkową wszystkich przeżyć, doświadczeń, które składają się na dany rezultat, a wspólnym, być może najważniejszym mianownikiem jest tutaj obecność, zachwyt oraz fascynacja.

Fotograficzne bycie „tu i teraz”, o którym tak często zdarza mi się myśleć i pisać nie jest tylko utartym frazesem rodem z buddyjskich ksiąg czy new age’owych manipulacji, ale realnym „zatrzymaniem się” i zrozumieniem, że siła świata leży nie w jego idealizmie, ale właśnie w tym, że jest wyjątkowy taki jaki jest i nie ma potrzeby go sztucznie upiększać i należy szukać piękna tam gdzie do tej pory go nie widzieliśmy.
Myślę, że właśnie dzięki temu podejściu świadoma fotografia nigdy nie zginie, bo w gruncie rzeczy nie chodzi nigdy o zdjęcie, a o uczucie, gdy patrzysz, jak gdyby po raz pierwszy i widzisz. Niczym dziecko otwierające oczy po raz pierwszy.
Czym jest fotografia dla mnie?
Fotografia dla mnie to nigdy nie był tylko obraz, ale pewne nadanie ważności, bo jeśli coś fotografuję to uznaję to za warte zatrzymania i w tym geście jest dla mnie decyzja „to jest dla mnie ważne”. Czasem jest to cień na ścianie, czasem twarz, innym razem brudna ulica. Akt fotografowania to dla mnie wybór wycinka rzeczywistości i pewien rodzaj komentarza. Dzięki temu mam poczucie, że oczyszczam się wewnętrznie i zrzucam z siebie myśli, napięcia i ból, który czasem towarzyszy mi, gdy patrzę na świat.

Fotografia to moja autoterapia. Gdy podnoszę aparat do oka to czuję, że jestem tu i teraz. Nie ma czasu, a przyszłość i teraźniejszość nie funkcjonuje w normalnym rozumieniu tych pojęć. Jestem ja, światło, cień, forma, treść, relacja, świadomość, koncentracja. To wszystko jest dla mnie pewnego rodzaju medytacją w ruchu. Od zawsze mam tak, że szukam piękna w brudzie, pęknięciach, fakturach, niedoskonałościach, przypadkowych gestach, chaosie i dzięki temu mam szansę spojrzeć na swój sposób głębiej, poza powierzchowność.

Sprzęt interesuje mnie tylko z perspektywy narzędzia i pełni rolę drugorzędną, bo najważniejsze na koniec dnia jest to co mogę za jego pomocą stworzyć i czy to pomaga mojej wizji, czy ją rozmywa. To jeden z elementów, który musi współgrać, ale nie jest krytyczny, choć mam swoje preferencje, ale dziś nie o tym, bo dziś ważne jest to, że fotografia zaczyna się tam, gdzie zaczyna się świadomość.
Zamiast podsumowania
Fotografia jest jak kameleon i przyjmuje różne formy zależnie od tego do czego aktualnie jej potrzebujemy. Jest medium, narzędziem, terapią, dokumentem, komentarzem, a czasem nawet ucieczką. Dla mnie jest sposobem nadawania sensu fragmentom rzeczywistości, oswojeniem przemijania, ćwiczeniem uważności, medytacją, codziennością, nierozłącznym elementem życia.
A dla Ciebie?








