Ricoh GR IV – pragmatyzm i romantyzm

Są w fotografii narzędzia, których używanie sprawia, że lepiej czuję obraz, że jestem z nim emocjonalnie związany i wsiąkam w fotografowaną scenę. Do takich sprzętów z pewnością nie należy bohater dzisiejszego wpisu Ricoh GR IV. Ale czy to źle? Sam czasem nie wiem…

Trochę przydługi romantyczny wstęp
Od kiedy przestałem zawodowo zajmować się fotografią, zacząłem pracę w InterFoto.eu i zyskałem możliwość testowania sprzętów o jakich jeszcze kilka lat temu mogłem pomarzyć moje podejście do idei obrazu i tego co poza nim zmieniło się bardzo mocno. Nigdy nie spodziewałem się, że tak mocno będę cenił samą możliwość obcowania ze sprzętem, a rezultaty czasem zejdą na drugi plan, choć dalej będą na swój sposób świetne!
Oczywiście kluczem w całej tej fotograficznej / sprzętowej przygodzie zawsze miał być zdrowy balans i poszerzanie perspektyw, które w pewnym momencie zawsze kończą się wnioskiem, że najlepiej to byłoby wrócić do fotografowania na filmie, ale świat nie daje mi czasu, bym mógł realizować to tak często i gęsto jakbym chciał. No cóż, takie właśnie jest życie.
W momencie kiedy kończy się romantyzowanie przychodzi pragmatyzm i chłodna kalkulacja, która mówi, że na koniec dnia liczy się rezultat, a moje, jako fotografującego odczucia nie mają znaczenia. Szczerze? Olać to! Ricoh GR IV mimo, iż od dawna szanuję to jaki obrazek oferuje w tak małej obudowie to jest dla mnie całkowicie bezpłciowy i nie umiem zaprzyjaźnić się z nim na poważnie, bo ostatecznie nie chce mieć drugiego smartfona.

Budowa aparatu Ricoh GR IV
Jaki jest ten aparat każdy wie i każdy widzi – mały, zgrabny, estetyczny, dobrze wykonany, ale wszystko w nim sprawia, że dla mnie ma wybitnie zabawkowy charakter. Nawet zielona lampka podświetlająca przycisk on/off. Nie zmienia to faktu, że Ricoh GR IV bardzo dobrze leży w dłoni, chociaż jak na mój gust, ktoś powinien pomyśleć o zmniejszeniu liczby przycisków, bo osobiści kilka razy zdarzyło mi się wywołać przypadkowo jakąś funkcję, której kompletnie nie potrzebowałem. Oczywiście wszystko jest tu świetnie spasowane i daje pewne wrażenie posiadania aparatu wysokiej klasy, ale jednak nadal tylko kompaktu. Ogromny plus za fakt, iż aparat zmieści się do każdej kieszeni w spodniach.
Serce i dusza – matryca i 28 mm f/2.8 😉
Tu dochodzimy do sedna, bo Ricoh GR IV, a raczej jego „serce i dusza” to zestaw skrajnie pragmatyczny, wręcz podręcznikowo–uliczny matryca APS-C połączona z ekwiwalentem 28 mm f/2.8. I dokładnie w tym tkwi zarówno siła, jak i ograniczenie tego aparatu.
Matryca APS-C w GR IV to ukłon w stronę przewidywalności i jakości, którą znamy i rozumiemy. Duży zapas dynamiki, rozsądne zachowanie na wyższych ISO, RAW-y, które dają się obrabiać bez walki i bez niespodzianek. Kolory są neutralne, pliki technicznie „czyste”, a charakter obrazu w dużej mierze zależy od tego, co z nimi zrobisz później. To sensor, który nie narzuca narracji, tylko oddaje materiał do dalszej obróbki. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych – brak iskry i punktu zaczepienia emocjonalnego.

Z kolei ekwiwalent 28 mm F2.8 to klasyka reportażowo-uliczna w najczystszej postaci, pozwala być blisko sceny i reagować szybko. Światło F2.8 jest wystarczające w dzień i w większości miejskich sytuacji, ale nie daje żadnej iluzji magii czy plastycznego separowania planów. Tu nie ma miejsca na rozmywanie rzeczywistości – jest ostro, czytelnie i bez kombinowania. Technicznie: dobra ostrość już od pełnego otworu, sensowna kontrola dystorsji i aberracji, bardzo równa praca w całym kadrze.
Ten duet działa dokładnie tak, jak powinien. Jest logiczny, spójny i skuteczny. Problem polega na tym, że to zestaw, który rzadko wywołuje emocje, a częściej budzi szacunek. Dla fotografów szukających maksymalnej efektywności, dyskrecji i powtarzalności – ideał. Dla tych, którzy chcą czuć sprzęt, walczyć z nim albo pozwolić mu czasem pójść „krzywo” – może okazać się po prostu zbyt poprawny.

Jak to się buja?
Efekt jest taki, że fotografując aparatem Ricoh GR IV mam poczucie, że czuje się jakbym klikał smartfonem, do którego ktoś wrzucił interfejs i osprzęt aparatu. Brakuje mi tej manualności i czucia wagi aparatu. Nie dogadywaliśmy się też w kwestii braku wizjera lub jakiegoś substytutu tegoż elementu. Miałem nadzieję, że wpadnie tutaj coś na kształt odchylanego ekraniku do wyjątkowo niskich ujęć, ale też z jakichś względów nie mamy takiej opcji. Generalnie rezultaty są fantastyczne, ale mam poczucie jakbym tym aparatem bardziej pstrykał, aniżeli kontemplował i tworzył, a dla mnie jest to równie ważne co rezultat.
Galeria zdjęć przykładowych 2000px z aparatu Ricoh GR IV
Pliki 1:1 do pobrania z aparatu Ricoh GR IV
Podsumowanie
Ricoh GR IV to aparat skrajnie konsekwentny w swojej filozofii – szybki, dyskretny, niezauważalny i nastawiony na rezultat. Daje znakomite pliki, świetnie radzi sobie w codziennym fotografowaniu i realnie potrafi zastąpić „duży” sprzęt tam, gdzie liczy się mobilność i natychmiastowość reakcji. Mój problem polega na tym, że w tej efektywności gubi się relacja z narzędziem. To aparat, który nie wciąga w proces, nie wymusza decyzji, nie prowokuje do zwolnienia, a do jeszcze większego pędu. Dla wielu będzie idealnym kompanem do streetu, notatek wizualnych czy podręcznego aparatu zawsze w kieszeni. Dla mnie pozostaje świetnym narzędziem – bezbłędnym, ale chłodnym i choć rozumiem, dlaczego ma tylu fanów, sam wciąż wolę sprzęt, który czasem przeszkadza, waży i wymaga uwagi, bo właśnie wtedy fotografia zaczyna mieć dla mnie sens i daje radość.





























