Nielegalny obiektyw? Dlaczego Samyang 85 mm F1.4 AF Canon RF zniknął z rynku? – Canon RF i idea izolacji

„Nielegalny obiektyw” – można to uznać za chwytliwe marketingowe określenie, ale w tym przypadku jesteśmy zaskakująco blisko prawdy. Bardzo szybkie zniknięcie obiektywu Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF z rynku nie było przypadkiem, niewypałem ani „naturalną selekcją”, a dziś ten obiektyw to świadectwo pewnego zjawiska i bardzo dobry punkt wyjścia do rozmowy o systemie Canon RF i polityce izolacji.

Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF – co to za szkło i dlaczego był problemem?
Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF, gdy pojawił się na rynku to mocno namieszał, bo w młodym wtedy systemie nie było dla tego szkła alternatywy o identycznych wartościach, a jedyną konkurencją był wyjątkowo drogi Canon RF 85mm F1.2 L USM. Ponad to co najbardziej zakuło wielkiego gracza był fakt, iż Samyang za pomocą odwróconej inżynierii sprawił, że ich obiektywy komunikowały się z body tak dobrze jak oryginalne szkła, co zagrażało sprzedaży, a ta wiadomo musi się zgadzać. Zatem pyk, szybki pozew o naruszenie patentu i Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF znika z rynku i choć działał cudownie to był za dobry dla klienta i zbyt niebezpieczny dla Canona.

Canon RF – system zamknięty z premedytacją
Co ważne Canon nigdy nie udostępnił oficjalnej specyfikacji AF dla bagnetu RF zewnętrznym producentom i to świadoma strategia, której efektem jest to, że nadal nie mamy na rynku szkieł pełnoklatkowych z AF od Sigmy, Tamrona, Tokiny do pełnej klatki i zmuszeni jesteśmy do korzystania ze szkieł producenta. To ruch, który ma ogromne konsekwencje, bo dzięki temu Canon ma pełnie władzy nad cenami, segmentacją, ale także aspiruje by tworzyć ekosystem premium, który dla niektórych stał się żartem i memem.

Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF – nielegalny, ale czy niemoralny?
To co lubię najmocniej, czyli różne perspektywy, punkty widzenia i próba wczucia się w sytuacje rynku, bo z punktu widzenia prawa to bezapelacyjnie Canon ma rację, z biznesowego punktu również ruch Canona jest bardzo sensowny, ale jako użytkownik czuję się jakbym dostał policzek i został zamknięty w pudełku, bo Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF to była najlepsza i jedyna alternatywa dla drogich szkieł RF, szczególnie, że to szkło jest naprawdę optycznie dobre, a z Canonem R6 praktycznie nie zauważyłem problemów w kwestii działania AF i właśnie dlatego to szkło musiało zniknąć. Jednakże czy przez ten ruch Canon nie wypiął się na użytkowników, którzy cenią sobie możliwość podpięcia szkieł np. Sigmy?

Co ta izolacja mówi o systemie Canon RF?
Canon od początku gra na zamknięty ekosystem i wcale się z tym nie kryje. Pełna kontrola nad systemem, brak realnej presji cenowej ze strony „trzecich producentów” i obietnica „bezpiecznego” doświadczenia dla użytkownika, w którym wszystko działa tak, jak producent przewidział. Oczywiście taka strategia ma swoją cenę, a baza użytkowników RF rozwija się wolniej, bo wejście w system jest drogie, a wielu świadomych fotografów czuje frustrację, bo wiedzą, że gdzieś indziej czeka na nich wolność, a część z nich po prostu odpływa tam, gdzie wybór jest większy i mniej reglamentowany – do Sony czy L-Mount. RF w pewien sposób dzisiaj przypomina Apple fotografii – mamy świetnie zaprojektowany ogród, dopieszczone narzędzia, spójna wizja, ale wysoki mur dookoła i drogie bilety wstępu, które każą się zastanowić, czy naprawdę chcesz tu zostać i grać według zasad marki.

Kanonizacja – nie dla herezji i nie dla obiektywu Samyang 85mm F1.4 AF Canon RF
Wniosek jest prosty i troszkę niewygodny dla Canona. Samyang nie zniknął dlatego, że był zły, tylko dlatego, że był zbyt dobry jak na zamknięty system. Pokazał, że szkła do RF mogą być dobre i tanie, i można je robić bez zbędnego błogosławieństwa c/kanoników, a to samo w sobie brzmi jak czysta herezja. Canon w tej sytuacji absolutnie nie walczy tu ani o jakość obrazu, ani o dobro fotografa, a tylko i wyłącznie o kontrolę narracji, cen i kierunku rozwoju systemu i oczywiście ma do tego prawo, choć nie wiem czy chciałbym osobiście pracować na ich sprzęcie i być w tym „elitarnym” gronie. Ogród do którego można wejść, ale na warunkach właściciela i za cenę, którą on ustali. Dla jednych mogłoby to okazać się gwarancją spokoju i pewnej przewidywalności, a inni zdecydują, że lepiej fotografować tam, gdzie mur jest niższy, a powietrze nie przytłacza nas jednym i tym samym zapachem.































