Canon FD 135mm F3.5 S.C. na Nikonie Zf: zimowy minitest klasycznego tele z charakterem

Seria zimowych testów klasycznych 135-tek na Nikon Zf trwa w najlepsze. Po zderzeniu z kompaktowym Olympus OM-System E.Zuiko Auto-T 135mm F3.5 i lekkim SMC Pentax-M 135mm F3.5, na warsztat trafia coś wyraźnie bardziej mięsistego: Canon FD 135mm F3.5 S.C..
To szkło z epoki, w której obiektywy projektowano bez kalkulowania każdego grama pod marketingowy wykres. Metal, szkło, konkret. I czuć to od pierwszego kontaktu.

Mechanika: kiedy metal oznaczał trwałość
Canon FD 135mm F3.5 S.C. jest wyraźnie większy i cięższy od wspomnianego Olympusa i Pentaksa. W dłoni daje poczucie solidności: tubus jest w przeważającej części metalowy, pierścień ostrości szeroki, z wyraźnym, głębokim radełkowaniem.

Skok ostrości jest długi i precyzyjny, z przyjemnym, lekko tłumionym oporem. Ten obiektyw to narzędzie, które prowadzi się świadomie. W zimowych warunkach, czyli przy niskich temperaturach, mechanika pozostaje przewidywalna, bez wyraźnego twardnienia smaru (co w starszych konstrukcjach bywa problemem).

W przeciwieństwie do OM i Pentaxa, tutaj nie znajdziemy wbudowanej osłony przeciwsłonecznej. To drobiazg, ale w praktyce – szczególnie przy ostrym, niskim zimowym słońcu – warto mieć ją osobno, ale jak nie dostaliśmy jej w komplecie z obiektywem nie będzie łatwo znaleźć właściwy model do tak starego obiektywu. Podpowiadam, że osłona do obiektywu Canon FD 135mm F3.5 S.C. ma symbol BT-55.

Co oznacza S.C.?
Oznaczenie S.C. w nazwie to skrót od Spectra Coating. To autorska powłoka Canona z epoki FD, mająca redukować flary i poprawiać kontrast poprzez ograniczenie odbić między soczewkami.

W praktyce?
To nie jest współczesna nano-powłoka klasy L, ale różnica względem starszych, jednokrotnie powlekanych konstrukcji jest zauważalna. Kontrast jest przyzwoity, a pod światło szkło potrafi zachować kontrolę, o ile nie prowokujemy go bezpośrednim słońcem w kadrze bez osłony.

Ergonomia na Nikonie Zf przez adapter K&F Concept
Canon FD wymaga adaptera bez optyki, a w tym przypadku użyliśmy K&F Concept Canon FD-Nikon Z Adapter.
Z Nikonem Zf zestaw wygląda bardzo spójnie; stylistycznie to niemal podróż w czasie. Wizualnie? Bajka. Funkcjonalnie? Bardzo dobrze.
- Pełna manualna kontrola.
- Focus peaking działa bez zarzutu.
- Stabilizacja matrycy w Zf skutecznie wspiera fotografowanie z ręki przy 135 mm.
- Balans zestawu jest lepszy niż w przypadku lekkich OM i Pentaxa – tu masa obiektywu dociąża front i daje poczucie stabilności.

To szkło wymaga spokojnej pracy. Nie jest to dynamiczne narzędzie do reportażu. To raczej tele do kontemplacji: portret, detal architektoniczny, wyizolowany fragment zimowego krajobrazu.
Walory optyczne – charakter ponad laboratoryjność
Canon FD 135mm F3.5 S.C. nie jest kliniczny. I dobrze.
Ostrość
Już od pełnej dziury jest używalnie, choć z delikatną miękkością typową dla konstrukcji z lat 70. Po przymknięciu do f/5.6–8 obraz staje się bardzo solidny, z dobrą]ym mikrokontrastem.
Plastyka
To największy atut. Separacja planów jest naturalna, nieagresywna. Tło rozmywa się miękko, bez nerwowości, choć oczywiście przy F3.5 nie uzyskamy spektakularnego rozmycia znanego z jaśniejszych tele.

Kolor i kontrast
Barwy są lekko ocieplone, kontrast umiarkowany. To szkło, które daje bazę pod własną interpretację w postprodukcji; nie narzuca stylu, ale go sugeruje.
W porównaniu z Olympusem OM, Canon jest bardziej wyrazisty w rysunku. Pentax-M jest mniej kontrastowy na pełnej dziurze, ale z bardziej analogowym charakterem.

Zimowy klimat i 135 mm
Ogniskowa 135 mm zimą ma sens. Kompresuje perspektywę, wycina zbędne elementy, pozwala budować minimalistyczne kadry, a to coś, co szczególnie dobrze współgra z estetyką Zf i klasycznych szkieł.
Manualne ostrzenie przy niskim słońcu, para unosząca się nad śniegiem, detal gałęzi na tle nieba – w takich scenach to szkło czuje się najlepiej.

Podsumowanie
Canon FD 135mm F3.5 S.C. nie jest najmniejszy, nie jest najlżejszy i nie jest najbardziej spektakularny optycznie. Ale jest uczciwy. To obiektyw z czasów, gdy trwałość była równie ważna jak parametry. Przez adapter na Nikonie Zf staje się świadomym wyborem. Nie dla tych, którzy chcą szybko i perfekcyjnie. Dla tych, którzy chcą wolniej i bardziej uważnie.

W świecie, w którym wszystko jest coraz lżejsze, szybsze i bardziej optymalne, takie szkło przypomina, że fotografia to nie tylko rozdzielczość. To także rytm pracy, opór pierścienia ostrości i moment, w którym świadomie decydujemy: to właśnie teraz.
A 135 mm? Nadal ma sens. Szczególnie zimą.









