Hej ludzie, idą święta! – fotograficzne wspomnienie koncertu kolęd czyli Nikon Zf w akcji

Święta już za nami. Opadł grudniowy kurz, światła choinek wróciły do kartonów, a tempo codzienności znów przyspieszyło. I właśnie dlatego to dobry moment, żeby wrócić myślami do wydarzeń, które na chwilę ten pęd zatrzymały.

Jednym z takich momentów był dla mnie koncert kolęd „Hej ludzie, idą święta!”, na który zostałem zaproszony jako fotograf. Wydarzenie odbyło się 18 grudnia 2025 roku w Auli CLXIII Liceum Ogólnokształcącego im. Czesława Niemena w Warszawie przy ul. J. Słowackiego 3 i – choć od tamtego wieczoru minęło już kilka tygodni – emocje zapisane na zdjęciach nadal są zaskakująco żywe.


Koncert, który działał ciszej – i właśnie dlatego mocniej
Było to wspólne, sąsiedzkie kolędowanie z udziałem:
- Chóru Chabry z Rembertowa
- Chóru Malwy z Ośrodka Kultury Wesoła
- Chóru OK-Cantus z Okuniewa
- solistów z Centrum Aktywności „Na Spokojnej”
- oraz zaproszonych gości

Za akompaniament odpowiadał Włodzimierz Trzeciak, a całość – od pomysłu, przez scenariusz, po przygotowanie i prowadzenie chórów – spinała Natalia Kovalenko.

To nie był koncert „na efekt”. Nie było scenicznego rozmachu ani teatralnej przesady. Była za to autentyczność, skupienie i bardzo ludzka radość ze wspólnego śpiewania. Z perspektywy fotografa – dokładnie taki klimat, który pozwala opowiadać historię obrazem, a nie tylko dokumentować wydarzenie.

Nikon Zf w reportażu – lekkość i uniwersalność
Na ten wieczór zabrałem zestaw, który po raz kolejny potwierdził, że lekkość i elastyczność w reportażu są kluczowe:
- Nikon Zf
- Nikkor Z 24–70 mm F4 S
- Canon EF 70–200 mm F4 USM

Siedząc w pierwszym rzędzie, mogłem swobodnie pracować bez ciągłego przemieszczania się i ingerowania w przestrzeń wydarzenia. Zakres 24–70 mm pozwalał budować szerokie kadry sceny i kontekstu, a 70–200 mm idealnie wyciągał emocje – spojrzenia, gesty, drobne reakcje między kolejnymi utworami.

Całość była lekka, dobrze wyważona i dyskretna, co w przypadku kameralnego koncertu ma ogromne znaczenie. Sprzęt nie odciągał uwagi od wydarzenia – po prostu robił swoją robotę.

Adapter Fringer EF-NZ w praktyce – realne narzędzie, nie kompromis
Kluczowym elementem tego zestawu był adapter Fringer EF-NZ, który pozwolił podpiąć Canon EF 70–200 mm F4 USM do korpusu Nikon Zf bez poczucia, że pracuję na rozwiązaniu „zastępczym”.

W praktyce:
- autofokus działał szybko i pewnie, nawet w trudnym, zmiennym świetle sceny
- śledzenie twarzy sprawdzało się przy statycznych i półstatycznych kadrach
- komunikacja korpus–obiektyw była stabilna, bez zawieszeń czy losowych błędów
- dane EXIF zapisywały się poprawnie, co ułatwia późniejszą selekcję materiału
- całość pracowała cicho i przewidywalnie, co przy koncertach kameralnych ma ogromne znaczenie

Adapter nie wprowadzał nerwowości ani irytujących opóźnień AF, które często są piętą achillesową tańszych przejściówek. Dzięki temu 70–200 mm mogło pełnić dokładnie taką rolę, jakiej oczekuje się w reportażu: izolować emocje i detale bez walki ze sprzętem.

W efekcie Fringer EF-NZ okazał się pełnoprawnym narzędziem pracy, a nie tylko awaryjnym rozwiązaniem. Dla osób posiadających dobre szkła Canon EF i myślących o systemie Nikon Z, taki adapter realnie rozszerza możliwości bez konieczności natychmiastowej wymiany całego systemu.

Dlaczego warto wracać do takich realizacji
Patrząc dziś na te zdjęcia – już bez świątecznego kontekstu – widać coś więcej niż tylko kolędy. Widać spotkanie ludzi, koncentrację, tremę, radość i spokój. To właśnie takie wydarzenia przypominają, że fotografia eventowa nie musi być szybka i głośna – czasem najlepiej działa wtedy, gdy jest uważna.

Ten koncert był dobrym przykładem, jak przemyślany, klasyczny zestaw reportażowy w zupełności wystarcza do opowiedzenia historii. Bez nadmiaru sprzętu, bez presji, za to z dużą swobodą pracy.
Święta są już wspomnieniem, ale fotografie z takich wieczorów zostają na dłużej. I dokładnie po to je robimy.








